"No Life 'Til Leather"
Awatar użytkownika
Nucleator
Moderator globalny
Posty: 1505
Rejestracja: 2 lata temu
Lokalizacja: ŁDZ/Bełchatów

Manilla Road

#1

Post Nucleator » 2 lata temu

Obrazek

Obrazek

Legendarny już zespół założony przez Marka Sheltona w 1977. Zaczynali od czegoś w rodzaju space rocka, później jednak "nawrócili się" na heavy metal, serwując nam takie nieśmiertelne klasyki jak Crystal Logic, Open the Gates, Mystification czy The Deluge.

Po rozbracie z zespołem w latach 90-tych wrócili na obecne milenium, a w tym roku wydali bardzo dobry album To Kill A King i po raz pierwszy odwiedzili Polskę, dając znakomity występ.

Skład:
Mark Shelton - Guitars, Vocals (1977-1992, 1994-2018) (R.I.P. 2018) ex-Hellwell, Riddlemaster, ex-Apocalypse, ex-Circus Maximus, ex-Embryo, ex-Mark Shelton, ex-Shag Nasty, ex-The Herd, ex-The Shark Project, ex-Tumbleweed
Bryan "Hellroadie" Patrick - Vocals (1999-2005, 2007-2018) ex-Bunch of Bozos, ex-Infernal Noise
Andreas Neuderth - Drums (2011-2018) Trance, ex-Economist, ex-Ripping Entrails, ex-Viron, ex-Seduction, ex-Sudden Darkness, Roxxcalibur, ex-Excess, ex-Masters of Disguise, ex-Jameson Raid, ex-Griffin (live), ex-Savage Grace (live)
Phil Ross - Bass (2016-2018)
▼ Byli muzycy
Scott "Scooter" Park - Bass (1977-1990)
Ben Munkirs (R.I.P. 2008) - Drums (1977-1978)
Robert Park (R.I.P. 2000) - Guitars (1977-1979)
Rick Fisher - Drums (1979-1983) ex-Riddlemaster
Myles Sipe - Drums (1979)
Randy "Thrasher" Foxe - Drums (1984-1990, 1994-2000), Keyboards (1984-1990), Guitars (1990) ex-Hellwell, ex-Bunch of Bozos
Andrew Coss - Bass, Keyboards, Vocals (1991-1992)
Aaron Brown - Drums, Vocals (1991-1992)
Harvey "The Crow" Patrick - Bass (1994-1999, 2003-2007)
Mark Anderson - Bass (2000-2002) Bestialord, Sanctus Infernum, ex-Grand Facade, ex-Inner Voice, ex-Pain Purveyor, ex-Satyros
Scott Peters - Drums (2000-2003) ex-Grand Facade, ex-Boggart, ex-Mammoth, ex-Revulsion, ex-THP
Cory "Hardcore" Christner - Drums (2004-2011)
Vince Golman - Bass (2007-2010)
Josh Castillo - Bass (2010-2016)
▼ Muzycy koncertowi
Troy Olson - Drums (2000)
Andreas Neuderth - Drums (2011) Trance, ex-Economist, ex-Ripping Entrails, ex-Viron, ex-Seduction, ex-Sudden Darkness, Roxxcalibur, ex-Excess, ex-Masters of Disguise, ex-Jameson Raid, ex-Griffin (live), ex-Savage Grace (live)
Rick Fisher - Drums (2013) ex-Riddlemaster
Randy "Thrasher" Foxe - Drums (2015, 2017) ex-Hellwell, ex-Bunch of Bozos
Dyskografia:
1979 - Underground [demo]
1980 - Invasion
1982 - Metal
1983 - Crystal Logic
1984 - Open the Gates
1986 - The Deluge
1987 - Mystification
1988 - Out of the Abyss
1988 - Roadkill [live]
1990 - The Courts of Chaos
1992 - The Circus Maximus
1998 - Live by the Sword: The Very Best of Manilla Road [kompilacja]
1999 - Dreams of Eschaton (Demo '81) [demo]
2001 - Atlantis Rising
2002 - Spiral Castle
2002 - Mark of the Beast
2004 - Invasion / Metal [kompilacja]
2005 - Out of the Abyss / Roadkill [kompilacja]
2005 - Gates of Fire
2007 - Clash of Iron Vol. I - Live at Keep It True [split]
2008 - Voyager
2009 - After Midnight Live [live]
2011 - Playground of the Damned
2013 - Mysterium
2015 - The Blessed Curse
2016 - Dreams of Eschaton [kompilacja]
2017 - In the Wake [single]
2017 - To Kill a King

MA: https://www.metal-archives.com/bands/Manilla_Road/379
BC: https://shadowkingdomrecords.bandcamp.com/music
Ryszard pisze:
10 mies. temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#2

Post yog » 2 lata temu

No dobra, skoro już jest wątek to tak na szybko polecimy...

Manilla Road była zawieszona przez raptem 2 lata, a nie - jak się często mylnie uważa - przez całe lata 90.

Circus Maximus to album innego projektu Marka Sheltona, wydany pod tym szyldem przez chylący się ku upadkowi francuski Black Dragon. Wytwórnia ta miała spore problemy na początku lat 90., bo ich główny dystrybutor został zamknięty przez rząd za jakieś konkretne przewały i wszystko posypało się jak domek z kart, toteż chwytali się brzytwy i bez zgody Marka wydali to jako Manilla Road. To solidnie zabolało pozostałych członków projektu The Circus Maximus.

Ogólnie to Black Dragon ostro odpierdalał, bo np. produkcja francuskiej wersji Crystal Logic i ten sławetny kuriozalny nosowy wokal to nie jest w zasadzie głos Sheltona, tylko jakaś niedojebany producent uznał, że tak będzie lepiej i coś tam powycinał, poprzycinał i brzmi jak brzmi. W sumie może to i fajnie, bo jakby nie patrzeć te przedziwne wokale obrosły dziś już niemałym kultem.



Mark of the Beast z 2002 roku to de facto drugi po Invasion album, jaki nagrała Manilla, jednak nie byli z niego zadowoleni, szli już bardziej w kierunku heavy metalu i w to miejsce nagrali, bardzo przeciętny jak na ten zespół krążek o prostym tytule Metal. Mark of the Beast natomiast to przezajebisty hard/space rock, dużo bardziej udany niż na debiutanckim, nieco dziwacznym Invasion.



Dalej już wyszło legendarne Crystal Logic napakowane szlagierami po brzegi, będące biblią wyśmienitych riffów i wspaniałych motywów. Następne, Open the Gates to już dojrzały klasyk z wyjebaną linią basu i wszystkim, co najlepsze w muzyce metalowej. Kult absolutny, może nawet lepsza płyta od Crystal Logic. Za perkusją zasiadł Randy "Thrasher" Foxe i rozpierdolił system.



The Deluge dobrze pokazuje, jak bardzo pod prąd zapierdalał Shelton z ekipą - krążek zaczyna się od... mocarnego solo na perkusji. Kolejna znakomita płyta z repertuaru zespołu i kolejny klasyk.

Mystification, obchodzący w tym roku 30-lecie to ostatni album, który bezsprzecznie można uznać za manillowy kult, kolejny raz wypakowany przebojami, riffami, których należy słuchać na kolanach i zajebistymi wokalami. Uwielbiam, chyba 3-ci najlepszy ich album w moim osobistym rankingu.

Dalej jest trochę gorzej. Out of the Abyss to już rejony mocniej thrashowe (na Mystification też już to słychać choćby w Death by the Hammer). Bardzo mocny krążek. O ile pamiętam Shelton i spółka kupili do tego materiału własne studio, aby uzyskać lepszą produkcję, jednak efekt był odwrotny. Chyba ten album kosztował ok 20tyś dolców i wyszli praktycznie na zero.



Zjazd całej branży spowodował, że kolejny album - The Courts of Chaos nagrano po kosztach - Randy Foxe nagrał partie perkusji, wysamplował je i na albumie perka gra z tychże jego autorskich sampli. To nadało wydawnictwu oryginalny charakter. Podczas nagrań perkusista i basista nie przebywali ze sobą w jednym pomieszczeniu (ten drugi ostro ćpał, a Randy nie). Shelton uznał więc, że świetlista droga Manilli dobiegła do końca.

Randy to był swoją drogą (i dalej jest, bo grywa z Manillą jak grają u siebie) wyjebany bębniarz i ścigał się z Markiem na koncertach, kto będzie szybciej napierdalał, a kto wymięknie. Kolo też robił akcje w stylu jedną ręką grał na perkusji, a drugą na klawiszach. Uroczy ziomek.

Dalsze mam już ciut mniej osłuchane, poza Spiral Castle z 2002 roku, na którym, po średnio udanym albumie po dłuższej przerwie, Atlantis Rising Mark Shelton powraca w pełnej chwale i serwuje kolejne arcydzieło heavy metalu. Płyta wybitna.



Mysterium jest tragiczne, wokal Hellroadiego tam brzmi jakby sam nie wierzył, że się komuś będzie chciało tego słuchać. Kolejny, The Blessed Curse z 2015 wyszedł już o niebo lepiej. Najnowszego jeszcze nie słyszałem.

Koncert w Stodole - misterium heavy metalu, wielkie święto tej muzyki i bite 2 godziny 15 minut wyjebanego show na poziomie gigów Iron Maiden. Absolutne mistrzostwo tak pod względem czysto muzycznym, atmosfery jak i przyjęcia kapeli przez fanów i fanów przez kapelę. Przypuszczalnie najlepszy koncert na ziemiach polskich roku pańskiego 2017. Kto nie był powinien żałować do końca życia.

Podobno jeszcze Voyager jest prawie na poziomie wikińskiego Bathory, ale słabo znam to nie będę farmazonił.

Podsumowując:


I've made my own code - sold my soul to Manilla Road.

WORSHIP THEM.


Wywiady w Polsce / koncert w Warszawie

Dobry ziomuś miał szczęście przeprowadzić przy wiśniowej Soplicy godzinny wywiad przed kamerą podczas ich pobytu w Warszawie. Bardzo polecam:



Gadany wywiad z aktualnym perkusistą Manilli, Neudim nagrany w podobnym czasie:



Więcej o koncercie i wrażeń z niego w wątku mu poświęconym: viewtopic.php?f=13&t=486




A poniżej 48 minut nagrania ze zwieńczenia koncertu, rozpoczynającego się od Dreams of Eschaton - chyba na życzenie polskich fanów, bo strasznie z kumplami katowaliśmy ten kawałek kiedyś i dużo śmiechu z Remember well my friend, a warlord never cries mieliśmy, więc kolega z wywiadu powyżej, Zdan napomknął zdaje się o tym, by nie zapomnieli dorzucić tego 13+ minutowego szlagieru do setlisty.

Same kawałki z Crystal Logic + niegrany wcześniej na trasie po Europie Heavy Metal to the World w ramach bisu.

Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#3

Post yog » 2 lata temu

Słyszał ktoś już tegoroczny To Kill a King? Jak dla mnie ciut przydługa płyta, z 10 min krótsza by mogła być spokojnie zamiast tych 61 minut. Niemniej jednak, tytułowy kawałek to niewątły killer, a solo z niego jest, przypuszczam, najlepszym jakie słyszałem w tym roku (chyba z 2 minuty trwa, swoją drogą). Jak zwykle przy nowszych płytach Manilli mam zastrzeżenie głównie do niektórych wokali Bryana, a dokładniej ich linii melodycznych (np. początek drugiego kawałka na płycie - Conqueror - TRAGEDIA). Manilla robiła to dziesiątki razy już i nigdy nie było to jakieś wspaniałe, a od jakiegoś czasu te melodie "wyluzowanego wojownika" brzmią dość żenująco. Żeby nie było - Bryan na żywo jest zajebistym frontmanem i pełen szacun do gościa, bo bez niego by dziś Manilla Road nie było.

Oficjalny stream:



(artwork oczywiście autorstwa Paolo Girardiego)
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#4

Post yog » rok temu

Sam ze sobą tu piszę, więc dla własnego spokoju edytowałem błąd w dyskografii (pojawiający się na niemal wszystkich serwisach) - Open the Gates wyszło w grudniu 1984, ale wytwórnia chciała to sprzedawać jako nowość i stąd na albumie data 1985. Info pochodzi od samego Marka Sheltona.

Czas na 2 tygodniowy maraton z Manilla Road, coby tekstów nie pozapominać przypadkiem przed heavymetalowym koncertem roku!
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#5

Post yog » rok temu

TITELITURY pisze:
rok temu
Co tu się na forum odjaniepawla ?

Obrazek

Ponieważ za sprawą grania w "Tyranny" mam fazę na klimaty fantasy (gra jest bdb jeśli się nie malkontenci ), postanowiłem zmierzyć się z grajkami w klimacie, a ponieważ Yog od paru miesięcy podniecał się koncertem Manilla Road, padło na ten zespół. A nóż mi hejwi metal zaskoczy i zostanę fanem ? Ale póki co ciężko. Fajne te balladki i nie będę zaprzeczał, że to muzycznie jest zajebiste, ale wchodzi jak ciepła wódka. Niby wódka, ale jednak ciepła, więc ryj krzywi. Ale nie będę ustawał w trudzie zostania prawilnim wojownikiem metalu. Może kiedyś złapię bakcyla, zapuszczę i wytapiruję włosy, naoliwię klatę i pójdę na miasto rwać siksy.

I jak mi hejwi nie wchodzi, tak wystarczy to wymięszać z innymi gatunkami, a z miejsca jestem szczęśliwy jak berbeć przy cycu.

Obrazek
A @TITELITURY co do Manilli to nie jest chyba kapela, co tak od razu wchodzi, nie zniechęcaj się, wokal jednak mocno charakterystyczny, a da się pokochać ;) Ogólnie to oni grają czasem bardziej thrashowo jak na Mystification, czasem ciut nie death metal na Out of the Abyss. Sporo dobrej muzyki ogólnie, bo jest też znakomity space rock w postaci Mark of the Beast ;)
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
Nucleator
Moderator globalny
Posty: 1505
Rejestracja: 2 lata temu
Lokalizacja: ŁDZ/Bełchatów

#6

Post Nucleator » rok temu

Po prostu panicz Titelitury źle wybrał, skoro to dla niego pierwszy raz z Manillą, a z heavy metalem jak sam pisał - mu nie po drodze. Spiral Castle to jedna z płyt nagranych po powrocie Manilli po tych dziwactwach pokroju Circus Maximus i innych, a te z kolei są nieco ciężko przyswajalne. Takiego Kill the King ostatnio sam słuchałem i niekiedy ziewałem od tych balladowych momentów. Zamiast tego więc niech sobie panicz puści Crystal Logic. To jest kapitalna płyta z kapitalnymi przebojami, przy których pierdy od szwedzkiego Ghosta można spuścić po oddaniu na nich ekskrementów. Włącz sobie Necropolis, pośpiewaj "Through the jungle by the river Styx...." , potem zaintonuj "Seven-eyed wonder Mystery to man..." z The Ram i całą resztę. Tam praktycznie każdy tekst chcesz śpiewać z Sheltonem, czy to oniryczne The Veils of Negative Existence, czy kawałek tytułowy z kapitalnym środkowym zwolnieniem.

I baw się, i tańcz, i tańcz. Nie ma chuja, żeby nie zaskoczyło. I tak swoją drogą to Manilla Road zawsze uważałem za takiego hrabię heavy metalu, do którego naoliwione gołe klaty niczym z Manowar ni cholery nie pasują. Mam takie głupie wrażenie, że to faktycznie muzyka z błękitną krwią.
Ryszard pisze:
10 mies. temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#7

Post yog » rok temu

Nucleator pisze:
rok temu
Po prostu panicz Titelitury źle wybrał, skoro to dla niego pierwszy raz z Manillą, a z heavy metalem jak sam pisał - mu nie po drodze. Spiral Castle to jedna z płyt nagranych po powrocie Manilli po tych dziwactwach pokroju Circus Maximus i innych, a te z kolei są nieco ciężko przyswajalne.
Spiral Castle to najlepszy album po Courts of Chaos, ale mimo wszystko - bardzo średni wybór :P
Nucleator pisze:
rok temu
I baw się, i tańcz, i tańcz. Nie ma chuja, żeby nie zaskoczyło. I tak swoją drogą to Manilla Road zawsze uważałem za takiego hrabię heavy metalu, do którego naoliwione gołe klaty niczym z Manowar ni cholery nie pasują. Mam takie głupie wrażenie, że to faktycznie muzyka z błęktiną krwią.
Bo słuchając Manilli ma się wrażenie, że to "an art revealed to no-one, some say insanity" ;)
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Endymion
Master Of Reality
Posty: 296
Rejestracja: 2 lata temu

#8

Post Endymion » rok temu

yog pisze:
2 lata temu
Słyszał ktoś już tegoroczny To Kill a King?
Zajebiście mi się podoba, leci od dwóch dni. Znakomicie wyważone melodyjne, spokojne momenty z metalowym ogniem. Solówki klasa, podobnie wokal Sheltona. Dużo lepsza niż Mysterium czy Playground of the Damned.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#9

Post yog » rok temu

Mysterium i Playground of the Dead to raczej najgorsze Manille, więc nie jest to jakiś wielki komplement ;) Mi się ten nowy średnio podoba - te kawałki, co na żywo ostatnio grali fajne - tytułowy i In The Wake. Reszta meh. Okrutnie umęczony wokal Hellroadiego czasami tam jest.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
Nucleator
Moderator globalny
Posty: 1505
Rejestracja: 2 lata temu
Lokalizacja: ŁDZ/Bełchatów

#10

Post Nucleator » rok temu

Sheltona pamięci żałosny post


Jak tak patrzę dotychczas na swoje życie, to Manilla Road jest jedną z jego najważniejszych kapel. Muzyka Marka Sheltona towarzyszyła mi w różnych momentach mego żywota, zarówno w chwilach radosnych, jak i tych smutnych. Co więcej, Crystal Logic leciał w domu, gdy po raz pierwszy było dane mi zakosztować sytuacji in flagranti z moją obecną narzeczoną. Tak więc każdy odsłuch lwiej części dyskografii MR to nie tylko ambrozja dla moich uszu, ale też mnóstwo retrospekcji i wspominek. Wspomniana kryształowa logika była moim pierwszym zetknięciem z zespołem - i szybko zakochałem się w epickiej aurze tego albumu wyzierającej z każdej sekundy nagrania. I jego różnorodności - jest rozpędzone Necropolis, kroczące Riddle Master, tajemnicze The Veils of Negative Existence i pomnikowe Dreams of Eschaton z podpierdolonym od Angel Witch riffem, co mi jednak absolutnie nie przeszkadza.

Następne Open the Gates i The Deluge udowodniły, że odkryłem jedną z największych kapel, jakie parały się heavy metalem. Zespół wypracował już własny, charakterystyczny styl, a ponadto dobrze odnajdywał się zarówno w cięższym graniu, jak i w balladach jak choćby The Ninth Wave, przy którym większość ballad może spierdalać w podskokach. Spora zasługa w tym Sheltona, którego niezwykle liryczny i "plastyczny" głos nadawał tekstom poświęconym wątkom fantasy nowego wymiaru. Nawet, gdy brali się za bary z thrashem na Mystification i Out of the Abyss, to i tak słychać było, że to Manilla Road.

Problem pojawił się później, bo takiego The Courts of Chaos do dziś nie jestem w stanie słuchać. Niemniej powrót do żywych po "śmierci" ansamblu Markowi wyszedł - uwielbiam to, jak takie Mark of the Beast czy Atlantis Rising są nieprzystępne i wymagające dla słuchacza. Szkoda tylko, że ostatnie albumy nieco odstawały jakością i brakowało im magii zaklętej choćby w Spiral Castle. Niemniej i tak Mark zostawił światu dzieła, o których mam nadzieję nikt nie zapomni. Cieszy mnie fakt, że widziałem ich rok temu na żywo w stołecznej Warszawie, gdzie wypadli znakomicie, a co najważniejsze, samemu spiritus movens się bardzo podobało. Niestety, w tym roku nie mogłem się stawić i do głowy mi nie przychodziło, że to ostatni gig w Polsce, zanim wybije godzina smoka i przed Sheltonem otworzą się bramy do innego świata. Spoczywaj w pokoju, mistrzu.


Mój ulubiony song:

Ryszard pisze:
10 mies. temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#11

Post yog » rok temu

Nucleator pisze:
rok temu
Mój ulubiony song:

Mój również, a choć zabrakło go na ich pierwszym koncercie w Polsce - był to jeden z najlepszych występów na żywo, w jakich uczestniczyłem. Na drugim już nie zabrakło. Trzeciego koncertu w Warszawie zabraknie mi bardzo.

Chyba niczego tyle przez ostatnie dwa lata nie słuchałem, co Manilla Road i sądzę, że jest to aktualnie mój ulubiony heavymetalowy band. Był.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
deathwhore
Tormentor
Posty: 2757
Rejestracja: 3 lata temu

#12

Post deathwhore » rok temu

To chyba też moja ulubiona piosenka zespołu i czuję się poniekąd dumny, że słyszałem to na żywo.

Heavy metal zdecydowanie nie jest moim ulubionym stylem muzycznym, ale zdecydowanie dwa koncerty Manilla Road to najlepsze koncerty jakie widziałem na żywo.
Nebiros pisze:
tydzień temu
A w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 2213
Rejestracja: 2 lata temu

#13

Post pit » rok temu

Ostatnio odświeżyłem sobie kilka płyt i nadal mam pewne problemy z wokalem, to co mi się podoba, to wrażenie, że oni cały czas mają więcej wspólnego z Hawkwind niż z Iron Maiden, czy innym Manowar.
It's not my goddamn planet. Understand, monkeyboy? - John Bigbooté
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#14

Post yog » rok temu

Problemy z wokalem mijają, jak zaczniesz wspólnie z nim śpiewać, wtedy się okazuje, że to najlepszy wokal na świecie.

Oni zaczynali od grania na pograniczu Hawkwind i Hendrixa, z heavy metalu to była wtedy co najwyżej dwójka Judasów.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 2213
Rejestracja: 2 lata temu

#15

Post pit » rok temu

Hawkwind też strzelił kilka płyt które mają więcej wspólnego z heavy metalem niż ze space rockiem. I wydaje mi się, że razem z Manillą mieli wtedy wywalone na heavy metalowe trendy. Każda grupa podążała we własnym kierunku. Oczywiście koncept Manilli Road przyjął się znacznie lepiej, ale nadal czuć pokrewieństwo między obiema kapelami.
It's not my goddamn planet. Understand, monkeyboy? - John Bigbooté
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#16

Post yog » rok temu

Chuja tam też się przyjął, grali całe życie dla góra 200 osób, a większość czasu pewnie dla 50. Coś tam zaczęło być słychać o nich po 40 latach kariery dopiero, ale nim się jakaś tam sława zaczęła to się wszystko skończyło. Z pewnością kuriozalna nazwa w połączeniu z dziwacznym wokalem i progresywnym doomowatym heavy metalem, z wątpliwą jak na drugą połowę lat 80. produkcją, nie przyciągała tłumów, a w USA to jest dużo bardziej anonimowa kapela niż w Europie, jakimś cudem ;)

Zresztą w tej muzie jest jakaś taka dziwnie pojęta europejskość, jakby historia widziana bardziej przez pryzmat legend niż pisanych dokumentów. To dużo enigmatyczności całemu projektowi dodaje i choć teksty czasem nieco zabawne, to tym zapamiętałym mitologizowaniem wzbudza jakąś nostalgię. Ale nie wiem, może sobie wkręcam, że Necropolis nigdzie tak dobrze zabrzmieć nie może, jak w Warszawie ;)
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 2213
Rejestracja: 2 lata temu

#17

Post pit » rok temu

Chodziło mi o metalowy styl obu zespołów. Jasne, że ogólnie rzecz biorąc Hawkwind jest znacznie bardziej popularny i wpływowy. Jednocześnie znalezienie kapeli która grałaby w stylu z "Choose Your Masques", czy "The Chronicle Of The Black Sword" graniczy z cudem.
It's not my goddamn planet. Understand, monkeyboy? - John Bigbooté
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#18

Post yog » rok temu

David T. Chastain, znany z czwartoligowego heavy/speedowego zespołu Chastain i wzięty producent trzecioligowego heavy metalu, zapowiada premierę jego wspólnych nagrań z Markiem Sheltonem (znanym z Manilla Road). Zarejestrowano je jeszcze w latach 80.

Choć wygląda, jakby Chastain postanowił o sobie przypomnieć opinii publicznej, podobno panowie rozmawiali o tym od lutego bieżącego roku. Dwa dni przed śmiercią, Mark wysłał Davidowi komentarze, jakimi miało być opatrzone planowane na koniec 2018 roku wydawnictwo. Płytka ukaże się sumptem Pure Steel Records.

Skład:
Mark Shelton - vocals, lyrics, melodies
David T. Chastain - guitars, bass, drum programming
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#19

Post yog » 11 mies. temu

Płytka wyszła 26 października pod nazwą Shelton Chastain - The Edge of Sanity: 88 Demo Session. Okładka:

Obrazek
Promocyjne lyric video do utworu tytułowego, opowiadającego o sromotnej karze, jaka spotyka szabrownika grobowca starożytnych królów:



Jest bdb, chętnie obadam całość. Dość thrashowo to brzmi.

Więcej info o okolicznościach powstania wydawnictwa:
► Pokaż
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
Nucleator
Moderator globalny
Posty: 1505
Rejestracja: 2 lata temu
Lokalizacja: ŁDZ/Bełchatów

#20

Post Nucleator » 11 mies. temu

Bardzo ładny kawałek, z które bije klimacik rodem z Mystification. Świetne wokale Sheltona, ponure riffy i bardzo ładne solo. Muszę więc sprawdzić czym prędzej całość.
Ryszard pisze:
10 mies. temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha
Awatar użytkownika
Astral
Master Of Reality
Posty: 266
Rejestracja: rok temu

#21

Post Astral » 10 mies. temu

Cała płyta tego Chastaina lepsza od ostatnich płyt Manilli. Polecam.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10994
Rejestracja: 3 lata temu

#22

Post yog » 6 mies. temu

Tej płytki z Chastainem wciąż nie dane mi było słyszeć, ale wróciłem do trzeciej najlepszej w moim mniemaniu Manilli, Mystification, i chciałbym wszystkim powiedzieć, że jedynie wersja zaczynająca się od Haunted Palace jest real. Ta z 2000, która zaczyna się od Up From the Crypt ma zaburzoną dramaturgię i ją odradzam. Brzmi też chyba gorzej po remixie i remasterze. Nie wiem na co to komu, bo płytka jak była w 1987 roku, tak po dziś dzień jest zakurwista.

Pięknie było uczestniczyć w obchodach 30-lecia tego krążka.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Elementw
Posty: 33
Rejestracja: 9 mies. temu

#23

Post Elementw » 3 tyg. temu

Z Mistification też mam wspomnienia. Akurat tuż przed egzaminem do LO w 1988 (o kurwa mać jak zapierdala czas) nagrałem ją sobie z radia. Pamiętam ,że zapowiadacz próbował tłumaczyć tytuły i ,,dragon" chyba rozumiał jako żołnierza.

Wróć do „Heavy / Speed / Power Metal”