Awatar użytkownika
mork
Tormentor
Posty: 663
Rejestracja: 4 lata temu

Hallatar - No Stars upon the Bridge, 2017 [RECENZJA]

mork 3 lata temu

Obrazek Hallatar
No Stars upon the Bridge



Matkę oszukasz, ojca oszukasz, ale natury nie oszukasz. Kalendarzowa jesień już za nami, a ciepłe, słoneczne dni stały się tylko wspomnieniem. Nie mogłem doczekać się tej jesiennej chandry, tych mozolnie spływających po szybie kropli deszczu, ogołoconych z liści drzew oraz przeszywająco zimnem, silnego wiatru. Bo tak jak rybka lubi pływać, tak jest gatunek muzyczny który lubi grzęznąć w gęstym jak smoła błocie. “Bum bum bum idzie doom”!

Po tym luźnym wstępie żarty na bok. Nie jest łatwo pisać o tym, że przyczyną powstania fińskiego HALLATAR była śmierć. I nie mam tu na myśli fascynacji czarnymi mszami czy szukaniem inspiracji przesiadując na miejscowym cmentarzu. „No Stars upon the Bridge” to hołd tragicznie zmarłej Aleah Liane Stanbridge, która w 2016 roku przegrała walkę z nowotworem. Aleah była znana głównie jako wokalistka i frontmanka szwedzkiego zespołu TREES OF ETERNITY. Prywatnie zaś była partnerką Juha Raivio (SWALLOW THE SUN, TREES OF ETERNITY). Po takiej stracie Juha przeżył prawdziwe załamanie i wyłączył się całkowicie z życia towarzyskiego oraz zaniechał wszelkiej aktywności muzycznej. Jednak po pewnym czasie poczuł, że musi znaleźć ujście dla kipiącego w nim bólu. Chwycił za gitarę, zebrał teksty oraz wiersze Aleah, by po kilku tygodniach bezustannego komponowania zorientować się, że ma gotowy album.

W takich okolicznościach zrodziła się jedna z najlepszych, najszczerszych death doom metalowych płyt, jakie dane było mi słyszeć. „No Stars upon the Bridge” aż ocieka depresyjno-melancholijnymi emocjami, które już od pierwszych dźwięków osaczają słuchacza. Dokładnie tak – “osaczają” a nie “przygniatają”. Numery mają w sobie wiele przestrzeni i chwilami aż odnosi się wrażenie, że można było pokusić się o ich wypełnienie. Ale właśnie ta przestrzeń, ta pustka daje uczucie samotności i niemocy wokół szalejących wichrów. Jesteś bezpieczny, ale także bezsilny.

Kto jeszcze stoi za powstaniem „No Stars upon the Bridge”? Ostatnio termin ten jest bardzo często stosowany, jednak w tym przypadku nie znajduję innego słowa – HALLATAR to supergrupa! Poza wspomnianym założycielem i głównym kompozytorem Juha Raivio, do projektu dołączył Gas Lipstick (ex-HIM) w roli perkusisty oraz Tomi Joutsen (AMORPHIS) jako wokalista. Trzeba przyznać, że panowie włożyli serducha w swoją pracę, wywiązując się z niej w pełni. Perkusja jest dokładnie taka jaka powinna być – każde uderzenie zaakcentowane a przejścia “mozolne”. Ta ociężałość i minimalizm sekcji rytmicznej hipnotyzuje, dając uczucie swobodnego płynięcia z nurtem płyty.

Przyznam, że dawno nie słyszałem już tak bardzo zróżnicowanego wokalnie albumu w tym gatunku muzycznym. Zasługa to nie tylko Tomi Joutsena, którego głos to prawdziwa paleta emocji – od łagodnego śpiewu, przez growl, aż po umęczone jęki – ale także Heike Langhans (DRACONIAN), która wprawdzie udzieliła się tylko w jednej piosence, jednak wzbogaciła album także o recytacje wierszy Aleah jako przerywniki między utworami.

Zawsze bardzo doceniam każdy zespół metalowy, który potrafi stworzyć swoją muzyką ciężar, bez przestrajania gitar w coraz to niższy drop i kręcąc gałkami wzmacniaczy w poszukiwaniu jak najsurowszego “mięcha”. Poza tym, że HALLATAR pominął te zabiegi, to dodatkowo na „No Stars upon the Bridge” gitary bardzo rzadko grają power-akordami. Jak wspomniałem już wcześniej – jest tu przez to dużo przestrzeni, jednak pomimo to czuć grozę, która zbudowana jest samą strukturą kawałków i przede wszystkim klimatem płyty. Brawo!

Na sam koniec albumu, niczym ostatnie pożegnanie, kawałek w którego refrenie śpiewa sama Aleah. Juha nie był w stanie wskazać kiedy dokładnie zostało to zarejestrowane, jednak pewnym jest, że znacznie wcześniej niż sama idea stworzenia HALLATAR. Chciałbym żeby takie płyty powstawały znacznie częścią, jednak nie okupione tak wysoką ceną. Spoczywaj w pokoju Aleah. Dzięki „No Stars upon the Bridge” pamięć o Tobie nigdy nie przeminie.


It is time after miracles
and I am its prophet
I have not come to cure
but to bear witness decease
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15497
Rejestracja: 5 lata temu

yog 3 lata temu

Doom/death zrodzony z prawdziwej tragedii? No nie powiem, żebym te wymienione w tekście kapele przesadnie lubił (o ile w ogóle), ale po skończonej czytance włączyłem tego bandcampa niemal natychmiast. Bo jak doom to tylko szczery. A tu to chyba trudno typowi zarzucić, aby dla pieniędzy było to nagrywane, czy jakiejkolwiek w zasadzie ambicji.

Bardzo dobry album.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
pro
Fallen Angel Of Doom
Posty: 325
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Łódź

pro 3 lata temu

Ten album to same emocje. Że też często bywa tak, że dopiero śmierć osoby jest najlepszym kompozytorem. Jestem fanem głosu Aleah. Polecam jej skromną acz wartościową twórczość.

Wróć do „Recenzje”