Awatar użytkownika
Ryszard
Moderator globalny
Posty: 2991
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Forteca Trolli

Morbid Angel - Illud Divinum Insanus, 2011 [RECENZJA]

Ryszard 3 lata temu

Obrazek

2011 Season of Mist
Mana Recording Studios / Red Room Recording Studios / D.O.W. Recording Studios
Sean Beavan - Eric Rutan - Mark Prator - Juan "Punchy" Gonzalez
Destructhor - David Vincent - Trey Azagthoth

••••••  ••••••  ••••••


Illud. Razem z młodszą siostrą - Heretic, najmniej popularna płyta Morbid Angel. Może i nawet w stosunku 95% do 5ciu lub gorzej? Co jeszcze?

Oczywiście że byłem zaskoczony efektem pracy zespołu, chociaż "eksperymentalna" zawartości płyty mimo wszystko nie zdziwiła mnie. Zresztą z ogólnym przyjęciem albumu przez społeczność emetalową tez nie mogło być inaczej. Bogowie death metalu, niemal w najmocniejszym składzie, po latach nieróbstwa i brania dragów, powrócili z albumem naładowanym niestrawnymi dla ortodoksyjnego maniaka śmierci elementami: Gotyk, M. Manson i techno hahaha.

Lata lecą a płyty i ludzie starzeją się. Pierwsze wymienione mogą nabrać charakteru, pozostałe doświadczenia... Ciekaw jak dzisiaj wypada 7 letni już album na I ? Na pewno wkurwia zawartością autoironii, kabaretu i przymrużania (r)oka... Zaczynamy.



Omni Potens / Vincent
Intro zapoznawcze. Słychać niepokojące brzmienie i zapowiadający konkretne zmiany sound. Z drugiej strony dobra informacją rozpoznawczą jest wyczyszczenie i pozbycie się "trudnego" soundu Heretyczki.

"O-ła", nie będę się przypierdalać ale - "O-ła" jest jedynym takim niesatanistycznym elementem tego intra. Reszta jak to intro... Bez sensu oceniać.

To Extreme / Azagthoth, Vincent - 3+
Panic Panic this is your last warning. Doszukuję się ironii. Mechaniczny rytm, dudniąca industrialna sekcja, niepokojący meta twardzieli wstęp i zajebisty w sumie motyw przewodni zagrany chyba na pile krajzega, rysuje surowy - obdarty z brzmieniowych soków track. O, muszę przyznać ze chujowy ten refren haha. Jednak ogólnie rzecz biorąc taki mechaniczny death to właściwy eksperyment. Oczywiście nie jako powtarzalny w każdym utworze element czyli powinno być tak, jak go zastosowano na IDI.

Existo Vulgore / Azagthoth, Vincent - 4
Rozpoczyna się zapierdolem powodującym wzwód, ew. dającym niektórym wybrednym nadzieje na trve metalowa masakrę, a kończy się klasyczną przepiękną kosmiczną solówką. Zwrotki przynoszą bardziej umiarkowany i tradycyjny morbidowy utwór przygotowując na jakiś solidny wpierdol w nast. kawałku. W refrenie mamy fajny rozpierdol wiec wszystko pozostaje odpowiednio zbalansowane. Średnio-tempowe meserszmity i księżyce śmierci. Przechodząc do formy samych bogów: Vincent jest słyszalnie starszy i dojrzalszy. Stary growl odszedł w zapomnienie, zastąpiony przez dojrzalszy i niestety zdarty wokal starego dziadka - wciąż naturalnie "teatralny", z manierą. David był i jest wyrazistszy niż Tucker. Inny. W tym kawałku jest to ewidentne. Żyje bez perki Sandovala. Naprawdę nie słyszę problemu. Perka jest podparta elektroniką wiec i tak obecność narkomana-katolika nic by nie zmieniła.. chyba(?) Jest dobrze.

Blades for Ball / Destructhor - 4
Jeszcze mocarniejsze niż poprzedni song wejście (a nie mówiłem) i mamy pierwszy motyw chyba a propos kabaretu.Takie kaczuszki... Tak przez kilka sekund. Dalej jest rozpierdol. Klasyczny florydzki wiatrak i stroboskopy. Destruktor popisał się, zresztą Zyklon to zrzyna z morbidow wiec miał praktykę.

"Techno" element czy mechanizacja odczuwalna głównie perkusyjnie, w sumie dodaje specyfiki i jest spot on. Świat płonie. Wokal pięknie a gitarki... kolejna przepiękna solówka. 100% death metalu do kręcenia cymbałem na koncertach.

I Am Norbert / Vincent - 2
Cały kawałek to chyba a propos z przymrużeniem oka. Jestem Morbidowcem kwa kwa kwa....!!! po za tym w refrenie jest I Am Mopem - Jestem mopem!!!  Haha No i znowu Trey ratuje sytuacje. Oj brakuje jego solowego Morbidowania w 2018tym.... Vincent wokalna katedra.

I wszyscy razem: Jestem Morbid kwa kwa kwa. Norbert, Norbert, Norbert...

10 More Dead / Destructhor - 3+
Początek utworu zupełnie jakby chorobliwe anioły nigdy nie schodziły z desek scenicznych i grały nowe utwory nieprzerwanie od lat Heretyków. Uczucie, stare i doskonale znajome; jakby poprzedni utwór miał być w istocie tylko i wyłącznie przerywnikiem - pauzą pozwalającą na zorientowanie się w sytuacji, czyli dla wszystkich jeszcze nie kojarzących, 10 MD to typowe opowiadanko/narracyjny kawałek z przyspieszeniem. Ładny flow, melodyjne wokale... akcenty i napierdol ognisty...... Ciągnie ów kawałek ku nieuchronnemu zatraceniu które następuje ok 3min w solówce długaśnej: z piekła do nieba. Automat-Tim pyka całkiem dobrze. Cyborg i komputer zamiast serducha szaleństwa i kokainy. Tesla Death Metal. Akurat na IDI ma to sens.

Destructos vs. The Earth / Azagthoth, Vincent - 4+
Jedyne "niedobrze" to to, że kawałek jest jakiś komiksowy lub niczym theme song z The Iron Giant hahaha; Ale po za tym zajebisty i rozpierdalający fragment z niesamowitym blaszanym klimatem maszynerii z filmów SF lat 60-70tych, może brytyjskiego Doctora Who. Serio. Ciężar pancernika i precyzyjność maszyny. Osadzony w fajnym mrocznym i totalitarnym mechanicznym pomyśle. Kojarzy się mi troszkę z The Sisters of Mercy czy KMDFM. Plus, Z Terrorizerem na koniec - Taka reklama Ursusa C-330

Nevermore / Azagthoth, Vincent - 4
Dla mnie akurat Nevermore nigdy nie był kawałkiem objawionym... Jest jakiś wymuszony chociaż spokojnie mogły stać obok Dominate np. Mocno do przodu, takie napierdalanie bez patrzenia wstecz. Zwolnienie z wypuszczeniem powtarzane po ok. 2:20m wywołuje rumieniec i spazm morbidowskiej ekstazy. Stopki pykają równo i szybko, napędzając dynamikę tej kuli ognia i nienawiści. Oczywiście mamy tradycyjne wystrzeliwujące z czarnej dziury solo. 8 piosenka a ja bawię się wybornie. Chłopaki mają taki specyficzny flow. Nie tracą go na tym albumie.

Beauty Meets Beast / Azagthoth, Vincent - 5
A to taki dosyć niecharakterystyczny na MA kawałek. Przynajmniej ja odnoszę wrażenie za motyw przewodni zagrany jest jakoś nietradycyjnie i bardzo melodyjnie - Piękniej niż piekielniej.... Death Metalowy z progresją wyraźnie wyczekujący gorącej atmosfery finału... Który następuje w późnych okolicach 2giej minuty... pięknym chociaż krótkim solo, po którym fajnym mrukiem Vincent sprowadza nas na manowce głównego wątku piosenki, kładąc ją powoli do snu. Bla bla bla 4 i pół minuty. Solo i baj baj. Moim zdaniem, najlepszy kawałek albumu, napisany bardzo ślicznie.

Redikult / Vincent - 2+
Zabij Policjanta Zabić policjanta... Muzycznie jest to Manson Zombie wabik, nie będę zaprzeczać. I może problem w tym  że kiedy to wyszło ja już obydwu nie wygrażałem, płyty posiadałem... B.dobry rockowy przerywnik który w tej konkretnej kategorii - nie okłamujmy się, broni się. Moze i traci jako deathmetalowy kawałek ale ... Ja to pierdole bo po 4 i pół minutach mamy cudny riffek...Zresztą rozpierdalające solo tez oczywiście jest.

Profundis Mea Culpa / Azagthoth, Vincent - 3
Poprzednik niemal przeobraża się w nią. Wykwita z niego sieką niemiłosierną która szybko przeobraża się w zadymioną modlitwę do słuchacza. Mea Culpa za Too Extreme a krzyczałem: - this is your last warning.... Następny sarkazm pod adresem ponoć nie rozumiejących świata fanów.

Czasu spędzonego z albumem nie żałuję. Szczerze nie lubię całego tego przymrużenia oka w metalu - z zasady. Ten album nie jest wiec wyjątkiem, dlatego nie koncentruję się na niczym innym, tylko muzyce. Illud to godzinna dawka lub w przypadku wybrednych, solidne pół godziny całkiem dobrej muzyki. Żaden utwór mnie nie odrzucił. Z niektórymi pomysłami niekoniecznie się zgadzam ale obiektywnie czy to rockowa piosenka czy mechanizacja sekcji rytmicznej, wszystko zrobiono cacy i wciąż słychać ze to extremalny metal śmierci. Współczesny światek metalowy w eksploracji posunął się dużo dalej niż morbidzi przeszło 7 lat temu temu, nagrywając ten skandal. Na dzień dzisiejszy album w ogóle nie brzmi jak eksperyment.
Wiedziałem to ja i kilku innych wariatów, reszta nie wierzyła.

Gdyby wyjebać dwie piosenki Vincenta byłby album roku. Illud po prostu nie jest odpowiednio zbalansowany a sieki mimo wszystko jest tam w chuj. Solówek więcej niż na K... ;)


https://www.youtube.com/watch?v=F0cn5iAQjbY

●●●○○
****** ****** ******

••••• - Niezbędny w kolekcji. ••••○ - Można kupić. •••○○ - Można posłuchać. ••○○○ - Nie warte mp3. •○○○○ - Gówno. Nie dotykać!
!Polacy, to murzyni europy. Black Lives Matter!
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15497
Rejestracja: 5 lata temu

yog 3 lata temu

Sorry Rysiek, ale mnie to wszystko nie przekonuje za bardzo, jeśli Beauty Meets Beast to kawałek na maxa przez Ciebie punktowany. Dla mnie całe IDI to taki mocno nieudany eksperyment, którego jednak główny problem leży w piątoligowym death metalu, a nie industrialnych elektro wstawkach pośledniej jakości, bo mi się akurat ten pomysł całkiem podoba (to pójście w stronę techno-Domination). Ale jak mam słuchać takiego Morbid Angel, to wolę sięgnąć po jakie Suicide Commando czy inny :wumpscut: i się nie męczyć deathem na poziomie tegorocznego Unleashed.

Refren Existo Vulgore mnie doprowadza do kurwicy, jak zresztą sporo refrenów na tej płycie, ale sam kawałek fajny, bity dobre. Destructos vs The Earth chyba najlepszy na albumie. I Am Morbid strasznie śmieszne, ale to takie trochę guilty pleasure dla mnie jest, przyznaję ;p Ten Nevermore to właśnie taki masakrycznie jałowy death, jaki MA prezentuje na tej płycie. Nuda do kwadratu.
Reszta jak to intro... Bez sensu oceniać.
Równie sensowne, co "o gustach się nie dyskutuje" :P
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2668
Rejestracja: 4 lata temu

Pan Efilnikufesin 3 lata temu

Do 'Heretic' to ten albumik nawet się nie zbliza. Nigdy się nie zbliży.

Miałem CD, taka wersja w puszce, sprzedałem.

Tak z trzy, cztery stówy CD's ogólnie sprzedałem.
Awatar użytkownika
Zsamot
Moderator globalny
Posty: 2580
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Gniezno

Zsamot 3 lata temu

Czytało mi się lepiej niż słuchało całej płyty. Najgorsze, że sięgnę po ten album, by Rycha słowa weryfikować...

Heretic był hiper słaby. Zatem tu mogło być tylko lepiej. Za to jest .... inaczej.
Allah jest wielki, ale B-52 też jest duży.
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2668
Rejestracja: 4 lata temu

Pan Efilnikufesin 3 lata temu

Czytałem już o 'H' ze brzmi jakby koce były na głośnikach. Fajnie się pośmiać.

Wróć do „Recenzje”