Rattlehead
Moderator globalny
Posty: 142
Rejestracja: 5 lata temu

Death Angel - Act III, 1990 [RECENZJA]

Rattlehead 5 lata temu

Obrazek
Rok 1990. Thrash metal w swojej pierwotnej postaci znajduje się w kulminacyjnym punkcie. Z jednej strony powstają płyty które uznaje się za arcydzieła gatunku jak Rust In Peace Megadeth czy Souls Of Black Testament z drugiej strony zespoły coraz bardziej łagodzą brzmienie, eksperymentują z dźwiękami a na horyzoncie widać już olbrzymi kryzys jaki dopadł gatunek w latach 90-tych.

W takich okolicznościach na świat przyszedł trzeci studyjny album jednych z prekursorów gatunku Filipińczyków z Bay Area – Death Angel.

Act III to klasyczna płyta początku lat 90-tych. W tych czasach thrash już nie jest tak dziki, nieokiełznany i świeży jak na debiucie Amerykanów- The Ultra Violence, natomiast materiał zaprezentowany na płycie jest znakomity aranżacyjnie, zagrany doskonale technicznie ,bardzo dobrze wyprodukowany a panowie z Death Angel maja całą gamę świetnych pomysłów na muzykę.

Mamy tu do czynienia z bardzo zróżnicowanymi utworami. Od energetycznych, czysto thrashowych killerów typu Seemingly Endless Time, Disturbing The Peace czy The Organization, poprzez rozbudowane technicznie utwory jak Falling Asleep, do granych na akustycznych gitarach Veil Of Deception czy balladowym A Room With A Wiew.

W niektórych momentach słychać elementy funky czy groove ( Stop, Discontinued) lecz na szczęście wciąż są to tylko ozdobniki które sprawiają, ze muzyka ani przez chwilę nie staje się jednostajna czy nudna.

Na płycie króluje thrash, jest on bardziej przemyślany i uporządkowany niż na debiucie ale wciąż tryskający energią potrafiący mocno przyłożyć tam gdzie trzeba, na chwile zwolnić by znów przejechać się po słuchaczu niczym walec. Uwagę zwracają świetne partie gitarowe, jak zwykle doskonały wokal Marka Oseguedy oraz znakomita praca nastoletniego perkusisty Andy Galeona.

W mojej ocenie jest to najbardziej dojrzały album Death Angel. Na pewno inny niż The Ultra Violence, myślę że lepszy niż Frolic Through The Park. Kawał wspaniałego thrashu zagranego na bardzo wysokim poziomie. Odegranego w sposób porywający i zachwycający. Bez dwóch zdań tą płytę można zaliczyć do kanonów gatunku. Dla każdego kto lubi techniczny, dopracowany do perfekcji thrash metal pozycja obowiązkowa.

Tagi:

Wróć do „Recenzje”