Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 14497
Rejestracja: 5 lata temu

Nagelfar - Srontgorrth (Die Macht erfasste das Meine wie die Angst das Blut der Anderen), 1999 [RECENZJA]

yog 4 lata temu

Obrazek Większość pewnie nie wie, że w 1999 roku Alexander von Meilenwald - znany dziś głównie z The Ruins of Beverast - nagrał album koncepcyjny, który zmienił oblicze black metalu...

Zowie się on Srontgorrth (Die Macht erfasste das Meine wie die Angst das Blut der Anderen) i zawiera 70 minut natchnionego, podniosłego oraz progresywnego black metalu. O ile się orientuje, podtytuł oznacza mniej więcej: Władza zawładnęła mą krwią, tak jak strach zawładnął krwią innych.

Płyta ta składa się z pięciu rozbudowanych utworów o progresywnej konstrukcji, z czego pierwsze cztery nawiązują do pór roku. Tematyką krążka jest wg. Meilenwalda zaćmienie słońca.

Obrazek
Moja interpretacja jest niebywale naciągana, ale ten podtytuł (i poniekąd tytuły kawałków również) rozumiem jako niemieckie wspomnienie o przodkach i próbę zrozumienia - wciąż obecnej w niemieckiej duszy - sprzeczności pojawiającej się podczas refleksji o czasach wojen. Może to być jednak wyłącznie polska nadinterpretacja. Do takiego spostrzeżenia skłoniły mnie zapewne również gadane sample, bo wiadomo - każdy taki sampel po niemiecku to pewnie wycięto z przemówienia na wiecu NSDAP (choć te tutaj są raczej filmowe).

Dwa pierwsze kawałki - we wcześniejszych wersjach - znalazły się na demach, a trzeci - na debiutanckim Hünengrab im Herbst z 1997 roku. Dlatego też kapela nie uważa tego albumu za ich drugie pełnoprawne wydawnictwo, pozostawiając ten tytuł Virus West z 2001 roku. Meilenwald przyznał, że pierwszy akt Srontgorrth został zainspirowany przez Slaget i skogen bortenfor z repertuaru norweskiego Enslaved.

Zawartość płyty to niezmiernie zróżnicowany w formie black metal, wykorzystujący zarówno motywy pogańskie, jak i elektroniczne pasaże bez gitar. Całość spowija niesamowicie podniosła rytmika bębnów Meilenwalda, a riffy są z gatunku tych, co to wznoszą ducha słuchacza ku niebu i pozwalają spojrzeć na świat pod jego stopami z szerszej perspektywy. Przez wszystkie utwory przewija się wyjebany motyw przewodni krążka, który w każdej z wersji brzmi niebywale miodnie. To coś w stylu dźwięku fanfarów generowanego za pomocą riffów. Tylko, że to zupełnie nie brzmi jak fanfary, jednak ma identyczny wpływ na odbiorcę.

Wokale w spektrum: od przywodzących na myśl Knjazia Vargottha nienawistnych skrzeków, w których da się rozróżnić słowa (a z niemieckiego orłem nie jestem) po bardzo przekonujące, wyniosłe melorecytacje czy mistyczne, nieco rytualne zaśpiewy. W akompaniamencie bogato zróżnicowanej warstwy instrumentalnej - brzmiące doskonale. Autorem tekstów jest były członek zespołu, Sveinn von Hackelnberg, dziś właściciel jednego z najważniejszych europejskich wydawnictw z kręgu muzyki ekstremalnej - Ván Records. Bas wyraźny, choć czasem chowa się za gitarami, to gra też własną rolę - czasem pobrzękuje gdzieś obok, czasem nadaje miarowy krok całości.

Atmosfera, jak wspomniałem jest tu bardzo podniosła, ale jednocześnie - jakimś cudem - ani przez chwilę nie wpada w groteskę czy kicz. Budowanie napięcia, zbieranie riffów do ostatecznie spektakularnego crescendo, wyniosłe deklaracje, bity elektro wpadające wręcz w jakieś :wumpscut:, z rzadka smyczkowe przejścia, a częściej atmosferyczne wycieczki w cień kurhanów - wszystkie te elementy gładko i płynnie przechodzą jeden w drugi, a potem kolejny. Nawet jebane fanfary są tu jak najbardziej na miejscu, a to już prawdziwa sztuka. Przejścia są tu dopracowane po całości, a także rzeczywiście czuć tu tę tytułową Władzę obejmującą władanie nad mą krwią. Kompozycyjny majstersztyk.

Mamy tu zarówno granie, jakie uprawiać będzie w przyszłości Nokturnal Mortum, jak i późne Peste Noire czy rodzimy Stworz. Przewijają się też motywy z pogranicza Summoning, z fanfarami włącznie. Proporcje dobrane, moim zdaniem, idealnie - nic nie ciągnie się zbyt długo, zawsze pojawia się coś nowego, a jednocześnie jakby znajomego, skrywanego dotąd gdzieś w sercu słuchacza.

BANDCAMP:



Czas się rozejrzeć za winylem...

Skład:
Jander - Vocals
Zorn - Guitars, Bass
Alexander von Meilenwald - Drums

Gościnny udział:
Garvin - Keyboards
Andy Classen - Bass
Destroy their modern metal and bang your fucking head

Tagi:
Awatar użytkownika
brzask
Master Of Reality
Posty: 254
Rejestracja: miesiąc temu
Lokalizacja: Kalisz

brzask 4 tyg. temu

Ciekawa interpretacja tych sampli. Swego czasu sam trochę szukałem czegoś więcej na ich temat ale niczego ciekawego się nie dowiedziałem.

Płyta , tak jak i Virus West, genialna - stawiam obie na podium jeśli chodzi o niemiecką scenę BM.

Tu link do wywiadu z Meilenwaldem z roku 2002 ( https://www.metalglory.de/interviews.php?nr=49 ) . Opowiada m.in. o inspiracjach, niemieckiej scenie, oraz niechęci do chrześcijaństwa i dużych komercyjnych wytwórni i festiwali.
'napuchną mną drzewa'
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 14497
Rejestracja: 5 lata temu

yog 4 tyg. temu

Ogólnie to posłuchałem tej płyty więcej i uważam, że trochę pierdolę powyżej, co było oczywiście nieuniknione, bo pisałem to w zasadzie z krążkiem się zapoznając ;) Jest też temat o samym Nagelfar jakby co.

viewtopic.php?t=2890
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
brzask
Master Of Reality
Posty: 254
Rejestracja: miesiąc temu
Lokalizacja: Kalisz

brzask 4 tyg. temu

Świetnie się słucha obu wymienionych wyżej albumów. Poza ciekawymi strukturami utworów dobrą robotę robią wszelkie klimatyczne wstawki. Smaczku dodaje też gość z Van Records , ktory maczał w tym wszystkim palce a teraz wypuszcza sporo dobrej muzy..
'napuchną mną drzewa'
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 2872
Rejestracja: 5 lata temu

DiabelskiDom 4 tyg. temu

Ja tzw Srocośtam bardzo lubię, za dopracowanie, klimat i melodie.

Ale Virus West to dla mnie i tak najlepszy materiał. Esencja wybrana z poprzedniczki.
Panzer Division Nightwish

Wróć do „Recenzje”