deathwhore
Tormentor
Posty: 3848
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej

Morbital - Death Is Just The Beginning / War Horror, 2016 [RECENZJA]

deathwhore 5 lata temu

Obrazek

Morbital - Death Is Just the Beginning​/​War Horror
2016, CD Cold Breath of Silence, compilation

Morbital jest jak witamina C. Jak Rutinoscorbin. Czyli jeden z tych wyrobów medycznych, których nie można przedawkować, bo to fizycznie niemożliwe. Nawet na ulotce tego leku tak stwierdzają, więc polecam wszystkim zainteresowanym. Nasi przyjaciele pochodzą z dalekiego Leningra... to znaczy z Palmiry Północy, oficjalnie nazywanej Petersburgiem. Prawdopodobnie nazywając zespół jak lek do usypiania na amen zwierzaczków mieli w głowie raczej śmierć, którą ów specyfik niesie, ale z drugiej strony to słucham sobie tej ich kompilacji i faktycznie ciężkie to do przedawkowania.

Ale może zanim o dupie, to pierwej słowo o zupie. Zespół poznałem całkiem niedawno, właściwie jeden kolega nieco wmówił mi konieczność zorganizowania im koncertu w Warszawie. Na co ostatecznie się zgodziłem, bo lubię koncerty fajnych zespołów, chociaż posłuchałem ich po tym, jak już się zgodziłem. Spokojni chłopcy pijący herbatę i gorące mleko, a wleźli na scenę i zamietli z niej wszystko. Ci bardziej umuzykalnieni włosami, łysy wokalista rykiem. Pozostało tylko wydrzeć jeszcze CD od tych eleganckich młodzieńców.

No i tu przechodzimy do clue, bo przecież to recenzja płyty miała być. A tu... no powiedzmy w ten sposób - na żywo walec jest lepszy, chociaż płytą ze złości w kąt nie rzuciłem. W każdym razie w dalszym ciągu mamy tu proste, toporne, ale bardzo nośne riffy i garowego który nie bawi się w jazzowe podziały rytmiczne, ale stara się rozpierdolić zestaw perkusyjny. Wokal ma manierę wypluwania płuc która może kojarzyć się trochę z typem co używa ksywy Black Winds. I chyba mocno się nim faktycznie inspiruje.

Kompilacja, jak to kompilacje mają w zwyczaju, składa się z więcej niż jedna części. W tym przypadku są to części dwie. Pierwsza mówi nam o tym, że Smert' это Tol'ko Nachalo, czyli po naszemu Death Is Just the Beginning. I ta część pierwsza jest trochę bardziej ułożona, bardziej dojrzała, ale i w pewien sposób bardziej chaotyczna, ale ten chaos jest planowy i przemyślany. Ot taki chaos, co to nie jest nieporadny, a robi większą krzywdę. Tempa są szybsze, muzyka jest wścieklejsza. Niestety brzmienie też jest czystsze, ale co na to poradzimy? No nic nie poradzimy i w sumie radzić nie musimy, bo nie kastruje muzyki. Ale na przyszłość gitary mogłyby być mniej czytelne. Wyobraź sobie czytelniku miły taki konglomerat - do szczocha starego death metalu, raczej tego europejskiego, dolewa się pewną dozę grindcore'a, przy czym ten grindcore to raczej ten spod znaku np. Defecation. Ducha Blasphemy, mocno wyczuwalnego na koncercie, z zimnego jak śmierć cedeka nie stwierdziłem.

Na drugiej części płyty Rosjanie mili grożą słuchaczowi wojną. W sumie jeżeli chodzi o opis muzyki to mogę się powtórzyć, bo dużo to ona się nie zmieniła. Ot, z jednej strony bardziej podoba mi się to chropowate, obskurne brzmienie, ale z drugiej więcej tu grindu, mniej death metalu, a same numery są jeszcze prościej zbudowane i chaotyczne w sensie "mniej przemyślane". Jednocześnie częściej wpadają w średnie tempa, nawet nośne, a z drugiej wolę ich w tych dewastująco szybkich i zwyrodniałych. A te mają tendencję, niestety, do nagłego urywania się po erupcjach wściekłości.

Miejta oko na tych kacapów, bo dobrze skurwysyny chłoszczą.

Bandcamp:

Nebiros pisze:
2 lata temu
A w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian

Tagi:

Wróć do „Recenzje”