Awatar użytkownika
Blind
Tormentor
Posty: 1190
Rejestracja: 5 lata temu

Entombed - Clandestine, 1991 [RECENZJA]

Blind 5 lata temu

Obrazek

Entombed - Clandestine
12 listopada 1991, Earache Records
Utwory:
1. Living Dead 04:26
2. Sinners Bleed 05:11
3. Evilyn 05:05
4. Blessed Be 04:47
5. Stranger Aeons 03:25
6. Chaos Breed 04:53
7. Crawl 06:14
8. Severe Burns 04:01
9. Through the Collonades 05:38

W 1990 roku Entombed wydaje swój debiut Left Hand Path, który jawi się jako album brutalny, pełen negatywnych emocji i wkurwienia młodych Szwedów. Materiał ten niewątpliwie przeszedł do klasyki death metalu i obrósł zasłużonym kultem. Skład opuszcza jednak charyzmatyczny LG Petrov, a reszta chłopaków szykuje się do drugiego uderzenia. Dnia 18 listopada 1991 roku na światło dzienne wypełza monumentalny potwór. Nazywa się on Clandestine.

Od pierwszych sekund Living Dead czuć, że do muzyki Szwedów wdarło się więcej przestrzeni. Utwór ten pędzi na złamanie karku od samego początku, a mimo to, łatwo zauważyć progres, jaki osiągnął przez rok zespół. Wokalami zajął się perkusista, Nicke Andersson, który fenomenalnie wypełnił lukę po odejściu Larsa. Jego głos jest pełen furii i obłędu, a to sprawia, że na mym ciele pojawiają się ciarki. Kolejnym ciarkotwórczym elementem są riffy Alexa i Uffe, którzy zdecydowanie są jednym z moich ulubionych duetów gitarowych w obrębie całego gatunku. Utwór numer sześć, czyli Chaos Breed, idealnie ukazuje geniusz ówczesnych młodzieńców. Festiwal riffów zakończony wgniatającym w glebe breakdownem to coś, co bardzo wpasowuje się w mój gust. Dziewięć utworów znajdujących się na tym albumie przeszło do historii. Druga płyta to logiczna kontynuacja debiutu i rozwinięcie stylu grobowego śmierć metalu do perfekcji. Entombed zdominowało europejską scenę ekstremalnego metalu i stało się wzorem do naśladowania dla wielu młodych zespołów pragnących napierdalać old schoolowy death metal.

Niedługo później do składu wrócił LG, a Entombed zaczęło wdrażać coraz więcej rock n' rolla do swej muzyki, co niekoniecznie wszystkim przypadło do gustu. Wielkie zespoły mają jednak to do siebie, że nie stoją w miejscu i rozwijają się. Na zakończenie dodam, że wspaniała okładka Clandestine zdobi plecy mej katany, a moja miłość do tego albumu będzie trwać aż po sam grób. Klasyka muzycznego obłędu.

Gdybym za każdy mózg, którego Belzebóbr nie ma, dostawał złotówkę, to miałbym złotówkę.
UP THE VERONICAS
KIERWA TAKE ME ON THE FLOOR TARARATA TARARARA

Tagi:
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 4429
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz 5 lata temu

Nie lubię komentować recenzji bo wali mnie to kto jak sobie ocenia płytę ale akurat w tym przypadku kolega przeoczył kilka ważnych elementów.

Charyzmatyczny LG faktycznie opuścił skład ale dzięki telefonowi od Nicke po słynnej zabawie sylwestrowej w domu Nickego, kiedy następnego dnia w słuchawce LG usłyszał "Wyperdalasz ze składu".

Jest jeden jedyny zachowany fragment na Clandestine, gdzie śpiewa... Johnny Dordevic.

No i najważniejsza kwestia to ta, że przecież riff ze Stranger Aeons znajduje się w pierwszej 10-tce najlepszych DM riffów a cała płyta jest popisem perkusisty !!! To co tam odgrywa Nicke to huragan a wiele patentów i przejść nawet po tylu latach robią wrażenie.

Co ciekawe sam zainteresowany czyli Nicke uważa ten album za jeden z najgorszych w dyskografii Entombed. Gorszy jest tylko Same Difference.
GRINDCORE FOR LIFE

Wróć do „Recenzje”