deathwhore
Tormentor
Posty: 3848
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej

Incinerator - Rotten Flesh Macabre [RECENZJA]

deathwhore 5 lata temu

Obrazek

Incinerator - Rotten Flesh Macabre
25 luty 2017, Putrid Cult

Utwory:
1. Sacramental Mutilation 04:39
2. Impurity 03:41
3. Devastated Graves 04:01
4. Carnage 03:14
5. Invocation of Death 05:12
Łączny czas: 20:47

Kibicuję tym łebkom prawie od samego początku, zobaczyłem ich w 2015 na deskach maleńkiego klubu na warszawskiej Pradze i od razu mnie kupili swoją postawą. Ciągły headbanding, dwa wokale i żwawe tempa.

Niecałe dwa lata później, po puszczeniu własnym sumptem w obieg dwóch demówek, wydają w barwach Putrid Cult minialbum (czy tam EP, jak kto woli) Rotten Flesh Macabre. Co my tu mamy? Może najpierw - czego nie mamy. A no nie mamy ani krztyny oryginalności. Wszystko to już słyszeliście po kilkadziesiąt, jak nie po kilkaset razy. Chłopaki nie szukają nowych ścieżek rozwoju, nie szukają nietypowych rozwiązań. Czego jeszcze nie mamy? Nie mamy czystych wokali, nieprzesterowanych gitar i wolnych temp. Więc co mamy? Ano mamy death metal który święcił swoje triumfy w czasach gdy koledzy muzykanci byli dopiero w planach albo dopiero się rodzili. Raczej byli w planach, bo takie granie raczej kojarzy się z latami 90-93. A dokładnie z debiutami Cannibal Corpse i Deicide.

Ale nie wszyscy muszą być oryginalni, zwłaszcza jeżeli to odtwórstwo jest na naprawdę wysokim poziomie. Ten death metal jest prosty, szczery, brutalny i autentyczny. Chłopaki grają jak srogo wkurwieni, nie bawią się w przesadną ekwilibrystykę gitarową - większość zagrywek to proste, nośne motywy. Natomiast nie prostackie, odegrane na luzie. Przebojowe riffy uzupełnione chaotycznymi solówkami - kto tego nie lubi? Fajną robotę odwala perkusista - nakurwia blasty pod które akurat chodzi głowa albo noga pod biurkiem. Nie przesadza z gęstością, uderzenia werbla nie zlewają się w jeden ciąg. Miarowo chłoszczą. Podobają mi się też wokale, mocno przypominające wczesnego Barnes'a. Niski, dudniący growl. Taki rodzaj wokalu kojarzy mi się trochę z typem cierpiącym na zespół downa, który masturbuje się nad zwłokami jakiejś bogu 10zł winnej niewiasty. Taki osobnik mógłby właśnie w taki sposób sapać. No, podoba mi się to. I słuchaczowi chce się usiąść koło niego i też się tak pobawić, bo refreny są naprawdę nośne, a same utwory sprawnie zaaranżowane, chociaż może czasem nieco za długie, ale nie ma efektu przesytu.

Słowo odnośnie brzmienia - najbardziej podoba mi się wspomniany werbel i, gdybym tylko wystawiał oceny płytom, to ta ocena poszybowałaby od razu z punkcik w górę ze względu na ten element właśnie. Poza tym czytelnie i bez plastiku, bardzo spoko. Kwestie wydania i tekstów - no to też mieści się w standardach death metalu z początku lat 90. Więc mamy estetycznie i schludnie, trupy na obrazku i zwłoki w tekstach. Jakoś czytać mi się nie chciało.

Nebiros pisze:
2 lata temu
A w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian

Tagi:

Wróć do „Recenzje”