Awatar użytkownika
mork
Tormentor
Posty: 616
Rejestracja: 3 lata temu

Батюшка (Batushka) by Drabikowski + Rotting Christ + Blaze Of Perdition- Warszawa 24.09.2021

mork 2 tyg. temu

Co masz zrobić dziś to zrób dziś bo inaczej będziesz kończył za dwa miesiące.

Organizując plenerowy koncert pod koniec września gra się jednak trochę w rosyjską ruletkę. Tym bardziej jeśli cały teren to piach z kępami traw. Wystarczy nawet krótki, przelotny deszcz i brodzisz w bagnie po kostki. A czy jest coś bardziej przykrego niż widok pustki pod sceną podczas występów artystów? No pewnie, że jest. Jak choćby wywieszona kartka na barze "płatność tylko gotówką" a Ty akurat nastawiłeś się na operowanie kartą debetową a bilon w kieszeni nie brzęczy. Na szczęście ani jedno ani drugie nie miało tego dnia miejsca. Niebo wprawdzie pochmurne ale bezdeszczowe, zimne piwo lało się gęsto a terminal łapał zasięg. Ostrzyłem sobie zęby na ten koncert od momentu kiedy pierwszy koncert Batushka (jeszcze w duecie Krysiuk-Drabikowski) w stolicy wypadł w okolice majówki i z racji na wcześniejsze plany nie mogłem w nim uczestniczyć. A dalej poszło już z górki: “Wielka Schizma Bathuskowa”, dramy i rozprawy sądowe a kiedy w końcu wszystko wyszło względnie na prostą to covid, choroba Krzysztofa Drabikowskiego i kolejne lockdowny.

Obrazek
Mimo to kciuki trzymałem mocno i liczyłem, że klątwa rzucona przez Barta Krysiuka w końcu straciła na mocy i do jej przełamania nie trzeba będzie fatygować Wiedźmina. Mimo sporego spóźnienia udało mi się dotrzeć na ostatnie kilka numerów Blaze of Perdition. Ostatnim razem miałem przyjemność oglądać ich jako support Triptykon w 2017 w warszawskiej Progresji. 4 lata później, adres ten sam jednak lokalizacja zgoła inna. I trzeba przyznać, że bardzo pozytywnie wpłynęło to na odbiór. Wzmacniacze Orange w black metalu traktowałem zawsze jako fanaberię czy nawet ujmę na brudnym brzmieniu tego gatunku. Tu jednak zrobiło to robotę. Przejrzyste gitary idealnie uzupełniał twardy, lekko przesterowany bas. Na uznanie zasługują również świetne partie wokalne Pawła Marzec (wspierane czystymi chórkami basisty pod pseudonimem Wyrd), które na żywo brzmią jeszcze lepiej niż na albumach. Z pewnością duża w tym zasługa wkładanych emocji i ekspresji, które najlepiej da się wychwycić właśnie podczas występów na żywo. Nie chciałbym aby zabrzmiało to jako ujma, a wręcz przeciwnie bo Blaze of Perdition to zawsze idealny wybór jako nasz reprezentant przed zespołami z najwyższej półki z gatunku black metalu. Tak, wiem, że gwiazda również z ojczyzny ale jednak „reprezentant” brzmi dostojniej niż „otwieracz”. Detal ale jednak rzuciło mi się to w oczy: biały Telecaster i pomarańczowy Les Paul trochę dziwnie wyglądają na tle image'u i muzyki prezentowanej przez zespół.

Obrazek
Krótka reorganizacja, wymiana kufla na pełny i na scenie pojawił się Rotting Christ, który od pierwszego numeru nie pozostawił wątpliwości, kto jest faktyczną gwiazdą wieczoru. Zespół zdecydował się na zaprezentowanie całego wachlarza ze swojej twórczości od najnowszego wydawnictwa The Heretics z 2019, po Triarchy of the Lost Lovers z 1997 roku. Nie muszę zatem wspominać, że było diabelsko gorąco i szybko. Aż grzech było odmówić sobie uczestnictwa w pogo, które rozkręciło się na dobre już od pierwszych dźwięków. Obawiałem się trochę jak zespół z taką rangą i stażem przyjmie fakt supportowania znacznie młodszej w obyciu scenicznym, i rozłamanej na dwa twory Bathuski. Obawy były jednak zupełnie bezpodstawne bo frontman ​​Sakis Tolis wykazał się charyzmą i poza zachęcaniem publiczności do skandowania w trakcie numerów, dziękował również w trakcie przerw między kolejnymi utworami za jej aktywny udział. Rotting Christ pomimo zaostrzenia wszystkim apetytu nie zdecydowali się na bis. Życzyli Bathuszce powodzenia w dalszej części trasy i przy akompaniamencie głośnych owacji opuścili scenę.

Obrazek
Nastał czas nerwowych oczekiwań. To już za chwilę, za moment. Ale czy na pewno? Wiatr jakiś taki za spokojny a las niebezpiecznie zbliżył się do okien. Coś ewidentnie wisi w powietrzu. To nie skończy się dobrze Panie Geralt. Oj a brakło, brakło w okolicy jakiegoś Wiedźmina co to by za sakwę orenów zrobił wreszcie porządek i odczarował Krzysztofa Drabikowskiego ze złego uroku Barta. Zespół zaczął, bez zaskoczenia, pierwszą pieśnią z najnowszej płyty Nabożeństwo Żałobne. Po mocarnym wejściu gitar zaczęły się problemy. Nagłośnienie sceniczne zaczęło przerywać. Były to krótkie, może półsekundowe trzaski ale były niczym pinezka kłująca w rzyć. Im częściej tym bardziej irytuje aż w końcu wk*rwia niemiłosiernie. Po bodajże drugim numerze zespół zdecydował się na przerwanie koncertu i danie czasu ekipie technicznej na uporanie się z usterkami. Trochę to trwało, czar prysł, po ponownym pojawieniu się zespołu na scenie i wznowieniu koncertu okazało się, że usterka nadal występuje. Straciłem zainteresowanie, jeśli dobrze kojarzę w ostatnich numerach wszystko brzmiało już jak należy. Miłym, końcowym akcentem, było wybrzmienie Yekteniya I z Litourgiya. Pomimo sporej przerwy koncert skończył się planowo więc poza niedosytem pozostał też niesmak.


Obrazek
Zespołom dziękuję za muzyczną ucztę a organizatorom przypominam, że wpadki zdarzają się każdemu ale zawsze warto wykazać się profesjonalizmem i sklecić nawet tych kilka zdań wyjaśnienia.
It is time after miracles
and I am its prophet
I have not come to cure
but to bear witness decease
Awatar użytkownika
Vexatus
Tormentor
Posty: 3791
Rejestracja: 4 lata temu
Lokalizacja: Stolica Kujaw Zachodnich

Vexatus 2 tyg. temu

A to Drabikowski ma prawo do używania tej nazwy? :)
Awatar użytkownika
mork
Tormentor
Posty: 616
Rejestracja: 3 lata temu

mork 2 tyg. temu

Szczerze to nie wiem jaki jest finał potyczek sądowych. Na wszystkich materiałach promocyjnych formacja Drabikowskiego zapisywana jest jako Батюшка. I chyba tylko w pisowni jest różnica bo wymawia się podobno tak samo.
It is time after miracles
and I am its prophet
I have not come to cure
but to bear witness decease

Wróć do „Relacje”