Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15499
Rejestracja: 5 lata temu

Vader - Peter Wiwczarek [Wywiad]

yog 5 lata temu

Obrazek
The Empire, najnowszy krążek kapeli Piotra Petera Wiwczarka, miał polską premierę 18 listopada 2016 roku. Przy tej okazji, jesienią 2016 roku, przeprowadziłem obszerny wywiad z liderem Vader, legendą polskiej sceny ekstremalnego metalu.

Olsztyńska grupa Vader istnieje już od 33 lat. Jedynym stałym członkiem formacji był przez ten czas Piotr Peter Wiwczarek - gitarzysta, wokalista, frontman i autor muzyki zespołu. W związku z premierą nowego wydawnictwa, albumu The Empire, porozmawialiśmy z weteranem polskiej sceny metalowej.

Opowiedział nie tylko o trudnych początkach ekstremalnego metalu w Polsce czy współczesnych hejterach, ale też między innymi o buncie i wytrwałości, czarnych mszach domniemanych satanistów, pocztowych sprawunkach, inspiracjach czy Japonii.

Uchylił też rąbka tajemnicy odnośnie planów Vadera na rok 2017.

[posłuchać można tu: https://www.antyradio.pl/Muzyka/Wywiady ... ogow-11781 ]

Obrazek
  • W filmie Godarda, Do utraty tchu, poeta Jean-Paul Melville odpowiada na pytanie głównej bohaterki o cel życia: stać się nieśmiertelnym, a później umrzeć. Vader w tym roku wszedł w wiek Chrystusowy. Uważasz, że Twój dorobek artystyczny rzeczywiście zapewni Ci coś takiego jak nieśmiertelność?
Wiesz, nie mi to określać. Pamiętaj, że ja oczywiście cieszę się z tego, co robię. Stało się to również moim już nie tylko życiem w sensie… Moje… Pochłania to moje emocje, moje marzenia. Stało się moją pracą po prostu - z tego się również utrzymuję. Także ma to swoje dobre strony, ponieważ nie musisz się martwić o egzystencjalizm, jak ładnie to zaznaczyłeś, czyli nie muszę iść do fabryki do roboty, żeby zarobić na struny i móc pracować. Mogę się skupić na muzyce, poświęcić więcej czasu. Być po prostu w tym lepszy. Z drugiej strony, jest to w przypadku death metalu, w przypadku akurat naszego zespołu, jest to też swego rodzaju jakieś poświęcenie, bo – wiesz – no, oczywiście nie mi narzekać, bo jest akurat… pomimo tylu lat na karku, jako zespół, nie jest źle, jak cały czas gramy, mamy publikę dostateczną, żeby się cieszyć, nie? Ale na pewno nie jest to życie bardzo proste. Po prostu musimy być cały czas aktywni. Nie tak, że sobie wydasz płytę raz na dziesięć lat jak to robią wielcy, znane zespoły, po prostu finansowo mogą sobie na to pozwolić – podejrzewam. Taki jest tego warunek, nie? A może to jest i dobrze, bo dzięki temu jestem aktywny, nie obrastam w tłuszcz i cały czas jakby poświęcam się tej muzyce. Czy to jest doceniane, czy nie – to osobna kwestia, ale nie robię tego, żeby mnie ktoś doceniał za to, co robię, a za muzykę, którą robię. Tak więc, tutaj też nie mam prawa narzekać. Wszystkie płyty mają oczywiście różne recenzje, różnie są odbierane przez różnych ludzi, ale są odbierane dobrze i to znaczy, że jednak cały czas mamy coś do powiedzenia. Pomimo tego, że świat wokół w międzyczasie tak mocno się zmienił.

  • Wasze początki, 1983 rok to jeszcze nie aż taka ekstrema, chociaż zakładam, że graliście ostro jak na tamten czas. Jakie były powody, dla których w ogóle zacząłeś wsiąkać w taką muzykę - że poczułeś potrzebę, żeby coś takiego tworzyć? To była potrzeba wyrzucenia czegoś z siebie? Jakieś frustracje, przemyślenia, którymi się chciałeś podzielić, a może sposób na rozładowanie wkurwienia na otaczający Cię świat?
Tak to mogę powiedzieć dzisiaj. Wtedy byłem chyba za młody, żeby myśleć w takich kategoriach. To raczej było naturalne i podejrzewam, że większość tych wszystkich ludzi, nie tylko w Polsce, którzy zaczynali grać ostrzejszą muzykę czy głównie właśnie muzykę rockową czy metalową (to jeszcze bardziej ekstremalny kierunek) mieli jakąś taką potrzebę. Może wynikało to z tego, że ja byłem wychowany w bardzo spokojnej rodzinie i nie narzekałem na brak ruchu, bo jednak cały czas miałem podwórko, miałem kolegów. Żeśmy śmigali po drzewach wszędzie, kurde, z kijami w rękach. Wiesz – spoko, ale potem w szkole, kiedy… Ja byłem bardzo spokojnym człowiekiem w szkole, troszeczkę wręcz nawet nie do końca wierzącym w siebie, chociaż całkiem nieźle kapującym. Może ta zmiana, dodatkowo – zaczęły mi rosnąć włosy na jajkach, zaczęły buzować… hormony i człowiek zaczął szukać czegoś innego niż tylko poklasku u nauczyciela, czy po prostu książki. Zaczęły się budzić trochę inne żądze i nie mówię tylko o panienkach, takich rzeczach, ale o czymś, wiesz… jakimś głośnym krzyknięciu. Wiesz, wtedy… Pamiętaj, że to były czasy takie pomiędzy hipisami - krzykiem przeciwwojennym, a punk rockiem, który bardzo gwałtownie wszedł u nas. Bardzo był popularny i wtedy Jarocin – te pierwsze Jarociny – 90% tych pierwszych Jarocinów, to byli punki. A punk również wpłynął na metal pośrednio – był bardziej agresywny, niż muzyka hardrockowa. Grał Kat, ale jeszcze nie tak, jak później. Grał TSA, który był szokiem, ale porównaj TSA z muzyką ekstremalną dzisiejszych czasów.

  • Jasne – to wydaje się prawie, że pop.
Wiesz, podejrzewam, że była to naturalna potrzeba jakiegoś krzyku, takiego… takiej rebelii, ale takiej rebelii nastolatka, który chce się buntować dla buntu, po prostu, czystego… Nie wiem, czy tak akurat było…

  • To był bunt przeciwko systemowi, czy przeciwko…
System miałem w dupie - myśmy się trzymali z boku. My żyliśmy w innym świecie, jako metalowcy. Ja już wtedy zacząłem grać na instrumencie, na basie jeszcze wtedy. Motörhead na mnie działał, Saxon. Judas Priest był moim ulubionym zespołem, kurde, dzięki temu… Dzięki znaczkowi Judasów poznałem Zbyszka – założyliśmy Vadera w ogóle. Vader na początku… To była dla nas ekstrema – Judas, Motörhead – to była ekstrema. Do momentu, jak się pojawił Show No Mercy to nie było nic mocniejszego. Ewolucja, że tak powiem, u nas była bardzo podobna, jak na zachodzie. Jak potem czytałem wspomnienia zespołów… Nawet Kreator… To wszystko wyglądało podobnie, tylko jakby trochę wcześniej oni… Oni żyli w innych realiach, więc oni mogli realizować siebie znacznie prościej, niż w Polsce - żeby nagrać pierwszą płytę musiałem czekać prawie dziesięć lat. To jednak jakby pokazuje, jaka była sytuacja. Przez dziesięć lat można zrobić albo karierę, albo zrobić karierę i ją skończyć w międzyczasie. Wtedy dziesięć lat to było… Wtedy jakby inaczej ten czas był odmierzany.

  • Czujesz się w takim razie prekursorem polskiej ekstremy? Wcześniej był ten Kat powiedzmy, trochę słyszałem od ojca opowieści o pierwszych Jarocinach…
No, ja szalałem na Kacie w Jarocinie właśnie do utraty tchu, także to… i to dwa razy. Także Kat, chociaż muzycznie może nie był tam absolutnym topem dla mnie, chociaż niewątpliwie Wyrocznia to było właśnie coś, czego poszukiwałem. Tam były takie riffy niektóre, że wiesz, nawiązujące właśnie do tych pierwszych kapel thrashowych. Ja już wtedy byłem pod wpływem Slayera mocno, tych pierwszych płyt, kurde, to… Wyrocznia to bardzo slayerowski kawałek, bardzo mocny, gęsty. Zupełnie inny, niż reszta tych, co grali wcześniej – typu Tabory czy pierwsze ich nagrania.

  • Pierwsza płyta Kata to esencja speed metalu w ekstremalnej już formie…
Oni grali bluesa, także to wszystko było przesycone tym stylem bluesa, czy typowego rock & rolla. Ten rytm pełen bluesa, nie? Także tam dużo było rockowych zagrywek, a głównie muzyka… głównie przesterowane gitary i ta rytmika, kurde, dwóch gitar unisono – to było czymś nowym, świeżym, czymś, co się nazywało metalem. To oni wprowadzili… faktycznie, to była w naszym kraju… taki Black Sabbath, wiesz - jak na świecie. Wpłynął na pewno bardzo mocno – również i na mnie i na nas, ale my zaczęliśmy tworzyć jakby swoją scenę, ponieważ nikt nam nie pomagał, nikt się nie interesował. Nagrać płytę było niemożliwe – musiałeś mieć znajomości albo być na Śląsku, a nawet na Śląsku zespoły grające ostrzej… Wiesz, ja znałem kolegów z Dragona, z Genezy Agresji – były takie fajne kapele na Śląsku grające. Ja wcale nie miałem takich dobrych układów.

  • Czyli wszystko musieliście zrobić sami?
Nie było innego wyjścia. Wiesz, jak nikt Ci nie pomaga, a chcesz coś robić, to musisz sobie z tym poradzić sam. Nie mieliśmy instrumentów albo pieniędzy na jakieś fajne instrumenty, to trzeba było robić w piwnicy. Wiesz, mieliśmy kolegów, którzy robili wzmacniacze i gitary, różne rzeczy i myśmy na tym grali. Nic innego po prostu… Nie było żadnych szans, żeby mieć. Poważne, pierwsze poważne, takie profesjonalne gitary to ja, tak naprawdę, zacząłem kupować – i sprzęt – dopiero, kiedy żeśmy zagrali pierwszą trasę w 1993 roku, czyli po pierwszej płycie. To były cuda. No, ale wiesz, no, nie o to chodzi – natomiast my nie byliśmy jedynym zespołem, który tworzył scenę, oczywiście, w tamtych czasach. Tak się akurat stało, że myśmy przetrwali ten okres prób, ten różny… okres wszelkich problemów. Wiele kapel, które były równie znaczące, a może nawet i bardziej znaczące, niż Vader w tamtych czasach, jeszcze pod koniec lat 80., po prostu gdzieś zniknęły po drodze. Co innego chcieli robić, albo no może chcieli zbyt szybko karierę robić? Każdy… jak każdy ma jakiś inny cel w swoim życiu, jak tworzy muzykę. Natomiast scena była silna i ja, dlatego między innymi… to był jeden z powodów nagrania Future of the Past II, właśnie z… Chciałem przypomnieć o tym, że polska scena nie jest mocna tylko dzisiaj. W sensie, że jest znana na świecie z powodu kilku zespołów takich dość znamienitych, ale była silna już wcześniej, tylko że my… Trzeba było troszkę poczekać, żeby ludzie na zachodzie to zobaczyli i uwierzyli. Wiesz, wtedy nie było Internetu, wtedy się tylko wysyłało kasety. To jest ilościowo… no, nie możesz, no… Ja pamiętam, jak pierwsze swoje kasety, jeszcze nazywałem to demo, ale to było tak naprawdę nagranie live -Live in Decay w 1988 roku.

  • Zdaje się, że nagrywaliście to w radio, tak?
W jakim radio? W radio to dopiero później. To było nagrane kompletnie na kaseciaku zwykłym, kurde, w mono. Kilka odseparowanych na szpuli… Zmasterowana taka taśma na szpuli i potem kopiowana po prostu na kasety. Na kasety, jakieś tam kupowaliśmy kasety zespołu Mazowsze, Śląsk czy jakieś bajki, które były najtańsze. Kasowało się, nagrywało się i wysyłało się, a nie tam… Wiesz, jakieś tam kserowane, okładki ksero… Ksera nie było w Olsztynie, trzeba było do Warszawy jeździć zrobić okładki, a zresztą dzisiaj sobie trudno wyobrazić takie trudności, bo to brzmi wręcz, kurde, kuriozalnie, ale tak było. Wiesz, ja wysyłałem ogromne ilości, bo w tamtych czasach, słuchaj, wysłać samemu… chodzić na pocztę, wysyłać pocztą, nie mailem, parę setek kaset to naprawdę była duża rzecz, wiesz?

  • Ale dzięki temu chyba też sporo znajomości się nawiązywało. Na warszawskim koncercie Inquisition, Rotting Christ i brazylijskiego Mystifier, ten ostatni ze sceny pozdrawiał Vadera.
O, widzisz. No, bo to były tamte czasy, tylko… znaczy rok później w zasadzie, kiedy żeśmy nagrali już pierwsze takie właściwe demo, czyli Necrolust. To było już tak wiesz, nagrane w studio. Co prawda cztery kawałki, ale to już było i lepiej wydane i ksero lepsze, bo już się pojawiło ksero w Olsztynie, to już łatwiej było robić. Już było po angielsku przede wszystkim, bo to już… początki naszej współpracy z Docentem, czyli już ten Vader, który znamy dziś i to były początki tak naprawdę tego Vadera – 1989 rok. I od tamtej pory, wtedy właśnie nawiązałem najwięcej kontaktów, bo tam wtedy właśnie i Blasphemy, kurczę, Immolation – zespoły, które wtedy też wydawały pierwsze kasety demo, a teraz to już są znane kapele, nie? Starałem się wysyłać wszędzie. Adresy się zdobywało na zasadzie takiej pantoflowej poczty, czyli zawsze każdy wysyłał garść flyerów tak zwanych, gdzie był adres, kontakt i się mieszało te flyery różne i się wysyłało do drugiej osoby czy do drugiego zespołu i tak jeden drugiemu wysyłał i w ten sposób, jak dostawałeś adres, to mu wysyłałeś i ja Ci powiem… W przeciągu roku, to ta sieć… To działało na zasadzie takiego Internetu. W tamtych czasach, czas też wolniej płynął, także nie było to już znowu takie bardzo bolesne, po prostu trzeba było trochę poczekać na swoje i tyle.

  • Jak wyglądało wtedy postrzeganie takich kapel? Byliście traktowani jako sataniści, ludzie uciekali przed Wami na ulicy?
Nie, nie. Znaczy – wiesz, był taki jeden rok, kiedy… To był 1986 rok i pamiętam, w Jarocinie było takie zdarzenie…

  • To był koncert Testu Fobii/Kreon, na którym…?
Test Fobii/Kreon i Kat – to był dokładnie ten dzień. Myśmy tam wtedy byli, także tam jakieś krzyże z cmentarzy… ale Ci powiem, to były bardziej pijackie afery. Ten człowiek… tam ponoć był wielkim, jakimś tam, mistrzem ceremonii – nie wiadomo, jakiej. To urosło do rangi jakiejś czarnej mszy, a to było tak naprawdę, wiesz – jeden koleś, który tam lubił sobie dziabnąć, kurde, zrobił coś może, nie wiem, bardziej dla jaj, bo wtedy metal, Kat był popularny to podejrzewam, że chciał jakieś panienki poznać, to zrobił z siebie jakiegoś wielkiego maga i kurde wiesz i… ale zrobiła się z tego afera ze względu na właśnie tę dewastację cmentarzy, a ponieważ u nas się wtedy szukało jakiegoś pretekstu, żeby gdzieś skupić uwagę – tak jak dzisiaj się to robi, tylko dzisiaj to jest popularne na każdym kroku. Mamy Smoleńsk – jak jest jakiś problem, to zaraz Smoleńsk. Wtedy sobie władze znalazły. I faktycznie, przez jakiś czas były takie jaja, że ludzie prawie znakiem krzyża się żegnali, jak jakiś metalowiec… a wtedy metalowca można było poznać na ulicy, bo to było… wiesz, strój, włosy czy katany – to było częścią sceny metalowej tak samo, jak i muzyka. To nie było tylko tak, że, kurde… Wtedy nikt nie bał się, każdy zdawał sobie sprawę, że jest to rebelia, że za to możesz dostać wpieprz, nie? Za katanę. Tyle, że metalowcy radzili sobie w ten sposób, że nikt tam kolegi nigdy nie zostawił. To było naprawdę braterstwo. Nawet, jeżeli była jakaś grupa, czy ktoś… to nigdy nie zostawiało się kolegę samego, żeby inni go bili albo zostawiało się pijanego, czy tam leżącego, śpiącego. Zawsze się dbało o to, żeby każdy spokojnie wrócił - bezpiecznie - do domu.

  • Nawet dzisiaj jeszcze to czuć – taką jedność metalowej braci, że tak to nazwę. Na koncertach czuć taką atmosferę - ktoś gdzieś się przewróci w kotle, to zaraz się pojawią ludzie, którzy go podniosą.
Dzisiaj wraca to równie z włosami i katanami. To bym chciał, bo to nie chodzi o to, że, wiesz – stary dziad wspomina tamte czasy, a dzisiaj inaczej, bo wiadomo – każdy się ubiera jak chce, ale to… ten strój, te włosy wiązały się właśnie z tym buntem, z tym, że nie poddawałeś się. A nie, że szkoła. A nie, że praca. A nie, że to. Po prostu, kurde, taki jestem i kij.

  • Zetniesz włosy i ubierzesz się w garnitur, pójdziesz do pracy…
Niektórzy cierpieli z tego powodu, bo były naprawdę takie sytuacje… Miałem paru… Ja pamiętam na przykład kolegę, Siemka, który grał w Slashing Death i on właśnie, między innymi, trafił z wieloma chłopakami, był po prostu złapany… Wiesz, to po tym Jarocinie tam wszystkich łapali długowłosych w katanach i ścięli mu włosy, a dla niego włosy były naprawdę bardzo ważne. Płakał, no, płakał, naprawdę – przyszedł do domu – tam matka była do tego stopnia przerażona, że już zastanawiała się, czy mu jakąś perukę nie kupić. Ale wiesz, jak to matka - chce dobrze dla syna. I on dzisiaj, Ci powiem, do dzisiaj ma długie włosy. Jest ojcem, ma syna – syn gra w kapeli metalowej, ale syn ściął włosy – a on nie. Wiesz, tutaj jakby Ci pokazać, jak to istniało kiedyś, na jakich zasadach. Że kiedyś jednak troszeczkę jakby chyba twardsi byli ludzie niż dzisiaj.

  • Dzisiaj jest dużo łatwiej.
Tak! To na pewno. Jak ktoś zmienia dzisiaj image to stara się raczej do tego teorię dopisać, niż walczyć i starać się… wiesz, no… walczyć z sytuacją, więc jakby odwrotnie. To jest takie wiesz, wrażenie z punktu widzenia mojego. Ja też wszystkiego nie widzę, ja jakby też nie bywam wszędzie, tak jak kiedyś byłem częściej na koncertach, teraz staram się, oczywiście cały czas jestem fanem muzyki i jak mogę to jeżdżę, tylko też jest to troszkę bolesne, bo zawsze się cieszyłem, że nigdy nie miałem problemów takich, jak ma np. Nergal, który się nie może nigdzie normalnie pojawić bez jakiegoś tam wiesz, że ktoś go tam gdzieś zauważy. Jak gdzieś pojadę na koncert, to niestety jest wielu znajomych – a z tym trzeba troszeczkę wypić, a z tym pogadać i czasem jest tak, że tego koncertu, co chcę obejrzeć, to przeważnie obejrzę tylko kawałeczek, ale sam tworzę muzykę dla ludzi, jestem fanem i nie jestem taki, żeby olewać.

  • Po coverach, które gracie widać, że nie robicie tego z powodu oczekiwań ludzi chcących, byście grali mieszankę ekstremalnego thrashu z deathem. Ta muzyka cały czas płynie w Waszych żyłach.
Ja nie klasyfikuję, a covery to jest jak klasyka. To przypominamy, wiesz, coverami kapele, które nas inspirowały, czy uważamy, że są ważne czy były ważne, czy są ważne, nie? Tak, jak to robią w filharmonii… gra się tak naprawdę covery, Mozarta czy tam tych innych. Orkiestra gra cover, według wizji, że tak powiem, dyrygenta, który tak naprawdę przygotowuje swoją wersję.

  • To też jest szczytny cel - przypomnieć młodszemu pokoleniu takie kapele jak Imperator. Pewnie spora część Waszej młodszej widowni nie słyszała go wcześniej, a teraz będzie miała okazję się zapoznać i odszukać The Time Before Time.
Między innymi o to chodzi, żeby być takim cynglem, do zasiania jakiegoś zainteresowania. Dla nas też kiedyś niewiele trzeba było. Ja pamiętam, że zespół Bolt Thrower poznałem dzięki temu, że jeden z moich zespołów ulubionych tamtych czasów – Morbid AngelTrey nosił koszulkę Bolt Thrower. Ja ich nigdy nie słyszałem, mówię – trzeba posłuchać, nie? Albo ktoś na przykład zagrał kawałek… Pamiętam, kiedyś Judas Priest grał kawałek i to był kawałek Joan Baez, cover. Ja myślałem, że to jest kawałek Judasów, potem się dowiaduję, że to jest cover. Cover, chociaż znany bardziej z wykonania Judasów, ale dzięki temu od razu sięgam po Jean Baez. To jest na takiej zasadzie zainteresowania i mi się wydaje, że to jest fajne, nie?

  • Zgadzam się, też mnie interesuje taka muzyczna archeologia. Zanim poznałem - powiedzmy - To Mega Therion Celtic Frost, usłyszałem jakiś cover.
Większość ludzi jakby z młodszego pokolenia zaczyna z innej perspektywy. Zaczynali u nas od Kata, a spotykam młodszych ludzi, co mówią, że zaczynali od Vadera, także to jest fajne. Fajne być takim impulsem dla kogoś, jakby dalej. Ja miałem swoje impulsy, które mi… mnie jakby emocjonalnie kazały tworzyć, grać, cieszyć się tym i fajnie, że mogę to przekazać w jakiś sposób – taki, czy siaki - dalej. Czy fanom, czy muzykom, przyszłym muzykom, przyszłym gwiazdom. Wiesz, to… Wiesz, kiedyś, kurde, dostałem kasetę od zespołu, młodego, z południa Polski. Kaseta nazywała się… kurde, zespół… Koleś napisał mi: Słuchaj, jesteśmy fanami, jesteśmy bardzo młodzi, bo mieli chyba po 15 lat. Zespół nazywał się Decapitated Saints, a teraz mamy zespół Decapitated i to są właśnie ci ludzie. Robią trasy na całym świecie, grają… są już naprawdę gwiazdami i inspirują wiele innych kapel swoją stylistyką i to jest fajne.

  • Pamiętam, że będąc w gimnazjum wszędzie widziałem Wasze koszulki Litany. Później zobaczyłem u któregoś z kumpli kasetę Live in Japan. Byłem wtedy w szoku – jak to możliwe, żeby polska deathmetalowa kapela grała w Japonii? Wcześniej słyszałem, że koncerty z muzyką Chopina się tam odbywają, a tutaj – w Japonii - polski death metal.
Jeszcze płytę nagrali… Powiem Ci, dla mnie do tej pory jest to pewnym szokiem dlatego, że to był… to było.. to była jakaś dziwna rzecz, niezrozumiała, bo my pojechaliśmy zagrać jeden koncert w Japonii i od razu ten koncert nagraliśmy. To było po trzeciej płycie, właśnie Black to the Blind żeśmy nagrywali, a warunkiem zaproszenia było to, że raptem nasze płyty, chociaż nie były wtedy wydawane jeszcze w Japonii, to były płyty sprzedawane na zasadzie licencji. Nasze dwie, czy nawet trzy płyty były w pierwszej dziesiątce… To było, pamiętam, De Profundis, Black to the Blind i Future… – te trzy płyty właśnie były w pierwszej dziesiątce licencyjnych płyt sprzedawanych obok takich kapel jak Metallica, Aerosmith. Jakaś masakra, nie?

  • Coś niesamowitego, rzeczywiście.
Wiesz, może dlatego, że byliśmy z Polski, może komuś akurat przypasowało. Tak się stało, bo to jednak było jakby coś innego, więc na pewno było to zaskoczeniem, ale miłym akurat w przypadku Japonii, bo tam naprawdę… Teraz niedawno byliśmy w Japonii znowu i tam zawsze jest naprawdę… Strasznie ci ludzie mają duży respekt do ludzi, którzy do nich przyjeżdżają. Koncerty są zawsze fajne, także tam zawsze fajnie czy w mniejszej, czy w większej sali zagrać. To jest zawsze wielka przyjemność.

  • Takie podróże po egzotycznych krajach, obserwacja różnorodności kulturowej wpłynęły na Waszą muzykę? Widziałem wywiad z Maxem Cavalerą i mówił, że dopiero po wyjeździe docenili bogactwo, które oferuje Brazylia. Ten wyjazd zainspirował ich do nagrania Roots. Może planujecie kiedyś nagrać death metal z akordeonem albo wokalami szeptuch?
Na pewno nie. To podejrzewam… Znajdą się inne kapele, które chętnie to zrobią, ale na pewno nie Vader. Wiesz, my jesteśmy… Ja, jestem jakby prowodyrem od początku, a ja aż taki otwarty nie jestem na kapelę, która ma tam podpisane metal gdzieś tam, jako część nazwy, żeby dokładać trąbki, czy jakieś takie rzeczy. Nie no, tu nie chodzi o jakąś tam skostniałość, ale po prostu jestem bardziej klasyczny, a ja nie muszę, tworząc muzykę, zadowalać wszystkich metalowców. Vader grając to, co gra i tak ma wielu wrogów i tak budzi to, głównie w Polsce (chyba 90% ludzi, którzy się czepiają to są ludzie w Polsce)…

  • Może słuchają Was tylko dlatego, że jesteście z Polski, a gdybyście nie byli to nikt by o Was nie słyszał? Tylko, że na świecie jesteście chyba bardziej znani niż w Polsce, mam czasem wrażenie.
Nie no, aż tak to nie jest. Spokojnie na równi. Po tylu latach nawet, jeżeli zmieniały się generacje i nawet, jeżeli w Polsce jest tylu hejterów, to nie zmienia to faktu, że jednak cały czas robimy trasy tutaj. Cały czas w Polsce na koncerty przychodzą ludzie, a że nie są to tak spektakularne koncerty, jak Behemotha powiedzmy, to wynika jak gdyby z pewnej popularności i możliwości też. Behemoth też będzie wspominał czasy, kiedy zapełniał Halę Wisły, kurde, czy jakieś duże sale, bo też wiecznie to nie będzie trwało.

  • W ich przypadku jeszcze też się pewnie liczy show…
Show się bardzo liczy, ja Ci powiem… To jest akurat bardzo ważne, bo oni przypominają – zresztą bardzo słusznie – że metal to nie jest tylko muzyka, to jest wszystko wokół. To jest efekt, to jest cały show, to są światła, to są wiesz, te efekty. Oczywiście, że najważniejsza będzie cały czas muzyka, ale jednak jak przychodzisz na koncert, to coś przeżyć, nie? Spektakl. Kiedyś może ludzie mniej zwracali na to uwagę, bo byli w wirze, byli w moshu. Wiesz, skaczesz – odbierasz wtedy muzykę z zupełnie innej perspektywy, bo idziesz w rytm kawałków, które dobrze znasz, śpiewasz, tańczysz, skaczesz, kurde, i w tym momencie kapele, które… gdzie mosh, taki moshpit był bardzo popularny… jakby odeszły od tego i to się też zrobił taki trend. Thrash metal – oni grali w jeanach, normalnie czasami w dresach, kurde. Ja pamiętam też był okres taki – w przypadku Vadera – pod koniec ubiegłego wieku, kiedy żadnych rynsztunków czy takich rzeczy nie mieliśmy, kurde, na sobie, tylko po prostu spodnie, koszulkę, czy coś. Czasami bez koszulki nawet się napierdzielało, ale wtedy jakbyś zobaczył publiczność… Kurde, co tam się wyprawiało, to trudno się dziwić, bo tak naprawdę…

  • Chodziło o samą muzykę.
To znaczy – nawet jakbyś zrobił jakiś show to tego i tak nikt nie widział, bo jedni ci tu skaczą, zasłaniali tych, co stoją z tyłu, a tak naprawdę niewielu stało wówczas, a dzisiaj z drugiej strony jest taki trend, który czasami mnie trochę mierzi, bo zespół, który stoi bez ruchu, kurde, i naprzeciwko, kurde, stoi publiczność, która też stoi bez ruchu to tak wiesz… ciężko mi to jakoś porównać z metalem jako metalem – gatunkiem muzycznym, który jest kojarzony z emocjami, z jakimś takim, kurde wiesz, czadem.

  • Czasami rzeczywiście tak jest, ale kiedyś na koncercie Watain miałem wrażenie, że kapela bardziej się stara, żeby te wszystkie diabelskie trygorty płonęły na scenie niż odegrać kawałki jak należy i przekazać energię publiczności. Trochę już za bardzo w stronę tego show to skręcało.
Bo czasami jest przegięcie w drugą stronę – czasami jest przewaga formy nad treścią. Jest wiele kapel, które wyglądają na scenie czy coś fajnie, ale bez tego po prostu ich muzyka straciłaby co najmniej połowę wartości. No, ale mówię, każdy orze jak może. Tak, czy siak. Także to też ciężko tutaj siedzieć… Są tacy, co lubią siedzieć w Internecie i narzekać. Zawsze znajdą jakiś powód, nie? Przez jakiś czas jakby na topie ludzi takiego zespołu do bicia ostatnio to był właśnie Vader, ale już mamy nowych kandydatów – Batushkę. Zawsze się tam ktoś pojawi. Trzeba i tak robić swoje, bo ci ludzie to… Niestety, anonimowość i to, że siedzą przed Internetem i wydaje się, że wszystko mogą to, wydaje im się, że są przez to jacyś, nie wiem, no - oryginalni. Nie są oryginalni, ale Ci kurde… Co, masz tracić… Ja wolę skupić się na muzyce i mieć… Tak jak swego czasu miałem ambicję tłumaczyć tym ludziom, bo myślałem, że tu chodzi o jakąś niewiedzę, a tu po prostu chodzi o czystą złośliwość. Także trzeba trzymać się od tego z daleka.

  • Wracając do tych wszystkich tras po świecie – jak godziliście to z życiem rodzinnym i tego typu sprawami?
Ja akurat jakby mocno się poświęciłem temu życiu, a że akurat mam rodzinę, która to rozumie i przez to jesteśmy rodziną, ale wiele osób, które stanowiły dość poważną siłę Vadera nie gra już właśnie między innymi dlatego, że nie mogli tego wytrzymać na dłużej. Że te rozstania, bycie poza domem przez tak długi czas… No, nie każdy jest w stanie zdzierżyć, nie każdy jest w stanie to na dłużej wytrzymać. Zresztą często było tak, że ktoś wstępował w szeregi Vadera, myślał, że tu sam miód, mleko, elegancko, a tu niestety okazało się, że trzeba nie dość, że zapieprzać, to jeszcze trzeba się nieźle poświęcić, kurde. Okazuje się, że ty żyjesz jak marynarz jakiś, jesteś gdzieś ciągle w drodze. Nie ma czasu. Nie ma trasy, to trzeba gdzieś jakąś próbę. Jak nie próbę, to jakieś nagrania, albo na sesję zdjęciową. To wymaga czasu i poświęcenia. Dlatego jak jesteś profesjonalnym zespołem – łatwiej jest to osiągnąć, ale mimo wszystko – ludzie są ludźmi i nie każdy to wytrzymuje. Czasami ludzie sobie wyobrażają, że bycie w zespole… im bardziej popularnym, to tym łatwiej, a to nie do końca… Wszystko ma swoją cenę.

  • Bywa tak, że gdy dzieci się wyprowadzają, trochę zmienia się psychika rodziców. Czy to miało jakiś wpływ na Twoją twórczość?
Nie, mi się wydaje, że akurat dzieci, jeśli chodzi o moją twórczą działalność, w sensie technicznym, to nigdy nie miało jakiegoś wpływu. Ja starałem się, o ile byłem w domu, jakoś pogodzić jednak moją rolę ojca, o ile mogłem i jednak cały czas… Wiesz, najtrudniejsze… Powiem Ci dla przykładu – najtrudniejsze momenty, kiedy ja miałem dwójkę i to malutkich dzieci, bo Oskar miał wtedy trzy lata, a Agatka miała rok. Mieliśmy wynajęte dwa pokoje w chacie i miałem na osiedlu próbę i cały czas na tą próbę chodziliśmy. Powstały tam, między innymi, takie płyty jak Sothis, De Profundis czy Black to the Blind, a to były najtrudniejsze momenty w sensie życia, ale radziliśmy sobie i z drugiej strony, chociaż było ciężko, chociaż czasami kupowałem pół bochenka chleba zamiast całego, bo trzeba było jakoś podzielić koszty, jakoś sobie z tym poradzić, ale ja nie pamiętam, żebym mógł powiedzieć, że byliśmy nieszczęśliwi. Po prostu szczęście zależy od partnerstwa, nie od finansowych akcji. Jeżeli masz dobrych partnerów w życiu, to sobie zawsze z tym poradzisz i zawsze będzie ok. I tamte czasy, chociaż były ciężkie, zawsze wspominam z łezką w oku, bo to były jedne z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Dużo mnie nauczyły i dużo zmieniły, bo zmienia się troszeczkę postrzeganie świata, kiedy masz odpowiedzialność już jakąś, kiedy masz żonę, kiedy masz dzieci, a nie tylko kolegów w knajpie i kapeli.

  • Planujesz nawiązać współpracę z innymi muzykami, czy teraz już tylko Vader?
To znaczy wiesz… tak szybciutko, bo nasz czas już się skończył, ja mam zaraz następny… w zasadzie od pięciu minut. Słuchaj, ja na pewno chciałbym, ale nie mam na to czasu. Wiesz, próbowałem kiedyś z takim projektem, czymś zupełnie innym, z Panzer-X. Miało być troszeczkę też w sumie nic innego, bo w sumie też metal, tylko bardziej taki może wesoły, w sensie – rozrywkowy, rock & rollowy. W zupełnie innym składzie, bo… Totalne zmieszanie i generacji muzycznych, bo był i Grzesiek przecież też, który grał w Turbo, byłem ja, ale był też Witek na bębnach, który był z bardzo młodego wówczas Decapitated, nie? Także – każdy czego innego słuchał, ale żeśmy się spotkali i nagrali myślę dalej fajną muzykę, tylko to wszystko zniknęło troszeczkę przez to, że od momentu… od pomysłu do realizacji minęło chyba ze trzy lata. To też było wydane tak przy okazji gdzieś, także nigdy nie było szansy, żeby zagrać ten materiał na żywo gdzieś tak naprawdę w jakimś większym wymiarze. Oprócz tam jakiegoś zdarzenia, gdzie zagraliśmy kawałki na 30-leciu Grześka, na jego 30-leciu działalności, czy Grzesiu zaśpiewał z nami kawałek gościnnie na jednej z tras. Ale to takie małe rzeczy, natomiast mówię – chętnie się udzielam gościnnie jak mam na to czas. Czasami nawet aż, kurde, chyba za dużo obiecuję, bo z niektórymi nie daję rady, ale mówię – jeżeli chodzi o taką zawodową robotę, to oprócz Vadera w tej chwili nie mam nawet jak. Dzień jest za krótki, w tej chwili. Jeżeli chodzi o przygotowanie… Jakbym miał jeszcze skupić się na czym innym to nie wyrobiłbym po prostu.

  • W takim razie jeszcze ostatnie pytanie. Słuchałem płyty The Empire i tak mnie naszło… Nie mam jeszcze dostępu do tekstów, ale się zastanawiam, czy Send Me Back to Hell to jest kawałek o Zespole Stresu Pourazowego? Coś w tym stylu?
To znaczy nie pourazowego, bardziej stresu frontowego. Dokładnie tak.

  • Wojna zmienia człowieka na tyle, że nie jest już w stanie funkcjonować normalnie w społeczeństwie.
Tak. Bardzo się cieszę - że mimo tego, że ja to opisałem w formie pewnej historii, nie w formie takiej dosłownej - że to wyłapałeś. Bardzo się z tego cieszę, bo nie zawsze to się ludziom udaje.

  • To dzięki Twoim wokalom - da się zrozumieć te słowa.
I powiem Ci, że jest plan na początek przyszłego roku, żeby właśnie do tego utworu napisać obrazek, także… Jest już plan nawet konkretniejszy, także… No, w tej chwili jeszcze może za wcześnie mówić, ale jeżeli będziemy robić jakiś obrazek fabularny to ten kawałek.

  • Dobra, jeżeli masz kolejny wywiad, nie będę Cię dłużej zatrzymywał. Wielkie dzięki. Mam nadzieję, że jeszcze pogadamy.
Zapraszam. No, trzymaj się.


Czy rzeczywiście doczekamy się teledysku do Send Me Back to Hell? Przekonamy się wkrótce.
Destroy their modern metal and bang your fucking head

Wróć do „Artykuły”