"Si Monumentum Requires, Circumspice"
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 2076
Rejestracja: 3 lata temu

Oranssi Pazuzu

#1

Post DiabelskiDom » 9 mies. temu

Obrazek
Jako, że ostatnimi czasy uzupełniłem sobie dyskografię Finów i w związku z powyższym odświeżałem sobie ich materiały a także z haniebnym brakiem takiego tematu na naszym forum, zakładam co następuje. Aktywny od 2007 roku projekt wymykający się jednoznacznym klasyfikacjom. Najprościej można określić ich twórczość mianem mariażu kwaśnego, psychodelicznego space rocka, napchanego po brzegi kosmicznymi syntezatorami oraz black metalu. Ogółem to tego black metalu jest tam bardzo mało, choć lepiej będzie powiedzieć, że kilka bąbelków czerni zostało wciśniętych w mieniącą się bańkę narkotycznego odjazdu.

Doskonały debiut, czyli Muukalainen puhuu pokazywał dobitnie, że zespołowi żadne konwenanse nie są potrzebne i indywidualnie rozpoczął swoją podróż poprzez space rockowe galaktyki z czarnymi dziurami wrzasków i pulsującego basu, regularnie zamglaną przez plamy różnego rodzaju dźwiękowych efektów.

Rok później kapela wydaje split z awangardowymi krajanami z Candy Cane i tutaj skręcają w kierunku bardziej zwartego, metalowego łojenia, rzecz jasna z halucynogennym sznytem, tak charakterystycznym dla ich twórczości. Szczerze mówiąc takie właśnie oblicze Oranssi Pazuzu podoba mi się najbardziej i dobrze, że to wydawnictwo nie jest jedynym w dyskografii z takimi dźwiękami. Bąble czerni rosną tutaj znacznie, wypełniając większość objętości psychodelicznej bańki, tworząc jedyną w swoim rodzaju miksturę. Po latach materiał zostaje zremasterowany i wydany jako miniak Farmakologinen.

Następca debiutu, czyli Kosmonument to rzecz jeszcze bardziej odjechana. Najwięcej czasu spędziłem ostatnio właśnie z nią, odkrywając ją ponownie i ciesząc uszy tymi przestrzeniami w konstrukcjach znajdujących się tam kawałków. Ten album to nieskończona podróż przez wszechświat, dobitnie podkreślająca stylistykę znaną z poprzedniczki licznymi ambientowymi i dark ambientowymi plamami, prowadzącymi wprost w zamykającą dzieło nieskończoność.

I tym sposobem dochodzimy do mojej ulubionej pozycji z dużych płyt grupy, czyli Valonielu. Znowu mamy powrót do stali i żelaza, ciągle rozbudowanych, ciągle odurzonych i ciągle pełnych halucynacji ale otaczających ciężki, metalowy kościec. Dodając największe stężenie przebojowości otrzymujemy płytę, która jawi się jako ugłaskanie słuchaczy przed tym, co ma dopiero nadejść. A nadejść ma Värähtelijä, czyli dzieło łączące metalową ekstremę splitu z Candy Cane, nieskończony, pusty wszechświat Kosmonumentu i syntezatorową chmurę gradową. O ile wcześniejsze albumy wymykały się jako takim szufladkom, to ten album rozwala całe biurko w którym te szufladki się znajdują. Potężna, wymagająca jazda, czarna, barwna i przezroczysta jednocześnie. Jedna z najciekawszych płyt roku 2016 w muzyce w ogóle i materiał, który ciężko będzie im przeskoczyć. W 2017 wychodzi jeszcze krótki materiał Kevät / Värimyrsky z dwoma nowymi kawałkami i wspomniany wcześniej remaster utworów ze splitu.

Zespół jedyny w swoim rodzaju, na wskroś oryginalny i niesamowicie wartościowy. Polecam pochylenie się nad opisanymi przeze mnie materiałami z odpowiednim nastawieniem, gdyż wtedy najłatwiej będzie złapać ich moc.



Dyskografia:
2009 - Muukalainen puhuu
2010 - Candy Cane / Oranssi Pazuzu [split]
2011 - Kosmonument
2013 - Valonielu
2016 - Värähtelijä
2017 - Farmakologinen [EP]
2017 - Kevät / Värimyrsky [EP]




Skład:
Ontto - Bass (2007-present) Atomikylä, Waste Of Space Orchestra
Korjak - Drums (2007-present) Waste Of Space Orchestra
EviL - Keyboards, Percussion (2007-present) Waste Of Space Orchestra
Jun-His - Vocals, Guitars (2007-present) Three Pound Trigger, Atomikylä, Grave Pleasures, Waste Of Space Orchestra, ex-Kuolleet Intiaanit
Ikon - Guitars (2016-present) Domovoyd, Kairon; IRSE!, Waste Of Space Orchestra
▼ Byli muzycy
Moit - Guitars (2007-2016)
MA: https://www.metal-archives.com/bands/Or ... 3540279710
BC: https://oranssipazuzu.bandcamp.com/music
BC: https://20buckspin.bandcamp.com/music
Panzer Division Nightwish

Tagi:
PanLisek
Moderator globalny
Posty: 934
Rejestracja: 3 lata temu

#2

Post PanLisek » 9 mies. temu

Faktycznie hańba że tematu nie było. Jedna z moich ulubionych kapel w ogóle. Kocham wszystko. Halucynacje, kwasy, grzyby, kosmos. Prawdziwi geniusze. Gdybym miał ustawiać ich dyskografie według własnego mniemania to chyba tak
1 Värähtelijä
2 Muukalainen Puhuu
3 Valonielu
4 Kosmonument
5 split
Awatar użytkownika
TITELITURY
Tormentor
Posty: 2522
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: Chmurokukułczyn

#3

Post TITELITURY » 9 mies. temu

Kosmonument mną potargało jak deszcze niespokojne sadem w piosence o 4 pancernych i psie. Klimat tam leje się hektolitrami i nie sposób oderwać się od tego krążka. Czy ja wiem, czy tam jest jednak tak mało black metalu jak piszesz ? Może na późniejszych wydawnictwach, których nie słuchałem, ale na tej pierwszej płycie to jednak dziwny, bo dziwny za sprawą syntezatorów, ale chyba jednak bm. Jednak nawet jeśli się mylę, to chuj z tym, ponieważ muza tak wpada w zwichrowane ucho, że nie sposób obok niej przejść obojętnie, nawet jeśli jest tam mało Tsjudera. I w sumie nie wiem, dlaczego zarzuciłem dalszą przygodę z tymi fińczykami. Jakiś powód być musiał, najprawdopodobniej głupota.
Dum bibo piwo, stat mihi kolano krzywo.
Awatar użytkownika
Wędrowycz
Administrator
Posty: 4080
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: Warszawa

#4

Post Wędrowycz » 9 mies. temu

Mam podobnie jak Titek, znaczy się w 2009 r. sprawdziłem debiut, polecany przez znajomków i wstrząsnął mną dość konkretnie (pozytywnie oczywiście). Potem lata leciały, a ja o zespole praktycznie zapomniałem, bo tylko parę razy potem debiut odpalałem jeszcze i teraz przypomniałem sobie o nich przy okazji "Värähtelijä" w 2016 r. który również bardzo pozytywne emocje na mnie wywarł. Dużo psychodelii, odjazdów po narkotykach (choć sam nie wiem czy panowie ćpią, czy też po prostu takie dźwięki im spod palców wychodzą), ale i black metal także, choć nie w typowym ujęciu. Trzeba będzie zrobić rekonesans pozostałych materiałów, a przy okazji będzie to idealny pretekst do zanużenia się w te dwa pełniaki, które już znam :)
Odium Humani Generis
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 2169
Rejestracja: 2 lata temu

#5

Post pit » 9 mies. temu

Moim zdaniem świetnie (świadomie, bądź nieświadomie) wpisują się w klimaty Circle, pogańskich płyt Juliana Cope, czy co bardziej eklektycznych albumów Hawkwind. Czyli w dużej mierze odlotów połączonych z tworzeniem nowej jakości ze starych składników.
It's not my goddamn planet. Understand, monkeyboy? - John Bigbooté
Awatar użytkownika
TITELITURY
Tormentor
Posty: 2522
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: Chmurokukułczyn

#6

Post TITELITURY » 9 mies. temu

Dobra, przewalkowalem sobie dysko. Kosmos kult, dwójka kult ( właśnie robię), reszta to już zjadanie własnego ogona. Może w odstępach czasu te płyty wchodzą, ale kiedy słucham jednej za drugą, robi się nudno. Nie rozwijają stylu, nie próbują niczego nowego, a jechanie na tych samych patentach w muzyce opierającej się na elektronice zamiast przyciskaniu strun w różnych konfiguracjach, spotyka się z tradycyjnym problemem każdej tego typu muzyki, jakim jest wtórność. No i niestety im dalej w las, tym mniej drzew, czyli black metalu. Ucho mi się ożywia wszędzie tam, gdzie perka przyspiesza, ale niestety takich momentów jest zbyt mało na Varahteliji. I to mi przypomniało, dlaczego zarzuciłem przygodę z zespołem. Na półce trzeba mieć Kosmonument i Valonielu, a resztę można spokojnie odpuścić... I sprawdzać, co nagrywają, bo a nóż widelec nastąpi jakąś ciekawa zmiana.
Dum bibo piwo, stat mihi kolano krzywo.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10902
Rejestracja: 3 lata temu

#7

Post yog » 7 mies. temu

Strasznie dawno ich nie słuchałem, więc może być trochę ciężko sklecić sensownego posta, ale spróbuję.

Jak wychodził debiut to strasznie łaknąłem różnorakich awangardowych blackmetali i zobaczywszy okładkę z kosmonautą i podpis black metal gdzieś w necie byłem zdeterminowany dziwacznie brzmiącą nazwę Oranssi Pazuzu sprawdzić. Tym bardziej, że mój jedyny zespół, który coś nagrał, też miał Pazuzu w nazwie.

Oczywiście z miejsca mną pozamiatało, nikt chyba wtedy o żadnych Shiningach (Nor !) nie słyszał i takie połączenie funkującego jazzu z zimnym black metalem, będącego jednocześnie piosenkami, robiło ogromne wrażenie. Niestety oczywiście stwierdziłem, że prócz mnie nikt takich rzeczy nie słucha i płyty nie kupiłem jak była za grosze. Parę lat później było już 50 euro za Muukalainen Puhuu. Znakomicie mi się ten album kojarzy, a moim ukochanym z niego kawałkiem jest Dub Kuolleen Porton Muistolle z arcysutym basem tynynyny-tynyny, tynynyny-tynyny. Jeszcze cośtam 1968 zajebisty, zdradzający upodobanie do progresywnego surfrocka ;) Resztę to znam na pamięć, ale te fińskie tytuły popierdolone i nie będę strzelał, który to co ;)

Z tego nikomu nieznanego zespołu powolutku robił się młody klasyk, już koło trzeciego albumu chyba każdy, kto interesował się muzyką eksperymentalną i miał z metalem najmniejszy związek słyszał o Oranssi Pazuzu.

Dla mnie Kosmonument jest zdecydowanie najgorszym z ich albumów, jest też najcięższym z nich chyba tripem, najmroczniejszym, również dobrym, ale brakuje mu jakiegoś większego charakteru, nieco za mocno wszystko się na nim zlewa chyba, brak mi nieco hiciorów, na jakie zdecydowanie stać tych astralnych grzybiarzy. Split z Candy Cane wydaje mi się na podobnym poziomie i chyba w nieco podobnym, mrocznym stylu jest utrzymany, na ile pamiętam.

Na Valonielu wracają już bardziej skoczne, przebojowe, groovy fazy i znowu nie pamiętam, ale jest tam jeden szlagier wszeteczny, z pewnością kolega @DiabelskiDom wie doskonale który, a i kilka innych kawałków niemalże na miarę debiutu się tu znalazło. Wyborny album.

Ostatnia, Värähtelijä, była dla mnie momentem, w którym sobie o zespole solidnie przypomniałem, nieco go zaniedbawszy w odsłuchach z powodu miernego (wyłącznie jak na ich możliwości) Kosmonumentu. Płyciwo to - Värähtelijä znaczy - w tym 2016 roku, najzwyczajniej mnie rozjebało, wielokrotnie. Miałem też okazję zobaczyć ten wspaniały album odegrany w całości na żywo i brzmiał tak jedynie lepiej.

Zresztą Oranssi Pazuzu widziałem dwa razy, pierwszy w warszawskiej Progresji, drugi - w gdańskim B90. Ten pierwszy koncert zapamiętałem na długo także z tego względu, że nigdy nie byłem na gigu, który byłby porównywalnie głośny. Grubo tam przesadzili ujarani panowie przy pokrętłach, dwa tygodnie mi w uszach szumiało potem (nie przesadzam). O ujaranych panach piszę dlatego, że ich dźwiękowiec na trasie z Cobalt uprawiał niemal chain-smoking i zapach rozchodził się na całą salę. Na żywo sprawdza się to świetnie (choć dla mnie oba razy ciut za głośno), jest hipnotycznie, transowo, nic tylko oczy zamknąć i się gibać na wszystkie strony. I tak ten koncert w B90 wyglądał, wijące się ludziki pod sceną w morzu dźwięków psylocybinowego kosmosu, niby wszyscy w tłumie, ale jakimś dziwnie przerzedzonym, każdy odizolowany, stoi dobry nawet metr od drugiego, pochłonięty własnym światem, który kręci się w spirali jak śmigło helikoptera. Zamykasz oczy, bo oślepiają cię stroboskopy, a nikt z obecnych i tak nie jest w stanie wyrwać się z hipnozy i na ciebie wpaść i odpływasz, a oni grają i grają. A ty się wijesz. Jak reszta ludzi pod sceną.

Wracając jeszcze do samej płyty - Varahtelija to pierdolony monument rytualnych, psychodelicznych dronów. Album, który w dłuższym obcowaniu pochłania bez reszty, gdzie zauważasz coraz to kolejne warstwy, odkrywasz następne skryte w głębinach melodie i rytmy. Ostatnio jak słuchałem Oranssi Pazuzu miałem wrażenie, że to właśnie jest ich najdoskonalsze dzieło. Z tytułów kawałków tyle co pamiętam, że Hypnotista sztosik, ale jest tu kilka takich strzałów eliptycznym hałasem w potylicę, bo chyba i Havauluu, i Lahja, i tytułowy, pewnie każdy inny też, tylko już nie pamiętam, co w którym, bo jednak najlepiej się tej płyty słucha w całości. A jeszcze lepiej 10 razy z rzędu.
PanLisek pisze:
9 mies. temu
1 Värähtelijä
2 Muukalainen Puhuu
3 Valonielu
4 Kosmonument
5 split
To jest chyba ten jeden na milion przypadków, kiedy się zgadzamy w pełni :)

A 5 kwietnia 2019 roku sumptem Svart Records wychodzi Waste of Space Orchestra - Syntheosis, będący efektem kolaboracji Oranssi Pazuzu z Dark Buddha Rising. Coś mi mówi, że cała płyta jest ostro dobra.

Obrazek
Temat o Waste of Space Orchestra [część dyskusji z tematu Oranssi Pazuzu została tam przeniesiona]
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 2076
Rejestracja: 3 lata temu

#8

Post DiabelskiDom » 7 mies. temu

yog pisze:
7 mies. temu
Na Valonielu wracają już bardziej skoczne, przebojowe, groovy fazy i znowu nie pamiętam, ale jest tam jeden szlagier wszeteczny, z pewnością kolega @DiabelskiDom wie doskonale który, a i kilka innych kawałków niemalże na miarę debiutu się tu znalazło. Wyborny album.
Uraanisula ;) Grali go w Wawce wtedy ;)

Ja naprawdę nie rozumiem jak split może podobać się najmniej. Dla mnie to jest idealne połączenie kosmicznego tripu i solidnego black metalu. W doskonałych proporcjach.

Zainteresowanym hałaśliwym odjazdem polecam zapoznać się z Atomikylä, także personalnie powiązanym z Pomarańczowym Pazuzu i Dark Buddha Rising. Album Keräily to coś pięknego.
Panzer Division Nightwish
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10902
Rejestracja: 3 lata temu

#9

Post yog » 7 mies. temu

DiabelskiDom pisze:
7 mies. temu
Ja naprawdę nie rozumiem jak split może podobać się najmniej. Dla mnie to jest idealne połączenie kosmicznego tripu i solidnego black metalu. W doskonałych proporcjach.
Myślę, że dla mnie tam - że tak to nazwę - za mało Oranssi Pazuzu, którego elementem koniecznym w tych eksperymentach i progresywach pośród hałasu jest to, że to granie przebojowe i w ucho jednak wpadające, a na Kosmonumencie jest to wszystko jak na mój gust aż nazbyt zwarte. Tak to mam w pamięci zakodowane przynajmniej.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 2076
Rejestracja: 3 lata temu

#10

Post DiabelskiDom » 7 mies. temu

yog pisze:
7 mies. temu
Parę lat później było już 50 euro za Muukalainen Puhuu
A ja swoją kupiłem całkiem niedawno za 80 zł :)
yog pisze:
7 mies. temu
Myślę, że dla mnie tam - że tak to nazwę - za mało Oranssi Pazuzu, którego elementem koniecznym w tych eksperymentach i progresywach pośród hałasu jest to, że to granie przebojowe i w ucho jednak wpadające, a na Kosmonumencie jest to wszystko jak na mój gust aż nazbyt zwarte. Tak to mam w pamięci zakodowane przynajmniej.
Ale ja o splicie mówiłem. Tym z Candy Cane, co potem kawałki z niego wyszły jako Farmakologinen.

Panzer Division Nightwish
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10902
Rejestracja: 3 lata temu

#11

Post yog » 7 mies. temu

No i oni tam chyba podobnie grają, nie? :P
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 2076
Rejestracja: 3 lata temu

#12

Post DiabelskiDom » 7 mies. temu

Nie rozumem. Podobnie do czego? Do Kosmonumentu? Na splicie jadą zajebiście metalowo, na drugim albumie mocno dark ambientowo, rzekłbym. Zupełnie inne spojrzenie na muzykę.
Panzer Division Nightwish
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10902
Rejestracja: 3 lata temu

#13

Post yog » 7 mies. temu

No to już sam nie wiem, bo ja kojarzę ten Kosmonument jako ich najbardziej "metalową" płytę ;p Może mi się coś jebie, bo jej i splitu zdecydowanie najmniej słuchałem, ale takie mam wspomnienie, że nie tak znowu dużo tam kwasu, a więcej mroku, niż zwykle. Dla mnie już ciut za mocne dragi.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 2076
Rejestracja: 3 lata temu

#14

Post DiabelskiDom » 7 mies. temu

No, na Kosmonumencie to mroku jest bardzo dużo, zdecydowanie więcej niż na pozostałych, ale to nie jest mrok metalowy ;)
Panzer Division Nightwish
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10902
Rejestracja: 3 lata temu

#15

Post yog » miesiąc temu

Wyszła parę dni temu koncertówka Oranssi Pazuzu - Live at Roadburn, nagrana w 2017 roku.

Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10902
Rejestracja: 3 lata temu

#16

Post yog » miesiąc temu

Live at Roadburn to kolejna wspaniała płyta w dorobku i świadectwo narkotycznego kunsztu tego genialnego zespołu, będącego jednym z najważniejszych przedstawicieli ekstremalnego metalu ostatnich lat, a jeśli nie widzieliście Oranssi Pazuzu na żywo - zachęcam do osobistego uczestnictwa w kąpieli, tylko zaopatrzcie się w zatyczki do uszu, bo jest głośno. Niewyobrażalnie głośno.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
Belzebóbr
Tormentor
Posty: 844
Rejestracja: 2 lata temu

#17

Post Belzebóbr » miesiąc temu

Jak zobaczę pozera w zatyczkach to wyprowadzę z koncertu.
Nebiros pisze:Powiedzmy, że staram się dbać o siłę i ogólną formę/wygląd. W pewnym sensie również muszę to robić, ale taki tryb bitych czterech treningów siłowych w tygodniu wszedł mi w nawyk i czerpię z ćwiczenia ogromną przyjemność.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 10902
Rejestracja: 3 lata temu

#18

Post yog » miesiąc temu

Oranssi Pazuzu podobno kończy piąty album, który ukaże się niestety w Nuclear Blast.
Destroy their modern metal and bang your fucking head

Wróć do „Black Metal”