Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 2710
Rejestracja: 4 lata temu

Ôros Kaù

DiabelskiDom 5 mies. temu

Obrazek
Zatem objawił się kolejny kandydat do czołówki tegorocznej muzyki. Nikomu nie znany, belgijski, jak podaje Metallum, projekt o nazwie Ôros Kaù. Na koncie split z niejakim Precaria, którego to nie znam oraz duży album Imperii Templum Aries. Zajebiście mi wszedł ten duży materiał, jak pierwszy raz usłyszałem, to czułem spory potencjał a ostatnio jak sobie odświeżyłem to hoho, jak mnie trafiło. Weszło na już zmiękczony grunt.

A jakąż to muzykę nam proponuje enigmatyczny projekt? Black metal, a jakże, jednak pod gęstością i wygarem mamy grubiutki dywan psychodelicznych odjazdów, zniekształcanych dźwięków, które w nietuzinkowy sposób podsycają całość. Nad muzyką snują się porykiwania, wrzaski, czyste wokale, inkantacje, ale bardziej jako równorzędny instrument a nie jako górująca nad resztą nakładka. Jeszcze na dobitkę na koniec albumu dołożyli cover Pink Floyd, w którym słychać, że to właśnie ten kawałek a jednak idealnie wpasowali go w całokształt materiału, w związku z czym nie ma się wrażenia, że dorzucili go jako ciekawostkę, byle tylko ich nie posądzić o bycie rozmodlonymi pifpafonami a osłuchanymi w klasyce rocka Ą Ę maniakami.

Wykurwiście mi się ten album podoba, nie jest zatem dziwnym, że już do mnie zmierza.

Dyskografia:
2020 - Imperii Templum Aries
2020 - Theosulphuros [split]



MA: https://www.metal-archives.com/bands/%C ... 3540469342
BC: https://oroskau.bandcamp.com/music
Panzer Division Nightwish

Tagi:
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 3582
Rejestracja: 3 lata temu

pit 5 mies. temu

Są w tym barokowe ciągoty, a jednocześnie słychać, że koleś jest autentycznie wściekły. To połączenie podoba mi się w tym projekcie najbardziej. Paradoksalnie większość black metalowców nie wydaje się nawet poddenerwowana. Cover Floydów to wisienka na torcie.
Awatar użytkownika
TITELITURY
Tormentor
Posty: 3249
Rejestracja: 4 lata temu
Lokalizacja: Chmurokukułczyn

TITELITURY 5 mies. temu

Wkliknąłem w ten split zanim przeczytałem tag "war metal" i oczyma wyobraźni zostałem przeniesiony przed wiejskie centrum kultury Słowianka, gdzie stoi trzech znudzonych wieśniaków, ofiar planu Balcerowicza, którzy przeżyli całe życie pracując w lokalnym PGRze i nie potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości, została więc im nalewka lipowa oraz zasiłek. Jeden z tych facetów podśpiewuje sobie coś pod nosem między jednym, a drugim łykiem napoju wyskokowego, drugi już najebany leży w pobliskich krzakach, ale przyniósł z domu akordeon po dziadku, pamiętający jeszcze wkroczenie Armii Czerwonej do Polski i próbuje uparcie na nim grać leżąc w obfitej trawie, znad której wystają już tylko ubłocone, noszone cały rok gumofilce, a trzeci pracowicie wygrzebuje gitarą rodzynki z dupy. I ten trzeci wydał mi się najciekawszy. Wyraźnie dawno tej dupy nie myl, więc kawałki zaschniętego kału zaplątanego we włosy ma tak głęboko między pośladami, że musi wykonać tą gitarą nielada pracę, żeby się ich wszystkich pozbyć. I to są te wstępujące i zstępujące, szaleńcze tremola, które sprawiły, że moja przygoda z Urósł Kał nie skończyła się po 10 sekundach od włączenia muzyki Belgów. Od razu nasuneły się skojarzenia z głupszą wersją "Feral Wisdom" Wormlust, tylko że tam jest to jakoś kompozycyjnie uzasadnione, a tu... Cóż, "war metal". Brzmi to jednak na tyle fajnie, żeby przykuć uwagę mnie, zaciekłego wroga tego podgatunku muzyki metalowej. Jakoś w to wszedłem niczym gitara w dupę tego wieśniaka i zostałem z muzyką Urósł Kał na dłużej. Pełniak już mniej psychodeliczny ( żona chyba zabrała pana od akordeonu do domu) , a bardziej klasyczny, ma kilka ciekawych momentów, z których największym jest cały utwór czwarty. Nie jest to więc tak zła muzyka, a powiem nawet więcej, jak mnie co najdzie i wypiję za dużo piwa, to może nawet ją sobie kupię. A póki co, wrócę jeszcze parę razy. Albumy mają klimat, tak, tak.
Dum bibo piwo, stat mihi kolano krzywo.

Wróć do „Black Metal”