brzask pisze: miesiąc temu
Byli prawdziwi zarówno nagrywając zajebisty deathowy debiut jak i za chwilę kolejne blackowe ciosy.
No i właśnie w tym stwierdzeniu jest tyle samo prawdy ile nieprawdy.
Oczywistym jest temat debiutu ale jak chyba wszyscy dobrze wiedzą w kilku wywiadach Gylve podawał tytuły kolejnych płyt jakie będą się ukazywać i tam po debiucie był Goatlord i Total Death albo w odwrotnej kolejności.
Oba te albumy miały kontynuować death metalową drogę zapoczątkowaną na SJ ale jednak tak się nie stało i w/w albumy ukazały się wiele lat później już w momencie kiedy blek zdychał po całości. Co ciekawe obie te płyty znamy albo raczej nie znamy takie jakie miały być. Goatlord jest rehem czyli najprostszym szkicem, zalążkiem tego co mogło potem powstać dalej na etapie prac studyjnych. Total Death już z samego tytułu zapowiadał się ciekawe a oryginał jest taki 50/50. Ja ten album uwielbiam bo mimo, że udają granie blek metalu to jednak słychać tam, że ten det metal w głębi oddycha na pełnej. Tak więc co się takiego wydarzyło, że gotowy materiał na dwie płyty został porzucony mimo, że wytwórnia była pewna kontynuacji SJ a zamiast tego ekipa wjechała z czymś czego jeszcze świat metalu nie słyszał a co dopiero miało nadejść.
Poza tym wkurw Hammyego dotyczył a jakże kwestii finansowej bo przecież kasa była przeznaczona na Sunlight Studio a nie na jakieś Creative Studio, z którego wyszły kolejne dwa albumy. Zapewne gdyby A Blaze... nie sprzedał się w tzw. chwilę to Darkthrone wyleciałby z Peaceville a jednak te 2000 kopii na CD pierwszego bicia poszło w mniej niż miesiąc.
Hammyemu ciśnienie opadło, że jednak kasa się będzie zgadzać a Darkthrone stawiając wszystko na jednej szali, mocno ryzykując osiągnął sukces zamierzony bądź nie.