Sweet Tooth co tu dużo pisać nagrał niewiele ale i tak sprawił, że do dziś jest kultowy. Trio w składzie Dave Cochrane, Justin Broadrick, Scott Kiehl powstało w 1984 roku na papierze bo faktycznie stali się zespołem w 1989 roku kiedy Cochrane opuścił Head Of David a Kiehl odszedł ze Slab.
Obaj panowie połączyli siły z Broadrickiem i tak powstał ciężki rockowy zespół jazzujący, w którym Cochrane gra na basie i śpiewa, Broadrick gra na gitarze a Kiehl obsługuje perkusję. Generalnie mówiąc krótko awangarda dziwna dla uszów.
Po kilku próbach powstaje materiał na mały album Soft White Underbelly, który w pośpiechu wydaje jeden z pracowników Earache pod własną wytwórnią Staindrop doprowadzając do konfliktu z szefostwem. Efekt tego jest taki, że ów pan stał się byłym pracownikiem a albumik wychodzi w ramach ugody pod szyldem Staindrop/Earache. Jako, że Broadrick nie miał czasu na Sweet Tooth obciążony obowiązkami w Godflesh zespół nic więcej nie nagrał poza wydanym w 1993 roku albumem live. Warto posłuchać bo to niesamowity zespół był a rzeczony album nigdy nie ukazał się na CD i chyba nigdy do tego nie dojdzie.
Dyskografia: 1990 - Soft White Underbelly 1992 - ... To Injury / Dragnet [split z Headbutt] 1993 - Crash Live [live]
pit pisze: 7 lat temu
Big Black Sabbath + Jezus Lizard. Paradoksalnie to chyba najbardziej rockowa rzecz jaką nagrał Justin. Mój faworyt to "Soul Shark".
Jak to? Przecież Selfless jest bardziej rockujące Sweet Tooth całkiem spoko, ale stawiam to razem z Head of David w najmniej udanych projektach Justina. Nadal jest dobrze, ale ten człowiek to geniusz takich dźwięków i dobrze to mu nie wypada.
A jak już jesteśmy przy Scotcie Kiehlu to wystarczy spojrzeć na jego poprzedni zespół: Slab!. W prostej linii widać inspiracje i punkty wspólne. Nota bene debiut Slab! to taki zapomniany diamencik który wypada znać.
Screaming Into The Blackness, Needing No God But Himself
Beneath the Veil of Sanity Beats the Throbbing Process of Decay
"ja pierdolę przeczytałem cały temat Kid Rock i muszę się napić"
pit pisze: 7 lat temu
Big Black Sabbath + Jezus Lizard. Paradoksalnie to chyba najbardziej rockowa rzecz jaką nagrał Justin. Mój faworyt to "Soul Shark".
Jak to? Przecież Selfless jest bardziej rockujące
W sumie może i tak, ale nie "płynie" tak swobodnie jak muzykaSweet Tooth. Tu mamy casus "Songs About Fucking", niby ściana gitarowego hałasu, a człowiek czuje się jakby słuchał Chucka Berry'ego.