Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2112
Rejestracja: 3 lata temu

Re: Deep Purple

kurz rok temu

Jako stary ramol odpowiadam; widzisz jak ten czas szybko mija..

I jako stary ramol też powiem; Child In Time, Speed King, Lazy, The Mule, Bloodsucker, Perfect Strangers forever!

Tagi:
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2667
Rejestracja: 5 lata temu

Pan Efilnikufesin rok temu

'Throw My Bones' sluchniete.Calego albumu nie bede sprawdzac bo nie ma sensu.
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2112
Rejestracja: 3 lata temu

kurz rok temu

Przesłuchałem właśnie Machine Head, i cofam swoje wcześniejsze słowa o „słabości” tego albumu. Z całą pewnością nie pomaga mu ‚wszechobecnoradiowy’ kawałek, wiadomo jaki. Ale jako całość broni się znakomicie po latach, kawał przykurwistej, świetnie skomponowanej i wykonanej muzy. A Lazy, to po wiadomo jakim utworze, ich najlepszy, z najfajniejszym flow numer - paluszki lizać.

Właśnie przeleciał Fireball, i to też płyta której długo nie doceniałem (tzn. lubiłem, ale nie tak bardzo jak na to zasługuje), muza tam zawarta ma w sobie pewną „dziwność”, której nie potrafiłem wyczuć, a to się tak broni po latach; znakomity album - cała druga strona to odważne poszukiwania czegoś nowego, no po prostu prawdziwa rockowa progresja, np. Fools mający w sobie orientalną delikatność, nie tracący jednakże drapieżności. Świetna muza.


Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15955
Rejestracja: 6 lata temu

yog rok temu

Słuchałem ostatnio troszkę dwóch pierwszych albumów Deep Purple, których może i nigdy wcześniej nie słyszałem, czyli Shades of Deep Purple i The Book of Taliesyn i zabawne to było trochę doświadczenie, że ta hard rockowa legenda wtedy grała covery w sporych ilościach, a na obu krążkach się znalazł cover The Beatles plus inne cudze kompozycje (np. Neila Diamonda). Kiedyś myślałem - może trochę przypał, że Bathory zajebało bębny w Twilight of the Gods z Child in Time, ale tak słuchając tych wczesnych Purpli to się dochodzi do wniosku, że chyba by się nie obrazili, bo sami grają sporo podjebanych motywów, choćby w coverze Tiny Turner i jej męża - jak pamiętam damskiego boksera - z Wagnera, znanego z Odysei kosmicznej Tako rzecze Zarathustra, jakiejś jeszcze klasyki w smyczkowanym Anthem, a na Shades of Deep Purple to zdecydowanie najlepszy mi się wydaje cover beatlesowego Help, który podobno sam Lenon pochwalił stwierdzając, że lepsze od ich wersji to jest (moim zdaniem zdecydowanie, bo sztos). No dobra, nie jest tam najlepszy, najlepszy to jest zamykający album niepewnej proweniencji bluesowy standard Hey Joe. Rok wcześniejsza wersja Jimiego Hendrixa przy tej purpli to trochę garażowa dziecinada. W ramach ciekawostki dodam tu, że chyba wszelkie późniejsze reedycje mają skrócony ten kawałek, w oryginale kończy się on odgłosem kroków i trzaśnięciem drzwiami.

ObrazekObrazek

Radośnie sobie tych dwóch płyt cały dzień słuchałem, więc z 5 razy przeleciała każda, ślicznie to brzmi w pierwotnym brzmieniu. Trochę to jeszcze jest takie granie typu post-beatlesowsko-rolling stonesowska psychodela, ale i słychać, że John Lord po parapetadh lata, pomylić się go raczej nie da, no i są już tu pewne elementy bardziej chaotycznego nakurwiania jakie się dwie płyty później choćby we wspomnianym Child in Time pojawi. Więc jakiś wstęp do tego tzw. Deep Purple Mark II tu już słuchać, choć to jeszcze inny zespół.

Co do The Book of chujwiekto (kto to kurwa jest Taliesyn???) jeszcze, to była to pierwsza płyta nowopowołanego do życia przez EMI labelu Harvest, w którym mieli wydawać muzę progresywną. Ich bestsellerem był oczywiście jednak nie Deep Purple, a Pink Floyd.

Ostatnia ciekawostka jeszcze, odnośnie już samego sprzętu, to się dowiedziałem w rozmowie z rodzicielem o tym co tu napisałem, skąd ten charakterystyczny pulsujący dźwięk z Hammondów się bierze, zawsze się zastanawiałem czy one jakieś rozregulowane czy co, ale chyba John Lord to by umiał je ogarnąć/stroić/cokolwiek tam się z tym robi, no i się okazuje, że tam jest po prostu wirujący głośnik w tych Hammondach i stąd takie dziwaczne wrażenie i naturalne vibrato, bo on się faktycznie, fizycznie, analogowo, kręci. Nazywa się to głośnik Leslie, jakby kto się zastanawiał.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4607
Rejestracja: 5 lata temu

pit rok temu

yog pisze:
rok temu
Co do The Book of chujwiekto (kto to kurwa jest Taliesyn???)
https://en.wikipedia.org/wiki/Taliesin
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15955
Rejestracja: 6 lata temu

yog rok temu

Dziękuję bardzo!
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4607
Rejestracja: 5 lata temu

pit rok temu

Nie ma za co!!
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2112
Rejestracja: 3 lata temu

kurz rok temu

yog pisze:
rok temu
…bluesowy standard Hey Joe. Rok wcześniejsza wersja Jimiego Hendrixa przy tej purpli to trochę garażowa dziecinada.
Kilka razy próbowałem się mierzyć z przedinrockowymi dokonaniami Purpli, i dobra to jest muza, kompozycje czuć już czymś niesmierdzacym hippisowskimi czasami, no ale lele, dopiero przyjście latającego króla szybkości i mistrza niskich dźwięków, a przede wszystkim mistrza prowadzenia rytmu i wytrzymywania szalonej galopady Blackmore’a nadało ich muzie wizjonerstwa i wyciągnęło potencjał ze wszystkich osobna i zespół jako całości. Dla mnie tylko ten skład jest jedyny i niepowtarzalny, a albumów In Rock czy Fireball, ale i Machine Head też, słucham od wielu wielu lat z niezmienną fascynacją.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15955
Rejestracja: 6 lata temu

yog rok temu

Ja się nie próbowałem mierzyć, po prostu wychodziłem z założenia, że nie dla mnie, a tu jednak odpaliłem, posłuchałem po parę (5-7) razy z rzędu każdą z tych trzech płyt i cyk, już mi się podoba, lubię i szanuję przedpotopowe Deep Purple z Rodem Evansem. Inna muza, zdecydowanie jeszcze osadzona w latach 60, ale też słucha się tego znakomicie, sporo w tym ich psychodelicznym bluesowaniu ukłonów w stronę muzyki klasycznej - co nie dziwi zważywszy że Lord wkrótce skomponował koncert na zespół i filharmonię, gdzie chyba Gillan debiutował. Przede wszystkim jednak kawałki są różnorodne i wpadające w ucho. Na trójeczce cover Donovana pt. Lalena super, trzeba oryginału posłuchać będzie.

Słuchając Deep Purple In Rock trochę inne klimaty już w istocie, bo tam się zastanawiasz ile jest lepszych kawałków rockowych od Child in Time, albo czy można uważać, że jak Bathory to twój ulubiony zespół, a ulubiony kawałek Bathory to przeróbka Child in Time, to kawałek Deep Purple jest lepszy od Bathory.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2112
Rejestracja: 3 lata temu

kurz rok temu

yog pisze:
rok temu
Ja się nie próbowałem mierzyć, po prostu wychodziłem z założenia, że nie dla mnie, a tu jednak odpaliłem, posłuchałem po parę (5-7) razy z rzędu każdą z tych trzech płyt i cyk, już mi się podoba, lubię i szanuję przedpotopowe Deep Purple z Rodem Evansem. Inna muza, zdecydowanie jeszcze osadzona w latach 60, ale też słucha się tego znakomicie, sporo w tym ich psychodelicznym bluesowaniu ukłonów w stronę muzyki klasycznej - co nie dziwi zważywszy że Lord wkrótce skomponował koncert na zespół i filharmonię, gdzie chyba Gillan debiutował. Przede wszystkim jednak kawałki są różnorodne i wpadające w ucho. Na trójeczce cover Donovana pt. Lalena super, trzeba oryginału posłuchać będzie.

Słuchając Deep Purple In Rock trochę inne klimaty już w istocie, bo tam się zastanawiasz ile jest lepszych kawałków rockowych od Child in Time, albo czy można uważać, że jak Bathory to twój ulubiony zespół, a ulubiony kawałek Bathory to przeróbka Child in Time, to kawałek Deep Purple jest lepszy od Bathory.
Uśmiech na gębie!
Awatar użytkownika
CzłowiekMłot
Moderator globalny
Posty: 1977
Rejestracja: 6 lata temu
Lokalizacja: Festung Posen

CzłowiekMłot rok temu

Obrazek

1. 7 and 7 Is (Love cover)
2. Rockin' Pneumonia and the Boogie Woogie Flu (Huey "Piano" Smith cover)
3. Oh Well (Fleetwood Mac cover)
4. Jenny Take a Ride! (Mitch Ryder & The Detroit Wheels)
5. Watching the River Flow (Bob Dylan cover)
6. Let the Good Times Roll (Ray Charles & Quincy Jones cover)
7. Dixie Chicken (Little Feat cover)
8. Shapes of Things (The Yardbirds cover)
9. The Battle of New Orleans (Lonnie Donegan/Johnny Horton cover)
10. Lucifer (Bob Seger System cover)
11. White Room (Cream cover)
12. Caught in the Act (Medley: Going Down / Green Onions / Hot ‘Lanta / Dazed and Confused / Gimme Some Lovin')




„Turning To Crime” - kolejna płyta Purpli (tym razem z coverami), ukaże się 26 listopada.
Non Stop Kolor!

Szczęść Boże.
Awatar użytkownika
Vexatus
Tormentor
Posty: 4743
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Światowa stolica beztalencia, bagiennej gorączki i nędzy duchowej

Vexatus rok temu

Wideo do "7 And 7 Is" lata od jakiegoś czasu po jutubach, ale szczerze mówiąc trochę słabo to brzmi i wygląda.
Awatar użytkownika
CzłowiekMłot
Moderator globalny
Posty: 1977
Rejestracja: 6 lata temu
Lokalizacja: Festung Posen

CzłowiekMłot rok temu



No ten kawałek niczego nie urywa i nie wiem też jak się ma do oryginału, choć jak na średnią wieku wynoszącą 73 lata to i tak nieźle.
Non Stop Kolor!

Szczęść Boże.
Awatar użytkownika
CzłowiekMłot
Moderator globalny
Posty: 1977
Rejestracja: 6 lata temu
Lokalizacja: Festung Posen

CzłowiekMłot rok temu



Kolejny sympatyczny kowerek!
Non Stop Kolor!

Szczęść Boże.
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 4689
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz 10 mies. temu

Delektując się irlandzką whiskey i kubańskim cygarem dzisiejsza noc z wichurą za oknem mija przy dźwiękach Głębokiej Purpury. Poleciały same mordercze kultowe albumy ale znowu kiedy wjechał 10 minutowy opus Child in Time to posrałem się w dresy. Kierwa co tam się wyprawia!!! Takich złowieszczych klawiszy Jona Lorda to nawet jakby zebrały się wszystkie tuzy black metalu to kierwa nie wymyśliliby nawet jednej nuty!!! A facet pewnie z papieroskiem w japie sobie całą ścieżkę ułożył w godzinkę z hakiem. Czemu piszę o tym kawałku skoro przecież do albumu Perfect Strangers to mocarna dyskografia ano dlatego, że to chyba jedyny kawałek rockowy w historii, gdzie nie jest najważniejszy podstawowy tekst ale to co dzieje się między zwrotkami a tam do kurwy nędzy dzieje się tyle, że nikt nawet nie próbuje zrobić cover na poważnie czy też dla zwykłych jaj. Może jeszcze trochę pożyję i kiedyś Fenriza oświeci, że przecież nawet Deep Purple grał black metal i scoverują ten numer bo chyba tylko on by dał radę nie odpierdolić szopki krakowskiej skoro wyciągał takie falsety na nieśmiertelnych demówkach Isengard. Życzyłbym sobie takiego ciosu w japę.
GRINDCORE FOR LIFE
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2112
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 10 mies. temu

Hajasz pisze:
10 mies. temu
Child in Time
Nieśmiertelny kawałek. Dużo by można pisać i może za jakieś kilka godzin to zrobię po raz kolejny, bo można to robić w nieskończoność.

Edit. Cover Child In Time to byłaby próba zmierzenia się z absolutem. Zresztą cały In Rock to album wybitny, absolutny kanon, jedna z może kilkunastu płyt, na których znam każdy dźwięk i które NIGDY mi się nie nudzą.
Lis
Moderator globalny
Posty: 1391
Rejestracja: 6 lata temu

Lis 10 mies. temu

Hajasz pisze:
10 mies. temu
Delektując się irlandzką whiskey i kubańskim cygarem dzisiejsza noc z wichurą za oknem mija przy dźwiękach Głębokiej Purpury.
A ten jaki burżuj, smaka mi narobiłeś aż sam butelkę rumu otworzyłem, kubańskich cygar nie mam i nie cierpię dymu, a żałuję. Child In Time wiadomo majstersztyk, wychowałem się na Deep Purple, ale w dorosłym życiu niesłusznie trochę ich zaniedbywałem na rzecz Black Sabbath i Iron Maiden.
Awatar użytkownika
CzłowiekMłot
Moderator globalny
Posty: 1977
Rejestracja: 6 lata temu
Lokalizacja: Festung Posen

CzłowiekMłot 8 mies. temu

Z grania koncertów z grupą na czas nieokreślony wycofuje się Steve Morse, ponieważ jego żona walczy z raczyskiem. Na razie pozostaje pełnoprawnym gitarzysta kapeli, a na scenie zastąpi go Simon McBride, w miarę młody gosc z Irlandii Północnej, podobno niezły w tym fachu.
Non Stop Kolor!

Szczęść Boże.
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2112
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 5 mies. temu

Highway Star to jest pierdolony sztos, jakich mało. Jeden z lepszych otwierających kawałków w historii. ‚Przekomarzanie się’ Lorda z Blackmorem; palce lizać. Kocham miłością wieczną, od wielu, wielu lat niezmienną.
Awatar użytkownika
Vexatus
Tormentor
Posty: 4743
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Światowa stolica beztalencia, bagiennej gorączki i nędzy duchowej

Vexatus 2 mies. temu

Awatar użytkownika
perun
Posty: 46
Rejestracja: 2 lata temu

perun 3 tyg. temu

Niezaprzeczalnie jeden z najlepszych zespołów rockowych:) Nie napiszę tu zbyt wiele oryginalnych twierdzeń: era sprzed In Rock jest przyjemna, ale i nudnawa na tle reszty nagrań jak dla mnie. Znacznie wolę dokonania z Coverdale'm, który jest jednym z moich ulubionych głosów rocka :P
Oczywiście najlepsze dokonania to te na których battle rages on, czyli legendarne mk2. Z Morsem to dopóki jeszcze Jon Lord grał, to była klasa, bo później to już... Jest przyjemnie ale na tle starszych dokonań, jednak nudnawo (znów).

Mam nieco ambiwalentne odczucia co do ich ciągłego grania, ale również sporo szacunku i sentymentów. Raczej już nikogo nie zaskoczą niczym nadzwyczajnym, ani nie przeskoczą swoich wysoko ustawionych poprzeczek - bo to taki zespół na mecie. Czasami to już sprawia wrażenie masła roztartego na zbyt wielkiej kromce chleba.
Na żywo widziałem dwa razy:P
I jest jedna płyta studyjna której nie słuchałem jeszcze: Slaves and Masters.
Awatar użytkownika
CzłowiekMłot
Moderator globalny
Posty: 1977
Rejestracja: 6 lata temu
Lokalizacja: Festung Posen

CzłowiekMłot 3 tyg. temu

Klasa do dzisiaj, porównując do poczynań legend rocka o podobnym stażu. Nie odcinają kuponów od dawnych sukcesów, nadal chce im się wymyślać coś nowego. Oczywiście czasy z Lordem najbardziej kultowe, hity itd., ale Airey też nie jest cieniasem klawiszowym. Z ostatnich dokonań tylko "Infinite" jakaś taka nijaka im wyszła, a dwie ostatnie w tym ta z kowerami to nie jest lipa, jak najbardziej polecam.
Ja widziałem raz, a z Morsem nie słyszałem jeszcze "Bananas".
Non Stop Kolor!

Szczęść Boże.
Awatar użytkownika
dj zakrystian
Tormentor
Posty: 1906
Rejestracja: 6 lata temu

dj zakrystian 3 tyg. temu

CzłowiekMłot pisze:
3 tyg. temu
Klasa do dzisiaj, porównując do poczynań legend rocka o podobnym stażu. Nie odcinają kuponów od dawnych sukcesów, nadal chce im się wymyślać coś nowego. Oczywiście czasy z Lordem najbardziej kultowe, hity itd., ale Airey też nie jest cieniasem klawiszowym. Z ostatnich dokonań tylko "Infinite" jakaś taka nijaka im wyszła, a dwie ostatnie w tym ta z kowerami to nie jest lipa, jak najbardziej polecam.
Ja widziałem raz, a z Morsem nie słyszałem jeszcze "Bananas".
Bananas nawet niezłe. To chyba tytuł na cześć zdradzanych mężów przez p0lki. W każdym razie Gillan mimo tylu lat na karku, nadal świetny. Być może to reptilianin? Bo nawet Halford, czy Dickinson kuleją obecnie na żywca.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem

Wróć do „Rock”