Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4349
Rejestracja: 4 lata temu

Joy Division

pit 3 lata temu

Obrazek
Każdy wie co to Joy Division. Powstało w 1976 roku w UK, pod bóg wie jaką nazwą. Mimo tylko dwóch albumów na koncie, zespół do dziś jest prawdopodobnie najpopularniejszym przedstawicielem post-punka na świecie. Inspirowali się punkiem, proto-punkiem i krautrockiem. Joy Division wyróżniało się charakterystycznym, głębokim głosem wokalisty - Iana Curtisa oraz sekcją rytmiczną w której prym wiódł basista samouk - Peter Hook. Karierę zespołu przerwało samobójstwo Iana Curtisa.

Muzyka:


Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2668
Rejestracja: 4 lata temu

Pan Efilnikufesin 3 lata temu

Zna sie,slucha sie,lubi sie.
JD pierwszy raz uslyszalem u mojego przyjaciela ktory byl ich maniakiem.
Powiesil sie dwa i pol roku temu.
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4349
Rejestracja: 4 lata temu

pit 3 lata temu

Mam nadzieję, że w tym przypadku nie istnieje związek z Curtisem.
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2668
Rejestracja: 4 lata temu

Pan Efilnikufesin 3 lata temu

Istnieje.

Wieloletnia depresja.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15509
Rejestracja: 5 lata temu

yog 3 lata temu

Bardzo lubię, głównie oczywiście arcykultowe Unknown Pleasures znam, ale i Closer i inne wydawnictwo zdarzyło się słyszeć nie raz i nie dwa. Niestety Joy Division gra gatunek, który jest dla mnie o tyle urokliwy, co i męczący. Sam raczej nie słucham, choć oczywiście jako małolat zdarzało mi się w pętli Love Will Tear Us Apart słuchać ;)

Cenię sobie też wysoko późniejszy, pośmiertny projekt muzyków Joy Division - tych żyjących - New Order. Szczególnie ich trzecia płyta to znakomita i nierzadko poruszająca muzyka, a kawałek Elegia dorównuje twórczości samego Joy Division.

PS. Słuchałem ostatnio live Death in June z '82, który brzmi, jakby to grało Joy Division. Oh How We Laughed się nazywa.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
mork
Tormentor
Posty: 663
Rejestracja: 4 lata temu

mork 3 lata temu

Kojarzę przez ten numer



Luba często puszczała w samochodzie zdaje się pierwszą płytę.

Jak ktoś nie kojarzy wspomnianego wyżej New Order to wrzucam chyba ich najbardziej znany numer (jakoś niedawno zdaje się był ten cały Blue Monday nawet):

It is time after miracles
and I am its prophet
I have not come to cure
but to bear witness decease
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4349
Rejestracja: 4 lata temu

pit 3 lata temu

Ja żałuje, że nie doszło do nieśmiało planowanej kolaboracji z Killing Joke. Mieszanka ich basów i perkusji kruszyłaby ściany.
Awatar użytkownika
umagon
Posty: 68
Rejestracja: 4 lata temu

umagon 3 lata temu

yog pisze:
3 lata temu
a kawałek Elegia dorównuje twórczości samego Joy Division.

Pierwszy raz usłyszałem ten utwór w świetnej animowanej produkcji pod tytułem More, polecam sprawdzić. Genialne połączenie obrazu i muzyki.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15509
Rejestracja: 5 lata temu

yog 3 lata temu

Ano, More bdb, również polecam.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 4432
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz 3 lata temu

Zespół oskarżany o nazizm, nie potrafił się bronić przed tymi oskarżeniami. Bardzo dobrze wychodziło im granie new romantic czego przykładem jest świetny jedyny singiel Atmosphere. Nie mniej już na zawsze zostanie zapamiętany za utwór They Walked In Line, który tak ochoczo jest przerabiany przez wszelkich kontrowersyjnych artystów.
GRINDCORE FOR LIFE
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4349
Rejestracja: 4 lata temu

pit 3 lata temu

Znany z kawałka Warsaw? A nie z "She's Lost Control", czy innego "Love Will Tear Us Apart"?
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15509
Rejestracja: 5 lata temu

yog 3 lata temu

Nie, znany z nazizmu!
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4349
Rejestracja: 4 lata temu

pit 3 lata temu

Tak samo jak Killing Joke, na debiucie mają kawałek po niemiecku, a w Pssyche pada słowo "nazi" i coś o inżynierii społecznej.
Na koncerty Throbbing Gristle też przychodzili skini i się bardzo, bardzo dziwili.
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 4432
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz 3 lata temu

Przecież sama nazwa Joy Division już była kontrowersyjna a wychwalanie R. Hessa na koncertach nie mniej z tym, że tu można na usprawiedliwienie podać chorobę jednego i głupotę drugiego.
GRINDCORE FOR LIFE
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4349
Rejestracja: 4 lata temu

pit 3 lata temu

Nie będę zgrywał specjalisty od biografii zespołu. Ale Curtis wychwalał Hessa, czy wspomniał o nim na koncercie? I czy ten kawałek w Control kiedy kopnął skinheada w twarz jest oparty na faktach? Czy jest całkowicie zmyślony?

Ten zespół był zbyt mocno związany z rozmaitymi anarchistami i hippisami, żebym mógł brać takie powiązania na poważnie. A jeśli byłaby to prawda to dziś byłby raczej skreślony przez mainstream i nie kręciliby o nim filmów.
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 4432
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz 3 lata temu

Ale to B. Sumner wychwalał Hessa a nie Curtis.
GRINDCORE FOR LIFE
Awatar użytkownika
Ryszard
Moderator globalny
Posty: 2991
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Forteca Trolli

Ryszard 3 lata temu

A to nie tak ze oni nazywali się Wasaw na samym początku?

Joy Division znam jak każdy, plus, przez kilka lat w pracy bylem zmuszany do słuchania klasyki ogólnie pojętego rocka amerykańskiego i angielskiego. Mój były szef z kolekcja ponad 1tys winyli, stary hippis pamiętający lata 60te, pierwszy Glastonbury Fest, biały album Bitlesow i szok spowodowany tym wydawnictwem, Syda Barretta, Joy Division, Pulp, Roxy Music dalej Eno, Stone Roses, Pixies, Gong, Blur. Dosyc szerokie spektrum... Nawet WIlliam Schatner kurwa hahaha oczywiście dla fazy. Pamiętam na samym początku broniłem honoru metala ale wiadomo, oni wszyscy mieli racje. To od niego a nie nauczyciela historii, znaczenie nazwy zespołu Curtisa. Fajne wspomnienia.

Mgła brzmi trochę jak post punk.

Ze znany piosenek oprócz wiadomego, to kilka na bank znanych, może zapomnianych...

Atmosphere



Shadowplay



Isolation



Prosze kliknac:

https://www.imdb.com/title/tt0421082/


Nt. poglądów: tacy z nich byli xyz jak ze Slayer.
!Polacy, to murzyni europy. Black Lives Matter!
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4349
Rejestracja: 4 lata temu

pit 3 lata temu

Ale to B. Sumner wychwalał Hessa a nie Curtis.
No dobrze. A mogę prosić o cytat, albo link? Bo wszystko co o tym słyszałem na pewno nie kwalifikuje się do wychwalania.

Lemmy i Ron Asheton zbierali stary niemiecki wojskowy złom i inne tego typu rzeczy. Naziści?
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 4432
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz 3 lata temu

@pit nie zajarzyłeś. Oni nie byli nazistami, tylko tak głupio pierdolili a potem nie potrafili się wybronić przed oskarżeniami.
GRINDCORE FOR LIFE
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15509
Rejestracja: 5 lata temu

yog 3 lata temu

No bo i przed czym oni się tam mieli bronić, to jak Sex Pistols broniące się z noszenia swasty ;p

@Rysiu zespół nazywał się Warsaw, owszem, a Mgła i KSM mają trochę takiego zimnofalowego feelingu, to prawda.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2668
Rejestracja: 4 lata temu

Pan Efilnikufesin 3 lata temu

Jeden szybki rzut oka na zdjecia Ian'a i od razu widac ze byl naziolem: https://www.allposters.com/-sp/Joy-Divi ... 60965_.htm
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15509
Rejestracja: 5 lata temu

yog 3 lata temu

Obrzydliwie tak koszulę w spodniach pod żebra nosić.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
Ryszard
Moderator globalny
Posty: 2991
Rejestracja: 5 lata temu
Lokalizacja: Forteca Trolli

Ryszard 3 lata temu

Pan Efilnikufesin pisze:
3 lata temu
Jeden szybki rzut oka na zdjecia Ian'a i od razu widac ze byl naziolem: https://www.allposters.com/-sp/Joy-Divi ... 60965_.htm
Chciałbym go zobaczyć wyzywajacego na pojedynek np punkowca Efila... ;) Pewnie na mecze chodzil z tasakiem :D
yog pisze:
3 lata temu
Obrzydliwie tak koszulę w spodniach pod żebra nosić.
Ty przecież takie same giętkie nogi misia Jogi :D
!Polacy, to murzyni europy. Black Lives Matter!
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4349
Rejestracja: 4 lata temu

pit miesiąc temu

Z biografi Genesisa P-Orridge'a:
My feeling, looking back at my brief but precious friendship with Ian Curtis is that he and I were intensely similar. We were both born in post-war, bombed-out Manchester, and we both viewed our experiences in a minute-to-minute way, seeing life as a metaphor for an ultimately fatalistic destiny. We would often express this futility in self-hatred. For failing to make people understand, failing to make them really SEE the hypocrisies and the betrayals, the pain of existential dilemmas.

Ian would usually call me late at night. Perhaps it was from Jon Savage, or perhaps someone else, but he got hold of my private telephone number and began to call me. He would call me at odd hours to talk about Throbbing Gristle, to talk about my anarchic ideas on popular music. I had, after all, named a totally new genre of electronic rock, which imbued me with some serious credibility.

Ian was a great talker on the phone, and smart. He turned out to have been an aficionado of Throbbing Gristle from as early as 1977, when he bought our first album, Second Annual Report, mail-order directly from us. Apart from any common drive to subvert and inflame popular music, we would also talk about militaria, transgressive acts, Nazis, William S. Burroughs, suicide, sociopathic tendencies, and, needless to say, depression and isolation.

When D.o.A. came out, Ian loved the track 'Weeping'. It turned out I wasn’t the only one who thought he was being used by his band. Ian felt the same way about Joy Division. We understood each other’s hopeless situation completely. We wished we were somewhere else with a group of our own, a new group.

'Weeping' remained Ian’s favorite song of mine. Sometimes he even scared me with his devotion to it. He’d play it to me over the phone and softly sing the words along with my vocal. Joy Division released 'An Ideal for Living' in June of that same year, 1978, and he gave me a signed copy. People ask me years later what Ian Curtis was like. What did he dress like? What kind of drugs did he do? What were his political views? What kind of music did he listen to?

He dressed scruffy. Pullovers. Jeans. Unremarkable.
He drank beer. Smoked a cigarette now and then.
He didn’t have any political views. Couldn’t have cared less.
We both loved Frank Sinatra.

Listen to 'Closer' sometime, really closely, and you can hear the Sinatra influence. The careful phrasing. Sinatra’s phrasing blew Ian away. One time I can distinctly remember the two of us sitting in my squat in Hackney, listening to “Laura” sung by Sinatra. It must have been the middle of the day, because I remember turning up the stereo to drown out the sound of traffic outside. Ian was staring at the jacket of the LP as if it were some holy document.

He liked Jim Morrison, too. And the Velvet Underground’s nihilism. But he liked Sinatra more.
The rest of his band was always into getting drunk in some pub somewhere. They didn’t get him. Never would. They’d tell him to have another beer and shut up.

Do you think he’d ever dare tell them he’d been listening to Frank Sinatra? There were only two people he really confided in by late 1979 and early 1980. One of them was Annik, this beautiful Belgian woman who worked for the record label Factory Benelux; he’d met her on tour, with her perfect pouty lips shaped by speaking French in that super-seductive way. He was so in love with her. He was still married to Debs, and they had a baby daughter, Natalie, too, but there was no going back.

I was the other person he confided in that fatal year. I was his father confessor, in a way. I was ten years older. It was never a matter of having some deep conversation, some tearful heart-to-heart. He wasn’t like that. In fact, I remember the silences more. Long silences. So much guilt-filled those brooding silences. His eyes lighting up when he suddenly had come to some firm conclusion deep in his mind.

Once he reached for his pack of cigarettes, then remembered I didn’t allow him to smoke in my apartment. I hated the smell. We’d been talking about the upcoming Joy Division tour of America. The conversation had dropped off earlier. But now he’d circled back.

“I’m not going,” Ian said.
“Then don’t go,” I said.

“They keep telling me I’m going to be on tour,” he said. “But I’m not going to do it.” It seemed as if a weight had been lifted. Decision made. He had a sense of invisible, relentless steamrollering behind the scenes, and this was compounded by feeling he had ended up exactly where he didn’t want to be. Feeling obliged to take part in a truly dreaded American tour. He spoke of a sense of betrayal, of being used, of claustrophobic relationships, his fear of flying, letting Deborah and Natalie down, disappointing Annik, who he truly loved, of being eaten alive by everyone and destroyed. He felt weak and trapped. Sucked dry. It was a toxic combination.

He believed that his own lack of courage had created this situation. Commercial blackmail and misplaced loyalties had destroyed the integrity of Joy Division. Matters had somehow been shabbily manipulated in such a way that, despite his cries for help, he was scheduled to fly to the U.S. on May 19, 1980.

“Shall we listen to ‘Laura’? ” I said, reaching for the Sinatra LP. He nodded his head, in a mildly better mood suddenly. “Cheer you up?”, “Laura is the face in the misty light...” Ian sang, smiling at me as I set the needle down. A few seconds of static and then that perfect, gem-like phrasing.

A few weeks went by before I heard from Ian again. It was one of those late-night phone calls. We were talking about Throbbing Gristle again, and he told me he wanted to be as irreverent, innovative, and provocative. He’d seen a small pressing of our single 'We Hate You (Little Girls)' backed with 'Five Knuckle Shuffle', which had been packaged and designed by Jean-Pierre Turmel of Sordide Sentimental. Ian loved all the artwork and the concept of a limited-edition seven-inch single.

I’d met Jean-Pierre through the mail because he’d ordered a copy of Second Annual Report and went head over heels for it. He felt it was the next step in culture, the next move. He sent me a copy of what was then a fanzine, Sordide Sentimental, and in a subsequent issue, he wrote a deeply philosophical six-page review of the LP. He sent me that, along with a translation, and I was pleased someone took us seriously: unlike most of the English music press, that, if they initially liked the record, liked it just for being “weird.”

Anyway, Jean-Pierre and I became pen-pals, and he wanted to transform his zine into a label - a label that wasn’t just releasing records, but was releasing packages that were sort of cultural anarchy, strategies to change the way people perceived things. Of course, he wanted to do the first, because we’d inspired the shift in his perceptions and his aesthetics. Then he invited LouLou Picasso to do the cover art, because he wanted to have different artists do the covers of the things he released so that he was also engendering support of the art world and showing that that, too, was in flux.

“Do you think Jean-Pierre would be interested in doing a Joy Division single, Gen?” he asked, seemingly unsure.

“I know he would, Ian. He is already a great admirer of your band.” He seemed surprisingly unsure that their music would be interesting enough. I told him I’d connect him with Jean-Pierre in Rouen. And that’s how 'Atmosphere' happened, released as a limited single by Sordide Sentimental: Joy Division’s most valuable musical artifect and, in my opinion, still their most perfect song.

Wróć do „Rock”