Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 1191
Rejestracja: 2 lata temu

Re: Deep Purple

kurz 10 mies. temu

Jako stary ramol odpowiadam; widzisz jak ten czas szybko mija..

I jako stary ramol też powiem; Child In Time, Speed King, Lazy, The Mule, Bloodsucker, Perfect Strangers forever!

Tagi:
Awatar użytkownika
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2464
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: BLACK METAL

Pan Efilnikufesin 10 mies. temu

'Throw My Bones' sluchniete.Calego albumu nie bede sprawdzac bo nie ma sensu.
Lubię plakaty o treści szatanistycznej.
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 1191
Rejestracja: 2 lata temu

kurz 9 mies. temu

Przesłuchałem właśnie Machine Head, i cofam swoje wcześniejsze słowa o „słabości” tego albumu. Z całą pewnością nie pomaga mu ‚wszechobecnoradiowy’ kawałek, wiadomo jaki. Ale jako całość broni się znakomicie po latach, kawał przykurwistej, świetnie skomponowanej i wykonanej muzy. A Lazy, to po wiadomo jakim utworze, ich najlepszy, z najfajniejszym flow numer - paluszki lizać.

Właśnie przeleciał Fireball, i to też płyta której długo nie doceniałem (tzn. lubiłem, ale nie tak bardzo jak na to zasługuje), muza tam zawarta ma w sobie pewną „dziwność”, której nie potrafiłem wyczuć, a to się tak broni po latach; znakomity album - cała druga strona to odważne poszukiwania czegoś nowego, no po prostu prawdziwa rockowa progresja, np. Fools mający w sobie orientalną delikatność, nie tracący jednakże drapieżności. Świetna muza.


Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 14474
Rejestracja: 5 lata temu

yog 3 tyg. temu

Słuchałem ostatnio troszkę dwóch pierwszych albumów Deep Purple, których może i nigdy wcześniej nie słyszałem, czyli Shades of Deep Purple i The Book of Taliesyn i zabawne to było trochę doświadczenie, że ta hard rockowa legenda wtedy grała covery w sporych ilościach, a na obu krążkach się znalazł cover The Beatles plus inne cudze kompozycje (np. Neila Diamonda). Kiedyś myślałem - może trochę przypał, że Bathory zajebało bębny w Twilight of the Gods z Child in Time, ale tak słuchając tych wczesnych Purpli to się dochodzi do wniosku, że chyba by się nie obrazili, bo sami grają sporo podjebanych motywów, choćby w coverze Tiny Turner i jej męża - jak pamiętam damskiego boksera - z Wagnera, znanego z Odysei kosmicznej Tako rzecze Zarathustra, jakiejś jeszcze klasyki w smyczkowanym Anthem, a na Shades of Deep Purple to zdecydowanie najlepszy mi się wydaje cover beatlesowego Help, który podobno sam Lenon pochwalił stwierdzając, że lepsze od ich wersji to jest (moim zdaniem zdecydowanie, bo sztos). No dobra, nie jest tam najlepszy, najlepszy to jest zamykający album niepewnej proweniencji bluesowy standard Hey Joe. Rok wcześniejsza wersja Jimiego Hendrixa przy tej purpli to trochę garażowa dziecinada. W ramach ciekawostki dodam tu, że chyba wszelkie późniejsze reedycje mają skrócony ten kawałek, w oryginale kończy się on odgłosem kroków i trzaśnięciem drzwiami.

ObrazekObrazek

Radośnie sobie tych dwóch płyt cały dzień słuchałem, więc z 5 razy przeleciała każda, ślicznie to brzmi w pierwotnym brzmieniu. Trochę to jeszcze jest takie granie typu post-beatlesowsko-rolling stonesowska psychodela, ale i słychać, że John Lord po parapetadh lata, pomylić się go raczej nie da, no i są już tu pewne elementy bardziej chaotycznego nakurwiania jakie się dwie płyty później choćby we wspomnianym Child in Time pojawi. Więc jakiś wstęp do tego tzw. Deep Purple Mark II tu już słuchać, choć to jeszcze inny zespół.

Co do The Book of chujwiekto (kto to kurwa jest Taliesyn???) jeszcze, to była to pierwsza płyta nowopowołanego do życia przez EMI labelu Harvest, w którym mieli wydawać muzę progresywną. Ich bestsellerem był oczywiście jednak nie Deep Purple, a Pink Floyd.

Ostatnia ciekawostka jeszcze, odnośnie już samego sprzętu, to się dowiedziałem w rozmowie z rodzicielem o tym co tu napisałem, skąd ten charakterystyczny pulsujący dźwięk z Hammondów się bierze, zawsze się zastanawiałem czy one jakieś rozregulowane czy co, ale chyba John Lord to by umiał je ogarnąć/stroić/cokolwiek tam się z tym robi, no i się okazuje, że tam jest po prostu wirujący głośnik w tych Hammondach i stąd takie dziwaczne wrażenie i naturalne vibrato, bo on się faktycznie, fizycznie, analogowo, kręci. Nazywa się to głośnik Leslie, jakby kto się zastanawiał.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 3836
Rejestracja: 4 lata temu

pit 3 tyg. temu

yog pisze:
3 tyg. temu
Co do The Book of chujwiekto (kto to kurwa jest Taliesyn???)
https://en.wikipedia.org/wiki/Taliesin
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 14474
Rejestracja: 5 lata temu

yog 3 tyg. temu

Dziękuję bardzo!
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 3836
Rejestracja: 4 lata temu

pit 3 tyg. temu

Nie ma za co!!
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 1191
Rejestracja: 2 lata temu

kurz 3 tyg. temu

yog pisze:
3 tyg. temu
…bluesowy standard Hey Joe. Rok wcześniejsza wersja Jimiego Hendrixa przy tej purpli to trochę garażowa dziecinada.
Kilka razy próbowałem się mierzyć z przedinrockowymi dokonaniami Purpli, i dobra to jest muza, kompozycje czuć już czymś niesmierdzacym hippisowskimi czasami, no ale lele, dopiero przyjście latającego króla szybkości i mistrza niskich dźwięków, a przede wszystkim mistrza prowadzenia rytmu i wytrzymywania szalonej galopady Blackmore’a nadało ich muzie wizjonerstwa i wyciągnęło potencjał ze wszystkich osobna i zespół jako całości. Dla mnie tylko ten skład jest jedyny i niepowtarzalny, a albumów In Rock czy Fireball, ale i Machine Head też, słucham od wielu wielu lat z niezmienną fascynacją.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 14474
Rejestracja: 5 lata temu

yog 3 tyg. temu

Ja się nie próbowałem mierzyć, po prostu wychodziłem z założenia, że nie dla mnie, a tu jednak odpaliłem, posłuchałem po parę (5-7) razy z rzędu każdą z tych trzech płyt i cyk, już mi się podoba, lubię i szanuję przedpotopowe Deep Purple z Rodem Evansem. Inna muza, zdecydowanie jeszcze osadzona w latach 60, ale też słucha się tego znakomicie, sporo w tym ich psychodelicznym bluesowaniu ukłonów w stronę muzyki klasycznej - co nie dziwi zważywszy że Lord wkrótce skomponował koncert na zespół i filharmonię, gdzie chyba Gillan debiutował. Przede wszystkim jednak kawałki są różnorodne i wpadające w ucho. Na trójeczce cover Donovana pt. Lalena super, trzeba oryginału posłuchać będzie.

Słuchając Deep Purple In Rock trochę inne klimaty już w istocie, bo tam się zastanawiasz ile jest lepszych kawałków rockowych od Child in Time, albo czy można uważać, że jak Bathory to twój ulubiony zespół, a ulubiony kawałek Bathory to przeróbka Child in Time, to kawałek Deep Purple jest lepszy od Bathory.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 1191
Rejestracja: 2 lata temu

kurz 3 tyg. temu

yog pisze:
3 tyg. temu
Ja się nie próbowałem mierzyć, po prostu wychodziłem z założenia, że nie dla mnie, a tu jednak odpaliłem, posłuchałem po parę (5-7) razy z rzędu każdą z tych trzech płyt i cyk, już mi się podoba, lubię i szanuję przedpotopowe Deep Purple z Rodem Evansem. Inna muza, zdecydowanie jeszcze osadzona w latach 60, ale też słucha się tego znakomicie, sporo w tym ich psychodelicznym bluesowaniu ukłonów w stronę muzyki klasycznej - co nie dziwi zważywszy że Lord wkrótce skomponował koncert na zespół i filharmonię, gdzie chyba Gillan debiutował. Przede wszystkim jednak kawałki są różnorodne i wpadające w ucho. Na trójeczce cover Donovana pt. Lalena super, trzeba oryginału posłuchać będzie.

Słuchając Deep Purple In Rock trochę inne klimaty już w istocie, bo tam się zastanawiasz ile jest lepszych kawałków rockowych od Child in Time, albo czy można uważać, że jak Bathory to twój ulubiony zespół, a ulubiony kawałek Bathory to przeróbka Child in Time, to kawałek Deep Purple jest lepszy od Bathory.
Uśmiech na gębie!

Wróć do „Rock”