Awatar użytkownika
Wędrowycz
Administrator
Posty: 5600
Rejestracja: 6 lata temu
Lokalizacja: Warszawa

Pearl Jam

Wędrowycz miesiąc temu

Obrazek
Za wikipedią: Pearl Jam – amerykański zespół muzyczny założony w 1990 w Seattle w stanie Waszyngton. Wraz z grupami Alice in Chains, Nirvana i Soundgarden zaliczany jest do tzw. „Wielkiej Czwórki z Seattle”

Zawsze lubiłem grunge, choć miałem po okresie nastoletnim dłuuuugą przerwę z tymi klimatami. Ostatnimi laty powracam i sobie przypominam. Pearl Jam mimo, że należy do sceny jest moim zdaniem bardziej typowo rockowym/hard rockowym przedstawicielem. Grają muzykę, którą spokojnie można i w radiu puścić. Taki Eddie natomiast to przyjemniaczek, co to lubi rozmawiać z fanami, wspiera akcje charytatywne, pomaga innym i lubi się dzielić hojnie swoją kasą z potrzebującymi. Poza tym od początku zespołu muzycy dość mocno odcinali się od używek, w tym narkotyków, więc choćby tym odbiegają od reszty milusińskich z Seattle.

Od siebie zarzucę kawałek, który cholernie mocno siadł mi ostatnimi czasy, w odsłonie z MTV Unplugged. Wystarczy zwrócić jak charyzmatycznie Eddie tu zaśpiewał - mimika, gesty...Świetna sprawa.



Dyskografia (albumy studyjne):
1991 - Ten
1993 - Vs.
1994 - Vitalogy
1996 - No Code
1998 - Yield
2000 - Binaural
2002 - Riot Act
2006 - Pearl Jam
2009 - Backspacer
2013 - Lightning Bolt
2020 - Gigaton
Odium Humani Generis

Tagi:
Awatar użytkownika
Blind
Tormentor
Posty: 1288
Rejestracja: 5 lata temu

Blind miesiąc temu

Debiut Pearl Jam znam po części dzięki matce, która to miała kasetę. Później wiadomo - dostęp do internetu itd. to człowiek trochę posłuchał i wrażenia jak najbardziej ok, choć nie wracam do tego, bo po prostu nie przepadam za grunge. Mimo to, kilka fajnych utworów się tam znalazło - chociażby Why Go. Bas na tej płycie brzmi cudownie, a Eddie... Jak to moja Dorotka skwitowała: "lubię jego głos".
Gdybym za każdy mózg, którego Belzebóbr nie ma, dostawał złotówkę, to miałbym złotówkę.
UP THE VERONICAS
KIERWA TAKE ME ON THE FLOOR TARARATA TARARARA
yog pisze:
2 mies. temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 1913
Rejestracja: 3 lata temu

kurz miesiąc temu

Jak gdzieś offtopowałem, Ten to zajebista zajebistość, uwielbiam brzmienie tego albumu, flow, przebojowość, ale najlepszy kawałek jest z następnego albumu, jak dla mnie średnio-dobrego VS, czyli Indifference. Tu moje lubienie grupy się kończy, ale i materiały znam dość wybiórczo, także jak coś jest godnego uwagi, to z chęcią się dowiem.
Awatar użytkownika
Wędrowycz
Administrator
Posty: 5600
Rejestracja: 6 lata temu
Lokalizacja: Warszawa

Wędrowycz miesiąc temu

W moim towarzystwie np. jestem jedyny który Pearl Jam lubi, a grunge to prawie każdy z mojej ekipy zna i mniej lub bardziej lubi. Tyle, że to taka user firendly kapela jest. Brakuje nieco metalowych patentów, które przewijają się u Nirvany, Soundgarden czy Alice In Chains.
Eddie, to przyjemniaczek i ma moim zdaniem naprawdę mocny głos, którym też odpowiednio operuje. Widać i słychać to na przykładzie zarzuconego wyżej przeze mnie wałka.
"Ten" to chyba najlepszy ich album. Po latach moim zdaniem broni się mocno. Pełno hitów. Mówię chyba, bo całej dyskografii nigdy nie przerobiłem.
Odium Humani Generis
Awatar użytkownika
dj zakrystian
Tormentor
Posty: 1832
Rejestracja: 5 lata temu

dj zakrystian miesiąc temu

Debiut wybitny z Alive, Even Flow i Jeremy. Vs i Vitalogy, bardzo dobre. Potem to już zwyczajny rock alternatywny, ale zagrany ciekawie z polotem. Jak wspomniano, Pearl Jam był najmniej grunge z wielkiej czwórki.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Awatar użytkownika
TheAbhorrent
Master Of Puppets
Posty: 166
Rejestracja: rok temu

TheAbhorrent miesiąc temu

dj zakrystian pisze:
miesiąc temu
Pearl Jam był najmniej grunge z wielkiej czwórki.
Może to trochę niesmaczny żart, ale może dlatego jeszcze żyją :p

W 90s słuchałem ich dosyć dużo i w grunge zawsze najbardziej ich lubiłem. Nirvana była dla mnie zbyt skupiona na strzale Kurta, klimat był taki, jakby koleś był mesjaszem umarłym za nasze grzechy, a cała muzyka była przez to w tle. AIC i Soundgarden mieli jak dla mnie za dużo nawiązań do klasyki, którą wtedy poznawałem z przegrywanych kaset. Po co zatem słuchać ich, jak można liderów, a nie naśladowców? Nie lubiłem nigdy tych mniej znanych, Stone Temple Pilots, Melvins itd. Z grungu najlepiej jeszcze Mother Love Bone, czyli też ważne korzenie PJ, ale nie o nich.

Pearl Jam byli po prostu fajni. Sprawiali wrażenie fajnych, mądrych gości w odróżnieniu od całej masy rockowych kretynów, których było pełno w Bravo obok Take That i innych N'Synch. Ich legendarna niechęć do MTV, potyczki z Ticketmasterem, o których krążyły mity... No Code z pierdyliardem okładek i bez nazwy zespołu na niej, promocji. Oni sami w 90s byli dość tajemniczy, w czasach bez neta tak to działało. Jak kupiłem za rodziców hajs kasetę Yield to nie wiedziałem, który na fotkach to Irons xD Zresztą Mike wtedy jakoś fatalnie wyszedł na tej sesji.

Co do muzyki to Ten jest wspaniałym dziełem, ale szybko mi się przejadł. Jeszcze szybciej VS, czy tam 5 vs 1. Najciekawiej tam się zaczęło robić od Vitalogy, bo też mam wrażenie, że wtedy nabrali swojej prawdziwej tożsamości. I to wydanie! Najgrubsza książeczka dodana do kasety jaką widziałem. Kurwa, normalnie książka, nie książeczka. Brudne brzmienie i mocno emocjonalne nuty. Podobała mi się ich płyta z Nielem Youngiem, a No Code i Yield zafascynowały. Binaural też podążało tą drogą. Potem coś tam się zadziało, czego nie kumałem. Emocji jakby mniej, mimo Roskilde. Eddie jakiś wkurwiony, łysa pała, biceps jak klata Gosarda. Zone zdradził, ruchał na boku i nagle stał się tym, kim w 90s gardził. Z kolei muzyka totalnie Edo-centryczna. Niby bardziej drapieżna, a brzmienie jakieś miałkie, bez pazura. Nie lubię Riot Act. Avocado - selftitle miało fajniejsze piosenki, ale też odbiłem się od niej. A może klimatu na to nie miałem?

Trzy ostatnie to jednak mój powrót i ponowne zainteresowanie tematem. Backspacer, krótki album z krótkimi piosenkami, nawiązujący trochę do korzeni punkowych. Taki restart dla zespołu. Fajna, energiczna płyta. Kolejny, Lightning Bolt miał fajne momenty, a Gigaton łykam już od a do z. Wróciły tu emocje że starszych płyt, jest trochę pozytywnych nowości.

Sorry za chaotyczny wywód pisany na telefonie, PJ ogólnie cenię i chetnie będę śledził temat.

Dla kontrastu, jako smertf maruda, napisze, że wkurwiają mnie fani PJ. Tacy oddani, zrzezeni w jakichś Touring Poles i takie tam. Ogólnie to max obłudna ekipa. Niby taka anty i wyluzowana (txt do Corduroy dla przykładu), ale fanatyzm w kierunku muzyków. Niby taka ekologiczna, ale ich ślad węglowy w wyniku podróży na koncerty jest gigantyczny. Dla mnie to ekipa, która jest przykładem, że można wielbić artystę i jego twórczość, ale nic z niej nie rozumieć. Nie wnikam na ile sam zespół jest obłudy, ale Edowi wytknięto nie raz, że płacze nad lodowcami, a zapierdala prywatnym odrzutowcem.
Ostatnio zmieniony 15 sie 2022, 21:47 przez TheAbhorrent, łącznie zmieniany 2 razy.
Nie cierpię pisać postów.
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 3217
Rejestracja: 6 lata temu

DiabelskiDom miesiąc temu

Nienawidzę tej kapeli, jak gdzieś leci Jeremy czy Even Flow, to mnie trzęsie. Zresztą ja ogólnie nie przepadam za grunge, jedynie bardziej metalowa wersja tego stylu, czyli Alice in Chains do mnie trafia. Soundgardeny, Nirvany itp nie podobają mi się, ale żadna nie działa mi na nerwy tak jak zespół Veddera.
Panzer Division Nightwish

Wróć do „Rock”