deathwhore
Tormentor
Posty: 3328
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej

deathwhore 6 mies. temu

A wrzuciłem sobie VIle Nilotic Rites i bardzo mi się ten album podoba. Zatrzymałem się na Ithyphallic i nie jestem pewien czy następnych w ogóle słuchałem, a to naprawdę sympatyczna.
Nebiros pisze:
11 mies. temu
A w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian

Tagi:
Awatar użytkownika
Wędrowycz
Administrator
Posty: 4732
Rejestracja: 4 lata temu
Lokalizacja: Warszawa

Wędrowycz 3 mies. temu

Przypominam sobie też Nile, bo choć jako młodziak uwielbiałem ten zespół, to potem miałem długą przerwę co to może parę razy ich posłuchałem przez dobre 10 lat jakoś. Kurła jakie to jest dobrrrre, że aż głosem FoodEmperora bym to chciał podkreślić.

Debiut i "Black Seeds Of Vengeance" pięknie miażdżą, ale jednak "In Their Darkened Shrines" to dla mnie ich opus magnum. Tu mamy zarówno ciężar, brutalność i szaleństwo, mamy klimatyczne wstawki, chórki, bajerki, mamy techniczne riffy, są kanonady blastów i ultra szybkie tremola, a za chwilę jebane walce w zwolnieniach. Wokale urozmaicone, bo zdaje się też panowie wszyscy trzej drą papę, a do tego dwóch innych gościnnie ich wspomaga.

Ogólnie okres 2002-2005 to była moja fascynacja zespołem i sprawdzanie Nile zakończyłem na "Annihilation Of The Wicked", który pamiętam że choć dobry, to jednak był dla mnie zawodem. Teraz będę miał szansę obadać co tam dalej Karl i spółka stworzyli.

Zawsze też podziwiałem w kapeli, że od samego początku był tu pomysł na koncept, ambitne teksty, a do tego naprawdę wysoki poziom kompozytorski, umiejętności techniczne i to co w death metalu dość ważne - umiejętne i zastosowane w odpowiednich proporcjach brutalność i technika, a do tego szczypta klimatowania, która bardzo ubarwia muzykę Chłamerykanów.

"In Their Darkened Shrines" robi mi naprawdę bardzo dobrze i czas po latach dodać ten album do swojej stosunkowo już obszernej listy materiałów 10/10, bo zdecydowanie na to zasługuje.
Odium Humani Generis
Awatar użytkownika
metzgerpat
Posty: 21
Rejestracja: 3 lata temu

metzgerpat miesiąc temu

Nile od samego początku zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dokładnie jakoś w 2003 roku po usłyszeniu ich po raz pierwszy. Rozłożyli mnie totalnie i do tej pory jest to jeden z moich topowych zespołów. "In their Darkened Shrines" uważam za najlepsze dzieło, chociaż inne też niewiele ustępują. Najnowsze "Vile Nilotic Rites" też jest fantastyczną płytą. Po odejściu Dallasa miałem pewne obawy, jednak Brian Kingsland wpasował się idealnie - jego numery miażdżą, a taki Oxford to jest totalny strzał w ryj hehe. Nile wprowadziło trochę młodszej i świeższej krwi co uważam za dobry prognostyk. Zobaczymy jakie będą następne płyty ale jestem dobrej myśli. A Panowie tworzą też już nowe pomysły o czym mówili też na videoczacie z fanami.
Awatar użytkownika
Astral
Master Of Reality
Posty: 297
Rejestracja: 2 lata temu

Astral miesiąc temu

Ten nowy album też mi mocno przypasował. Obawiałem się o brak Dallasa, że odbije się negatywnie na reszcie zespołu, ale nie. Vile Nilotic Rise jest świetny, mocno bezpośredni i intensywny. Może to dlatego, że słychać na niej echa mocarnego Annihilation of the Wicked. Fajnie, że ta witalność nadal w Nile jest.
Awatar użytkownika
Czit
Moderator globalny
Posty: 836
Rejestracja: 3 lata temu

Czit miesiąc temu

Astral pisze:
miesiąc temu
Może to dlatego, że słychać na niej echa mocarnego Annihilation of the Wicked.
Oooo to to. Też mi tak jakoś tą płytę ostatnia przypominała co jest na plus.
yog pisze:
rok temu
Uważanie Seasons in the Abyss za lepszą od South of Heaven istotnie nie da się wytłumaczyć inaczej, niż kindermetalstwem ;)
Gesundrian
Posty: 19
Rejestracja: 2 mies. temu

Gesundrian miesiąc temu

Mój ulubiony Nile to Black Seeds. Ta płyta posiada niesamowity klimat, podkreślony przez brzmienie, chociaż jak dla mnie najmniej egipski z całej dyskografii, bo ja najbardziej wyczuwam tu Sumer i Babilon. Każdy utwór jest dopracowany i kipi pomysłami więc cięzko wskazać faworyta, ale jeśli już byłbym do tego zmuszony to typowałbym To Dream of Ur. Końcówka tego kawałka jest na prawdę genialna. Debiut i trójka to dla mnie też 10/10. Po Annihilation Nile powoli zaczyna tracić swoją starożytną duszę, stając się świetnym zespołem tech death metalowym, jednak nie tak unikatowym jak do 2005 roku. Those Whom the Gods Detest to znów powrót do formy sprzed lat, na tym albumie strasznie podobają mi się genialne ślizgi na gryfie w miażdżących zwolnieniach, dla przykładu w środku Kafir. Słucham Nile nieprzerwanie odkąd ich odkryłem, czyli gdzieś w okolicach 2010 roku, jak dla mnie to zespół bez słabej płyty i absolutnie top 3 ulubionych kapel wszechczasów :)

Wróć do „Death Metal”