Pronciszek
Posty: 3
Rejestracja: 7 mies. temu

Rites of Daath

Pronciszek 7 mies. temu

Obrazek

Obrazek

Rites of Daath to krakowski zespół wykonujący smolisty death/doom metal. Powstał w 2017 na gruzach Cemetery Whore. Na koncie posiada EP "Hexing Graves", wydaną przez Godz ov War Productions. W 2020 (również pod szyldem GoW) ukaże się debiutancki album "Doom Spirit Emanation". Tutaj mały przedsmak:



Skład:
TP - Bass, Vocals (2017-present) Extinkt, Traktor, ex-Fortress, ex-Cemetery Whore, ex-Terrordome, ex-Whorehouse (live), ex-Świniopas (live)
DC - Drums (2017-present) Sverblôd, ex-Cemetery Whore
MS - Guitars (2017-present) Postmortal, Schaderian, ex-Cemetery Whore
KP - Guitars (2017-present) Postmortal, ex-Cemetery Whore

Dyskografia:
2017 - Hexing Graves [EP]
2020 - Doom Spirit Emanation



MA: https://www.metal-archives.com/bands/Ri ... 3540432024
BC: https://ritesofdaath.bandcamp.com/music

Tagi:
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 12788
Rejestracja: 4 lata temu

yog 7 mies. temu

Przeniosłem do death metalu, bo Hails! to dział raczej dla radosnych projekcików, a nie poważnego grania ;)
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Pronciszek
Posty: 3
Rejestracja: 7 mies. temu

Pronciszek 5 mies. temu

Premiera 6/07/2020 w Godz Ov War

Obrazek
Pronciszek
Posty: 3
Rejestracja: 7 mies. temu

Pronciszek 5 mies. temu

Za sprawą Chaos Vault można już posłuchać całości

http://chaosvault.com/newsy/przedpremie ... -of-daath/
Awatar użytkownika
TITELITURY
Tormentor
Posty: 2996
Rejestracja: 4 lata temu
Lokalizacja: Chmurokukułczyn

TITELITURY 4 mies. temu

Większość polskiego metalu spuściłbym Wisłą razem z gównem. W sumie zostałby tylko NSBM i parę tuzów z rodzaju Infernal War, Witchmaster, czy Azarath. Parafrazując Chrisa Rocka, który w jednym ze stand - upów mówił, że "trudno jest bronić rapu", jako przykład podając jakąś obrzydliwą, czarną małpę gadającą do mikrofonu "to the window, to the walls, to the sweat drop down my balls, to all you bitches, crawl", równie trudno jest bronić polskiego metalu. Większość tych niedojd nie potrafi grać, albo gra jakby nie potrafiło grać, albo po prostu nie chce grać, ale lubi satanistyczne rysunki i odwrócone krzyże, a może też liczy na zaliczenie brudnych metalówek, doskonale zdając sobie sprawę, że mediana polskiego metalowca, to niedorozwój umysłowy ze światopoglądem kształtowanym przez metalowe piosenki i słuchającym nie tego, co mu się podoba, lecz tego, czego "wypada" słuchać, żeby w subkulturze ceniącej ponoć indywidualizm mieć kolegów. Te wszystkie Nekkrofukki, sruki, Czorty, wasi ulubieni nudziarze grający w kółko to samo przez godzinę i więcej pod szyldem Coulthes Des Ghoules, nie wspominając już o modnych od niedawna pedałach parających się awangardą równie upośledzoną, jak ich pojmowanie sztuki. Wszystko gówno do spuszczenia Wisłą.

I w tym zalewie całego chłamu, nagle pojawia się takie Rites of Daath, zespół wcześniej mi nieznany może dlatego, że nie mam czasu na wyszukiwanie zespołów tak podziemnych, albo po prostu z braku promocji. Teraz jednak GoV o promocję zadbał, więc krakowska ekipa dotarła do moich uszu, za co jestem losowi ogromnie wdzięczny. Bo Rites of Daath to jest właśnie taki death metal, do określenia którego użyłbym epitetów, których Wy, Kochane Metale, używacie przy opisywaniu prawie każdej płyty - "obskurny", "piwniczny", "zatęchły", itd., itp. Od razu nasunęły mi się skojarzenia ze Shroud of the Heretic, Irkallian Oracle, czy Lie in Ruins, a nawet Mitochondrion. Tempa raczej jednostajne, piłujące gitary, dysonanse, no i zwolnienia do doomowych klimatów, zostały tak złożone w całość, że już od pierwszych dźwięków przyspieszyło mi tętno. I ten histeryczny, drugi wokal dodany w tle. Zaskoczenie było tak ogromne ( oczywiście włączałem muzykę z założeniem, że będzie to kolejne gówno do spuszczenia w Wiśle), że niczym ten murzyn w kawale o kaszance, co to wpierdolił z rozpędu własną rękę do łokcia, bo tak mu zasmakowała, z rozpędu przesłuchałem materiał dwukrotnie, za każdym razem czerpiąc z tego odsłuchu więcej przyjemności. Dodatkowym atutem i zachętą do poznania tej płyty, niech będą słowa mojej lepszej połówki, która słysząc piszczącą w tle gitarę, stwierdziła że "jest to muzyka celebrująca ból i negatywne emocje". No, nie do końca tak powiedziała, ale tyle wynikało z jej słów. Absolutny majstersztyk death, nie life metalu. I jeśli czytają to muzycy stojący za tym zespołem, a pewnie czytają, to chciałbym im za ten krążek podziękować i mam nadzieję, że zagrają kiedyś chociaż w Poznaniu, żebym nie musiał telepać się przez całą Polskę w celu zobaczenia ich na żywo.
Dum bibo piwo, stat mihi kolano krzywo.
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 3716
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz 4 mies. temu

Gdyby kolega wyżej zaczął więcej słuchać death metalu a nie tylko black metalu i to jeszcze tego, którego jest jedynym fanem na świecie nie potrzebny byłby elaborat do tej płyty, która jest po prostu dobra ale do spustów Penetroniusza to baaaardzo długa droga. Też posłuchałem nawet w całości kilka razy ale za każdym razem łapałem się, że zaczynało mnie nudzić. Zaczynało mnie nudzić, kiedy zaczynały się momenty grania dla komplikowania. Generalnie doomy w dużej mierze nie są wolne od próby zanudzenia słuchacza na śmierć, tu mamy jeszcze death metal, który jest najjaśniejszym elementem. I chwała za to, że to tylko 38 min grania bo w zupełności wystarczy a gdyby nawet usunąć te granie bez celu, dysonanse i zbędne dźwięki to ładnie by zeszło do rasowych 30 min. Jako fan death metalu tę część płyty uznaję za bardzo udaną, momenty doomowe zdzierżę kiedy grają prosto i klasycznie, instrumentarium bez zarzutu, wokale także. Jak pisałem na samym początku po prostu dobra płyta, która raczej pozostanie w kategorii obojętność dla większości fanów.
GRINDCORE FOR LIFE
Awatar użytkownika
TITELITURY
Tormentor
Posty: 2996
Rejestracja: 4 lata temu
Lokalizacja: Chmurokukułczyn

TITELITURY 4 mies. temu

A ty myślisz, że ja death metalu nie słucham? Słucham i dlatego wiem, że większość jest chuja warta. Ale żeby być sprawiedliwym, Blacku też. ;)
Dum bibo piwo, stat mihi kolano krzywo.
deathwhore
Tormentor
Posty: 3372
Rejestracja: 4 lata temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej

deathwhore 4 mies. temu

Płyta bardzo fajna, niektóre rozwiązania robią wrażenie. Ogólnie chyba wolałem, gdy grali bardziej tradycyjnie, niż współcześnie. Natomiast to co mnie dziwi, to zachwyt kolegi ze Szczecina, bo płytę przecież można spokojne postawić w jednym rzędzie z tymi o których raczył twierdzić, że to nowomodne granie bez riffów. Może wystarczyło uważnie posłuchać też innych zespołów, a nie po prostu się zniechęcać?
Nebiros pisze:
rok temu
A w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
Awatar użytkownika
TITELITURY
Tormentor
Posty: 2996
Rejestracja: 4 lata temu
Lokalizacja: Chmurokukułczyn

TITELITURY 4 mies. temu

Z którymi? O ile pamiętam, o granie bez riffów przyjebałem się tutaj tylko do Alezepsuo. Ale pewnie to luki w pamięci. Ale, ale, może chodzi o Antidiluvian i pochodne, których rzeczywiście nie znoszę? Jeśli tak, to chyba słyszę riffy tam gdzie ich nie ma, bo moim zdaniem RA jest zupełnie innym graniem... właśnie przez riffy.
Dum bibo piwo, stat mihi kolano krzywo.
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 2439
Rejestracja: 4 lata temu

DiabelskiDom 3 mies. temu

Ja natomiast jako jeden z nielicznych nie podzielam zachwytów nad najnowszym albumem. Dzisiaj dałem szansę po raz chyba trzeci lub czwarty od premiery i w ogóle mnie to nie chwyta. Problem tego materiału nie polega na tym, że jest on chujowy, tylko na tym, że jest strasznie zwyczajny. Ot, dobrze wyprodukowany, umiejętnie zagrany i wykrzyczany death/doom, ale kiedy się kończy, to człowiek bardzo szybko zapomina, że to leciało. Płyta do posłuchania, pokiwania głową i zapomnienia. "Obskurności", "piwniczności" i "zatęchłości" zbyt wiele tu nie ma a wręcz powiedziałbym, że ten death/doom jest dosyć przestrzenny i płynący.
Panzer Division Nightwish
Deathhammer
Master Of Puppets
Posty: 124
Rejestracja: 2 lata temu

Deathhammer 3 mies. temu

"Ci, którzy przeżyli, prawdopodobnie rzekną, że spektakularnie zaczęło być dopiero w trzecim rozdziale tego spektaklu, aktorzy grali w nieco jednowymiarowy sposób, a zakończenie pozostawiło pewne niedopowiedzenia, jednak w ostatecznym rozrachunku było na co popatrzeć"

Pełna recenzja: RITES OF DAATH - Doom Spirit Emanation
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 12788
Rejestracja: 4 lata temu

yog 2 mies. temu

Słucham sobie takiego składaka Solitude Vaults: 13 Years of Doom i go zaczyna taka kapela Postmortal, jak się okazuje z Polski, złożona z członków Rites of Daath między innymi. Może kogo zainteresuje, funeral doom grają (czy też grali). Nic wybitnego, ale na poziomie, choć nieco przynudza.
Destroy their modern metal and bang your fucking head

Wróć do „Death Metal”