Pisał to Szubrycht, i że Katatonia na TD brzmi jak Oasis
Majaczy mi się, że w Mystiku Mikuła, Szubrycht wtedy raczej w TEA pisywał, ale to mało istotne, gorzej, że, kurwa, już nie mam tych 15 lat...Lis pisze:Pisał to Szubrycht, i że Katatonia na TD brzmi jak Oasis![]()
W sumie ciężko się do gotyku ustosunkować, bo nie wiadomo, czy chodzi o klasykę takiego grania, tragiczne teatry, cycki na pierwszym planie czy szeroko rozumianą pedalską płaczliwość. DO była okrzyknięta jako "gotyk", bo wyszła w czasach, kiedy prawie wszystko musiało być czarne albo białe, znaczy się gotyckie, i łatka przylgnęła.darnoksss pisze: Lubię bardzo wszystko do The night is new day włącznie. Nowe płyty mnie totalnie nie interesują bo za dużo w nich gotyku
Mam podobnie... ale tylko z " Dance of December Souls"!brzask pisze: 2 lata temu Ja się przyznam, że mam tylko na półce Dance of December Souls i Brave Murder Day ale one w zupełności mi wystarczają jeśli mam na nich ochotę. Później, stopniowo lecą w dół ...a aktualnie to wręcz smęcą.
Dzieciaki grały dla starych kucy, a jako stare dziady grają dla dzieciaków. Niezłe. Ex-pierdziawy ulubiony kapel, ale miała 24 jak dalej się jarała kałdunem piwnym Jonasza. Byłem w 2016 na koncercie, jak promowali Fall of Hearts. Dużo małoletnich gotek ze zmarszczkami i przepoconych nerdów ok 30-40.yog pisze: 2 lata temu Można sobie lubić ich plumkanie, ale do czasów, kiedy darli japę, to startu nie ma.
PS. W 2003 roku to 12-letnie gimnazjalistki chodziły w koszulkach Viva Emptiness, a nie Dance of December Souls.
TIAMAT TIAMAT TIAMAT !!!dj zakrystian pisze:Ja bym raczej coś z Depeszy wybrał na spotkanka.
#molestowanieblindaLubię całą "Brave Murder Day", trzeci kawałek to jest taki emocjonalny przechuj, że słucham bardzo rzadko, bo mi najzwyczajniej w świecie ciężko. Tekst mi pewną osobę przypomina... Nieważne. Potem to lubię pojedyncze utwory: I Break, My Twin, July. Przyjemne granie.
A to tylko niektóre z plusów tej genialnej płyty. Dobrze napisane katatonie!kataton88 pisze: rok temu Dziś sobie do porannego piwka (no co, rzuciłem kawę) zapuściłem "DO"...
Jak ja, kurwa, nienawidzę tej płyty. Nudne to, monotonne, kulawe wokale (nagrałby to od nowa, jak się wreszcie nauczył śpiewać), liryki pisane na kolanie (zamiast tych way-way w każdym kawałku powinno być gay-gay), jak już są próby jakichś ehmm, ambitniejszych kompozycji, to jest to nieporadne jak w zamykaczu.
Tak że omijać szerokim łukiem, chyba że lekarz wam zalecił ograniczenie kofeiny.
Też tak miałem. Ale to jedna z rzeczy, którą zwyczajnie zakato(nio)wałem. Teraz rzadko wracam. I nie wtedy, gdy szukam "beznadziejnych" opcji.Thorgal pisze: rok temu W epoce zatraciłem się w słuchaniu Brave Murder Day. Był taki czas, że łaziłem z walkmanem i tylko przerzucałem kaseciaka ze strony na stronę. Dla mnie prawdziwa beznadzieja to właśnie tam.
Teraz myślę, że to obok "nerve" najsłabszy kawałek. I najbardziej "optymistyczny", jeśli godzi się użyć takiego słowa (jeśli "i break" jest najbardziej pozytywny, to uroczo się zapowiada cały / cała c.d.). Ale to ogólnie chyba jedyna płyta w dysko, której nie potrafię słuchać inaczej niż w całości.Zsamot pisze: rok temu Od pierwszego kawałka, który znam totalnie, bo był umieszczony na jednej z pierwszych składanek Mystic Art, po kolejne, które tylko potęgują poczucie apatii, beznadziei, a zarazem jednak... wiary w coś, może zmianę.
Ciebie do jeziora i "saw you drown", a potem "we must bury you"
Jeden z pierwszych albumów, który kupiłem na winylu jak się już dorobiłem gramofonu ale faktycznie, obecnie nieczęsto się kręci.kataton88 pisze: rok temuTeż tak miałem. Ale to jedna z rzeczy, którą zwyczajnie zakato(nio)wałem. Teraz rzadko wracam. I nie wtedy, gdy szukam "beznadziejnych" opcji.Thorgal pisze: rok temu W epoce zatraciłem się w słuchaniu Brave Murder Day. Był taki czas, że łaziłem z walkmanem i tylko przerzucałem kaseciaka ze strony na stronę. Dla mnie prawdziwa beznadzieja to właśnie tam.
Okrutnik! Nie no, jak takie Deadhouse nie jest mistrzowskim, klimatycznym numerem, to co nim jest? Jedna z bardziej depresyjnych płyt okołometalowych, bo to w zasadzie mało metalowe granie i może tu tkwi problem? Ale od kiwania nóżką i tupania główką, to są inne kapele.DiabelskiDom pisze: rok temu Ja też jestem zdania, że to słaby album. Z rok czy dwa temu odświeżałem stare Katatonie i generalnie poza debiutem to coraz bardziej idź pan w chuj. A ta, o której piszecie to już w ogóle lol, jak można zajść w tak nijakie, rozmemłane klimaty i żeby ktoś to uznał za czołówkę dokonań. Dla mnie niepojęte.
Katatonia tylko debiut i może odrobinę druga płyta. Cała reszta do wora i wór do jeziora, pan mówi poważnie? No a co?
Nie, nie jest wadą, Inie, nie ma sensu.Zsamot pisze: rok temu Tylko czy sam zarzuto "niemetalowość" muzyki może być tu wadą? Bo jak dla mnie nie. Pomijam, że samo pojęcie jest szerokie, że nie ma sensu tego szablonu "metal" przystawiać.
Bo to najlepsze lata były!Zsamot pisze: rok temu Zrestą jakoś ostatnio znów wykonałem w guście słuchanej muzyki ostry skręt na te lata. I dobrze mi tam... Edge of Sanity, Lake of Tears, Tiamat, Anathema,... Nie ma teraz takich kapel. I bynajmniej nie smęcę, mam te płyty i jest zajebiście.
Zgadza się. Są bardziej depresyjne rzeczy w klimatach funeral, ale to takie smucenie dla smucenia.dj zakrystian pisze: rok temu Jedna z bardziej depresyjnych płyt okołometalowych, bo to w zasadzie mało metalowe granie i może tu tkwi problem? Ale od kiwania nóżką i tupania główką, to są inne kapele.