Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 4275
Rejestracja: 7 lata temu

Re: Tiamat

DiabelskiDom 3 mies. temu

Wydawało mi się, że powyższa wypowiedź jest jasna. Tam nie ma nic niezrozumiałego, mam wrażenie, jak również nie ma nic o tym, że nie interesuje mnie, czy będzie grać lepiej czy gorzej, gdy ją kupię. Jednak ponieważ jestem uczynny i skory do pomocy, to wyciągnę samo sedno zagadnienia, o które pytasz:
DiabelskiDom pisze:
3 mies. temu
Jak kupuję płytę, to ona ma grać i wyglądać, z poprawką oczywiście na jej wiek bądź rzadkość. No i priorytetowe jest uwielbienie danego wydawnictwa. Jeśli z czasem zauważę, że jakość się pogorszyła od eksploatacji to trudno, nie wyrzucę jak śmiecia
Mam nadzieję, że pomogłem.
Panzer Division Nightwish

Tagi:
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 17640
Rejestracja: 7 lata temu

yog 3 mies. temu

Jeśli masz poprawkę na to, jak płyta ma grać ze względu na wiek, to chyba nie słyszałeś starych płyt w porządnym stanie. To jest where prawdziwe winylarstwo is at. Jak dla mnie, to ważne jest, jak i czy płyta będzie grała po tym, jak jej posłucham 30 razy, ale może to taki snobizm?

Edit: Żeby nie było tylko offtopa, to napiszę parę słów z shouta wyjętych, jak @Pioniere stwierdził, że woli Treblinkę od deathowego Tiamatu, ale i Wildhoney woli, co @brzask skomentował, że nie ma w nim romantyka.

Mi się wydaje, że najwięcej romantyzmu jest w A Deeper Kind of Slumber, taki jest ten album jak ciepły uścisk ukochanej w bezsenną noc, a poza tym, to też chyba wolę Treblinkę od Tiamatów 1-3, gdzie jest z 4-5 hitów, ale tak całościowo, to jednak sporo tam kwadratury i przynudzania. Od Wildhoney zaczyna się ten najlepszy, kwasowo-progresywny Tiamat i ta działalność trwa dość długo, bo do Amanethes sprzed 16 czy 17 lat. Ostatnia płyta mi się nie podobała, jak wyszła i chyba nigdy do niej nie wróciłem. Może kiedyś jeszcze się i do niej przekonam. Pewnie większość z tych rzeczy już tu pisałem, ale może kogoś zachęci do kłótni.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 4275
Rejestracja: 7 lata temu

DiabelskiDom 3 mies. temu

Dalej nie rozumiem po co to wypracowanie z sugerowaniem co kto słyszał, bądź nie, skoro z zacytowanego z samego siebie fragmenu jasno wynika moje stanowisko. Ale to może ten nieistniejący snobizm ;)

Co do Tiamatu, ja się mogę zawsze pokłócić, zwłaszcza, jeśli ktoś pierdoli farmazony i wywyższa tani romantyzm, nad granie konkretu :) Clouds wyrywa się z kwadratowego grania z płyt 1-2 ale już przymierza się, ustawia powoli w kierunku klimatoszenia i pinkflojdowego gotykowania z Wildhoney. Które oczywiście jest dobrą płytą, ale właśnie jeśli mówić o niej w kontekście pierwszej jej połowy. Następny w kolejności album zaś, to już smętne gotycko-rockowanie, które jeśli ktoś lubi sobie dopowiadać romantyczne historyjki i tulić szmaciane laleczki w zapłakane noce to pewnie i sztos, ale ja jednak wolę te motoryczny, przebojowy death/doom metal z Chmurek. Co kto lubi, ja nie bronię.
Panzer Division Nightwish
Awatar użytkownika
brzask
Tormentor
Posty: 1794
Rejestracja: 2 lata temu
Lokalizacja: Kalisz

brzask 3 mies. temu

yog pisze:
3 mies. temu
Mi się wydaje, że najwięcej romantyzmu jest w A Deeper Kind of Slumber,
Tak, wybitna to płyta. A przyznam się Wam, że dojrzewałem do niej powoli bo jak na początku pożyczyłem od kumpla to nie zrobiła na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia (na 17-latku dokładnie)..., co więcej, stwierdziłem że to jakieś takie za delikatne, no bo gdzie się podziały te momenty z growlem itd.. To był ten sam okres kiedy posłuchałem np też In The Woods Heart of the Ages - i tu podobnie było. Ale z każdym rokiem te płyty stawały się dla mnie lepsze odsłaniając wszystkie swe smaczki... i w którymś momencie uzyskały status kultowych !:) By była jasność - to nie tak że człowiek słuchał do bólu po 15x z rzędu tylko po to, by się spodobały. Nie, te płyty leżały sobie i czekały po prostu na lepszy moment/czas.
There's something growing in the trees__Through time war prevails_____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me
________Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd..
____Face the consequence alone
____With honour - valour - pride
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 17640
Rejestracja: 7 lata temu

yog 3 mies. temu

Clouds to cios, jak się ma kilkanaście lat i się przeżywa pierwszą poważniejszą miłość. Potem się z takiego grania wyrasta, bądź nie. Z wiekiem, Clouds staje się coraz bardziej wczorajszy, a A Deeper Kind of Slumber - coraz bardziej dzisiejszy.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 4275
Rejestracja: 7 lata temu

DiabelskiDom 3 mies. temu

No właśnie jak miałem kilkanaście lat, to Clouds było takie se. Dopiero te jakieś dwa lata temu posłuchałem na nowo (jak i wszystkich) i doznałem olśnienia.
Panzer Division Nightwish
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 17640
Rejestracja: 7 lata temu

yog 3 mies. temu

W takim razie gratuluję pierwszej poważniejszej miłości! <zdejmuje kapelusz i kłania się wymachując nim zamaszyście>
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 3245
Rejestracja: 5 lata temu

kurz 3 mies. temu

Tiamat najlepszy Wildhoney.

Co do winyli, wklejka z netu:
Czy płyta niszczy się od częstego odtwarzania?

Smutny fakt jest taki, że każde odsłuchanie winylowego krążka przyczynia się do jego zużycia. Nie oznacza to oczywiście, że płyty powinno się tylko trzymać na półce i sięgać po nie od wielkiego święta, bo przecież służą one właśnie do słuchania muzyki. Niemniej trzeba pamiętać o tym, że winyle się starzeją. Utratę początkowej jakości dźwięku odczuwa się średnio po około 500-1000 odsłuchań. Liczba ta zależy zarówno od jakości wykonania samej płyty, jak i klasy używanego do odtwarzania dźwięku sprzętu, poza tym nie jest to od razu taki spadek, że płyta kompletnie do niczego się nie nadaje.
Wychodzi na to, że kolejne 2 czy 40 odtworzeń nie ma ogromnego znaczenia. Czyli w kontekście dalszych przesłuchań NM czy VG różni się nieznacznie. Różnica jest tylko w wartości początkowej, która pozostaje prawie taką samą po danych dwóch lub czterdziestu odsłuchach. Dalej czy VG jest ze względu na powiedzmy słaba jakość części i bardzo dobra reszty, czy cały LP jest równo podniszczony. Poza tym kwestia sprawdzonych sprzedawców, mam niemiecki sklep, sprzedający w 80% japonskie wydania glownie jazz i rock, nie zawiodłem się na nich nigdy, a kupuje praktycznie VG+ bo wiem, że jakość tych wydań z lat 60-ych do 80-ych wyprzedza większość nowek z obecnych reedycji o dwie długości. Nie zależy mi na FP, wystarczy mi winyl z epoki, bo to gwarantuje jakość nagrania.

Co do metalu, podam przykład; na alegroszu kupiłem kill em all za grosze, jakieś dwie dychy, z opisem że płyta jest w fatalnym stanie, brudna, zakurzona, ze strychu, od wujka z wojska lub dziadka marynarza handlującego dżinsami. Gościu jej chyba nie słuchał, bo po porządnym umyciu winyl gra jak satan przykazuje.

Ale, żeby nie było tak pięknie kupiłem od francuza bodajże Mingusa NM. Jakbym smażył porządną polską białą kiełbasę na ukraińskim oleju. Chujnia jednym słowem.

Zatem omijać Francuzów, brać od Niemców, bo blisko i nie kłamią, raczej niedowartościowują. Jeżeli japońskie wydania za drogie, to niemieckie, holenderskie, amerykańskie.

Reasumując wolę VG z epoki od dobrego sprzedawcy niż M z dzisiaj.
Awatar użytkownika
Zsamot
Tormentor
Posty: 3900
Rejestracja: 7 lata temu
Lokalizacja: Gniezno

Zsamot 3 mies. temu

yog pisze:
3 mies. temu
Clouds to cios, jak się ma kilkanaście lat i się przeżywa pierwszą poważniejszą miłość. Potem się z takiego grania wyrasta, bądź nie. Z wiekiem, Clouds staje się coraz bardziej wczorajszy, a A Deeper Kind of Slumber - coraz bardziej dzisiejszy.
Nie, ja nie wyrastam, a muszę przyznać, że Clouds i Deeper poznałem na bieżąco. Całkowicie inne obszary muzyczne. Deeper tak naprawdę polubiłem z 14 lat temu. Łatwo mi pamiętać, bo - oprócz pierwszego kawałka- reszto softy, których słuchałem, jak spędzałem czas z córka na hiper wczesnym etapie. ;-)

A że Clouds to bardziej podróż? No fakt, niewiele tak teraz gra kapel. "Moda" wybiła takie granie. mało kapel przetrwało. Z drugiej strony nie znam drugiego takiego "Deeper..." . ;-)
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
HUMAN
Tormentor
Posty: 1625
Rejestracja: 7 lata temu

HUMAN 3 mies. temu

Ja chyba sprawdzę późniejszy Tiamat bo zakończyłem na Wildhoney potem za miękkie i spokojne mi się wydawało. Tak szczerze powiedziawszy to nawet za dużo nowszych wydawnictw nie sprawdzałem, może pojedyncze utwory lub urywki koncertów w necie .
kataton88
Tormentor
Posty: 463
Rejestracja: rok temu

kataton88 3 mies. temu

Sprawdzaj, sprawdzaj.

Jakkolwiek lubię wszystkie wczesne metalowe dokonania, Edlund jako rokmen jest dużo bardziej autentyczny.
Vexatus
Tormentor
Posty: 6544
Rejestracja: 7 lata temu
Lokalizacja: Światowa stolica beztalencia, bagiennej gorączki i nędzy duchowej. Specjalista ds. Złej Reklamy.

Vexatus 3 mies. temu

HUMAN pisze:
3 mies. temu
Ja chyba sprawdzę późniejszy Tiamat bo zakończyłem na Wildhoney
Moim zdaniem dużo nie straciłeś, bo "Wildhoney" to szczytowe osiągnięcie J. Edlunda. Piękno tego albumu jest w stanie docenić nawet taki rawblackmetalowy degenerat jak ja. ;)
Wrócę z bejsbolem... :twisted:
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 17640
Rejestracja: 7 lata temu

yog 3 mies. temu

Jego szczytowe osiągnięcia to Wildhoney i A Deeper Kind of Slumber, a później też było lepiej, niż wcześniej, więc straciłeś sporo świetnego granka, niekoniecznie metalowego.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
Zsamot
Tormentor
Posty: 3900
Rejestracja: 7 lata temu
Lokalizacja: Gniezno

Zsamot 3 mies. temu

Deeper to piękna podróż. Ale i następne albumy mają sporo do zaoferowania.

Na pewno warto je poznać, zapominając o płycie Clouds i Wildhoney. Po prostu jest to klimatyczna muzyka. Lider ma rewelacyjny głos i często potrafi go wykorzystać do po prostu ciekawej muzyki.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Awatar użytkownika
dj zakrystian
Tormentor
Posty: 2846
Rejestracja: 7 lata temu

dj zakrystian 3 mies. temu

Tiamat nie ma słabej płyty. Z gotycko kowbojskich najlepsze chyba Judad Christ i Prey.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 17640
Rejestracja: 7 lata temu

yog 3 mies. temu

Moim zdaniem Judas Christ, szczególnie z bonusowymi numerami dla wersji cd. Dla mnie tylko oczko niżej, niż Wildhoney i A Deeper Kind of Slumber.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
kataton88
Tormentor
Posty: 463
Rejestracja: rok temu

kataton88 3 mies. temu

Na saneczkach-skeletonie jeszcze słabo pizga chłodem charakterystycznym dla ADKOS ("To have..." czy zamykacz "Lucy"). Rzadko wracam do tej płytki, bo zakatowałem ją w swoim czasie nie mniej niż "Wildhoney", ale obiektywnie jest równiutka z kilkoma ciosami. Coverek też wyszedł wcale przyjemnie. Najsłabszy oczywiście "Brighter...", ale i tak o niebo lepszy niż wiadomy kawałek z Judasza.

Do "Prey" trzeba mieć klimat, dobry humor, ochotę na słodycze, a najlepiej jeszcze kobitę w erotycznym wdzianku leżącą w łóżku. Rzadko mam ostatnio takową w swoim wyrze, a dobry humor i ochotę na słodycze jeszcze rzadziej.

Reasumując, jak mnie najdzie na Tiamaty, to ostatnimi laty zazwyczaj sięgam po "Amanethes".

Zachwytów "Judaszem" nigdy nie pojmę. Nie wiem, czy w kategorii "najgorsza płyta w dysko" wybrałbym ją czy ostatnią. Chyba jednak ostatnią, bo na Judaszu było trochę fajnych liryków.
blue_calx
Tormentor
Posty: 400
Rejestracja: 4 lata temu

blue_calx miesiąc temu

Właśnie przerabiam Honeymoon, któryś dzień z kolei umila mi czas. Zajebisty klimat, szkoda, że ciężar ulatuje nieco pod koniec i robi się lądowanie jak w The Dark Side of the Moon, za to są syntezatory jak u Michała Kopsnij Żara Jarre. Plus za teledysk do Whatever That Hurts, "growl utrapiony", srogie spojrzenie i krzyczenie na góry, dobrze robi.
Nothing inside.
HUMAN
Tormentor
Posty: 1625
Rejestracja: 7 lata temu

HUMAN miesiąc temu

No to mam trochę do słuchania . Pojadę chyba chronologicznie od " Wildhoney " po najnowszą. Pewnie jeszcze Treblinke dorzucę w przerwach bo za dużo spokojnych nut to nie dla mnie . Mam nadzieje , że lider nadal potrafi zaskoczyć i czasem po prostu ryknie , jak bywało chociażby na " Clouds" .
Dzięki Pany za opinie , muzyka metalowa ma łączyć a nie dzielić .
kataton88
Tormentor
Posty: 463
Rejestracja: rok temu

kataton88 miesiąc temu

Po Wildhoneju to już tylko na Amanethes są jakieś tam ryknięcia, a raczej (łabędzie) charknięcia. Urocze w swej "łabędziej" istocie.
Awatar użytkownika
dj zakrystian
Tormentor
Posty: 2846
Rejestracja: 7 lata temu

dj zakrystian miesiąc temu

kataton88 pisze:
miesiąc temu
Po Wildhoneju to już tylko na Amanethes są jakieś tam ryknięcia, a raczej (łabędzie) charknięcia. Urocze w swej "łabędziej" istocie.
A po co miał charkać, skoro muza tego nie wymagała i nauczył się całkiem przyzwoicie śpiewać?
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
kataton88
Tormentor
Posty: 463
Rejestracja: rok temu

kataton88 miesiąc temu

Ale ja nie twierdzę, że powinien więcej charkać, tylko napisałem, na której późniejszej płycie mniej czy bardziej udolnie to robił.
Ja Amanethes uwielbiam. Z tym charkaniem w kilku kawałkach.

Ale tak, zgadzam się, że inne płyty nie wymagały takich masochistycznych wokali.

Wróć do „Metalownia”