Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2667
Rejestracja: 5 lata temu

Miles Davis

Pan Efilnikufesin 4 lata temu

Obrazek

Dmuchał w trąbkę, dmuchał panienki. Już nie żyje.

Kupuje płyty, już parę sztuk mam, poznaję, poznaję, poznaję, no i kurwa niektóre pozycje są tak wyjebane w kosmos ze nie mogę się pozbierać.

Linka do ubogiej dyskografii: https://en.wikipedia.org/wiki/Miles_Davis_discography

Tagi:
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15952
Rejestracja: 6 lata temu

yog 4 lata temu

Tyle hajsu na jego występach się sypało na scenę, że aż potrzebował portfel do trąbki przytwierdzić, żeby nie tracić go z oczu?

Coś słyszałem parę razy, ale raczej niesamowicie się nie skupiałem nigdy. Ładnie brzmi, ale nie ogarniam zupełnie o co chodzi.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4601
Rejestracja: 5 lata temu

pit 4 lata temu

Bitches Brew, Sketches of Spain i On The Corner - gdzie rżnie z niemieckiej awangardy, to moje ulubione płyty Milesa, wolę jednak Ornette Coleman i Sun Ra
Awatar użytkownika
pp3088
Moderator globalny
Posty: 1471
Rejestracja: 5 lata temu

pp3088 4 lata temu

Jazz to jedyny z gatunków "czarnej muzy", który lubię i szanuję. A Miles Davis to zdecydowane szczyty artystyczne w tej dziedzinie. Dziś już legenda.

Najbardziej lubię Sketches Of Spain(genialny album), Kind Of Blue i soundtrack do "Ascenseur pour l'échafaud". Ten ostatni może wydawać się dziwnym wyborem, ale to taki proto-jazz noir. Jazz noir aka dark jazz to mój ulubiony obok smooth jazzu i avantu podgatunek, dlatego niezmiernie szanuję ten album.

Znam jeszcze z 2 albumy i wstyd mi. Nie mam specjalnie czasu na poznawanie całej dyskografii, a szkoda - bo prawie wszystko co wydał jest co najmniej dobre.
Screaming Into The Blackness, Needing No God But Himself

Beneath the Veil of Sanity Beats the Throbbing Process of Decay

"ja pierdolę przeczytałem cały temat Kid Rock i muszę się napić"
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2110
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 2 lata temu

Pan Efilnikufesin pisze:
4 lata temu
niektóre pozycje są tak wyjebane w kosmos ze nie mogę się pozbierać.
Bóg i szatan w jednej osobie.

Bitches Brew, A Tribute to Jack Johnson, On The Corner. Kiedyś się odbiłem od albumu z lat 90-ych Decoy, no ale wtedy to miał chyba z 200 lat.
Awatar użytkownika
porwanie w satanistanie
Tormentor
Posty: 1401
Rejestracja: 5 lata temu

porwanie w satanistanie 2 lata temu

No, ten finisz w latach 80.nie był zbyt dobry, za mięciutkie to, za popowe, chociaż ma sympatyczne momenty. U mnie tak wyszło, że od tego zaczynałem (kaseta z "You're Under Arrest na jednej i "Aurą" na drugiej stronie) i mam sentyment :)

Ale, ale - gdyby ktoś przegapił, to wyszło w zeszłym roku, oprócz raczej słabego zaginionego "Rubberband", ZAJEBISTE, zaginione dotąd live z okresu około-bitches-brew, "The Lost Quintet" z nagraniami w składzie Holland/ DeJohnette/ Corea/ Shorter/ Davis, miazga!

Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2110
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 2 lata temu

porwanie w satanistanie pisze:
2 lata temu
No, ten finisz w latach 80.
Faktycznie, to 84 rok. Ale!, może w tych czasach lepszy Alzheimer od innych spraw..
porwanie w satanistanie pisze:
2 lata temu

Ale, ale - gdyby ktoś przegapił, to wyszło w zeszłym roku, oprócz raczej słabego zaginionego "Rubberband", ZAJEBISTE, zaginione dotąd live z okresu około-bitches-brew, "The Lost Quintet" z nagraniami w składzie Holland/ DeJohnette/ Corea/ Shorter/ Davis, miazga!
Właśnie słucham miksa Live-Evil i nagrania na żywo są totalnie żywiołowe. Na pewno wkrótce poleci to co podałeś. Ostrzę zębiska!
Awatar użytkownika
porwanie w satanistanie
Tormentor
Posty: 1401
Rejestracja: 5 lata temu

porwanie w satanistanie 2 lata temu

Prawda, Live-Evil to zajebisty materiał, jest żywioł. BTW - zajebiscie warto uwagi są wydawnictwa typu "The Complete XXX Sessions...", które tak naprawdę rzadko zawierają faktycznie kompletne sesje do danej płyty, przeważnie są tam też inne materiały, ale takie "The Complete Jack Johnson Sessions" to totalna zajebioza, chyba najlepszy zestaw tego typu ze wszystkich.
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2667
Rejestracja: 5 lata temu

Pan Efilnikufesin 2 lata temu

Kto nie zna ten pizda!!!!!!!!!!

Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2110
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 2 lata temu

The Lost Septet; wyśmienity materiał. Co kilka dni wracam.

Awatar użytkownika
porwanie w satanistanie
Tormentor
Posty: 1401
Rejestracja: 5 lata temu

porwanie w satanistanie 2 lata temu

Prawda, zajebisty. "Lost Quintet" też mocarny, a ma wyjść jeszcze trzeci album z tej serii. Zdziwiłem się, gdy doczytałem, że to wszystko unofficial.
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2110
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 2 lata temu

Też się zdziwiłem, co mnie nie powstrzymało przed zakupem LP Lost Quintet - gra miodnie. Lost Septet troszkę bardziej mnie rusza, ale to kwestie bardzo subiektywne.

Te materiały są tak świeże, jakby były nagrane dzisiaj. Lubię obecny jazz, ale jak odpalam materiały z TAMTYCH czasów, to ciężko mi się od nich oderwać, praktycznie słucham tylko tego, dlatego takie albumy jak te "zagubione" od mistrzów typu Miles czy Trane zawsze wzbudzają moją ekscytację. Pewnie tak ma większość fanów..
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2667
Rejestracja: 5 lata temu

Pan Efilnikufesin 2 lata temu

Kupilem dzisiaj w ciemno.Podwojny sedes to jest.I slucham wlasnie.I grube wiory mi leca z glosnikow.

Obrazek
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4601
Rejestracja: 5 lata temu

pit 2 lata temu

Słuchałem sobie ostatnio Dark Magus i nie mogę się zdecydować czy to znakomita napierdalanka, czy Miles osiadł na laurach. Jednego jestem pewien: deley na trąbce jest tak przesadzony, że daje niemal komiczny efekt.
Elementw
Master Of Puppets
Posty: 172
Rejestracja: 3 lata temu

Elementw 2 lata temu

Po , sukach" to ja już nic nie rozumię.
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4601
Rejestracja: 5 lata temu

pit 2 lata temu

Po sukach pojawia się "On the Corner" - funky Karlheinz Stockhausen.
Awatar użytkownika
dj zakrystian
Tormentor
Posty: 1903
Rejestracja: 6 lata temu

dj zakrystian 2 lata temu

Bitches Brew zajebiste. Mocno awangardowo a przy tym psychodelicznie. Ta trąbka z pogłosem ryje beret. Prawdziwy jazz covidiański, nie jakaś popierdółka.
Zna kto podobne płyty?
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2110
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 2 lata temu

Cały elektryczny okres milesa ogarnij. W pyte płyt. 100% dobrych. Na początek najlepiej silent Way (początki, ale warto), Jacka johnsona i on The corner. Get up with it tez walniete, No a potem koncertówki fillmore west i east, agharta, live evil i Lost albums (powyżej w postach są)
Awatar użytkownika
porwanie w satanistanie
Tormentor
Posty: 1401
Rejestracja: 5 lata temu

porwanie w satanistanie 2 lata temu

kurz pisze:
2 lata temu
Cały elektryczny okres milesa ogarnij.
...no nie wiem, w tym okresie są też płyty z lat 80 ;)
dj zakrystian pisze:
2 lata temu
Bitches Brew zajebiste. Mocno awangardowo a przy tym psychodelicznie. Ta trąbka z pogłosem ryje beret. Prawdziwy jazz covidiański, nie jakaś popierdółka.
Zna kto podobne płyty?
Jack Johnson (najlepiej jako The Complete Jack Johnson Sessions), Live-Evil, Fillmore... Z podobnych płyt nie Davisa - totalnie zajebisty jest Sextant od Hancocka.


Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2110
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 2 lata temu

porwanie w satanistanie pisze:
2 lata temu
kurz pisze:
2 lata temu
Cały elektryczny okres milesa ogarnij.
...no nie wiem, w tym okresie są też płyty z lat 80 ;)
No tak..

A zatem errata: ... Bez lat 80-ych
porwanie w satanistanie pisze:
2 lata temu

Jack Johnson (najlepiej jako The Complete Jack Johnson Sessions), Live-Evil, Fillmore... Z podobnych płyt nie Davisa - totalnie zajebisty jest Sextant od Hancocka.


Sextant mam na płycie z epoki. Ostatnio się tym zachwycałem. Z Hancocka Crossings tez ładnie wybrzmiewa.

Taki wykurwisty psychodeliczny jazz to jednak Miles, nie znam płyt które by dorastały poziomem zajebistosci do jego dział. Cały jazzrock poszedł raczej w przebojowość i raczej elementy jazzu w eksperymentalnych grupach typu Can, Magma, Embryo czy nawet King Crimson są bliższe temu co nagrywał MD. Zresztą jak się słucha muzy z początku lat 70-ych, to te różnice; rock, jazz, awangarda, a także klasyka, się bardzo zacierają. Mam wrażenie, że te wszystkie terminy to wymysł dzisiejszych czasów, a wówczas muzycy po prostu grali to, co chcieli, bez podziałów na to, co grają, bez prób nazywania tego.
Awatar użytkownika
Pioniere
Moderator globalny
Posty: 3607
Rejestracja: 6 lata temu

Pioniere 2 lata temu

kurz pisze:
2 lata temu
Mam wrażenie, że te wszystkie terminy to wymysł dzisiejszych czasów, a wówczas muzycy po prostu grali to, co chcieli, bez podziałów na to, co grają, bez prób nazywania tego.
Poczytaj se Jazz Forum z lat '60, '70, '80, a szybko zmienisz zdanie - trochę tego mam.
Awatar użytkownika
dj zakrystian
Tormentor
Posty: 1903
Rejestracja: 6 lata temu

dj zakrystian 2 lata temu

Dzięki za polecankę. Szukam ostatnio właśnie w klimatach jazzowych, ale nie soft czy pop jazz, tylko ten bardziej awangardowy jak Davis na Bitches Brew właśnie. A może wujek Efil coś zapoda? Zdaje się największy miłośnik porytej muzy na forum. Tym forum.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2110
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 2 lata temu

Pioniere pisze:
2 lata temu
kurz pisze:
2 lata temu
Mam wrażenie, że te wszystkie terminy to wymysł dzisiejszych czasów, a wówczas muzycy po prostu grali to, co chcieli, bez podziałów na to, co grają, bez prób nazywania tego.
Poczytaj se Jazz Forum z lat '60, '70, '80, a szybko zmienisz zdanie - trochę tego mam.
Chodziło bardziej o wrażenie, to jak zmieniała się muzyka, jaki był dobór instrumentów, jak to wszystko się przenikało; jazz z rockiem itp., wiadomo ze człowiek dąży do kategoryzacji, nawet szufladkowania, bo to ułatwia życie (zresztą za 20-30 lat to co dzisiaj jest grane i opisywane przez milion tagów, całkiem możliwe że też będzie nazwane prosto i czytelnie).

A jazz wówczas był jeszcze dominującym gatunkiem muzycznym, to i rozkminy jak się powinny nazywać nowopowstające style, było co niemiara (choćby free jazz, co w końcu nazwa powstała od albumu Colemana).

To w ogóle temat do szerszej dyskusji, według mnie bardzo ciekawy temat, nawet kiedyś miałem się zapytać na forum, czy ktoś nie zna jakiejś fajnej książki, gdzie byłby opisany rozwój muzyki, ale właśnie bez szufladkowania, tylko z całym opisem tych fluktuacji.

PS. @Pioniere ty w temacie o Milesie Davisie? Ho ho...
PS2. Te Jazz Forumy z lat 60 i 70-ych, nie powiem, poczytałbym z wielką chęcią..
dj zakrystian pisze:
2 lata temu
Dzięki za polecankę. Szukam ostatnio właśnie w klimatach jazzowych, ale nie soft czy pop jazz, tylko ten bardziej awangardowy jak Davis na Bitches Brew właśnie. A może wujek Efil coś zapoda? Zdaje się największy miłośnik porytej muzy na forum. Tym forum.
Sorki za post pod postem, ale jak szukasz porytego jazzu, to kierunek free jazz: Cecil Taylor, Albert Ayler, późny John Coltrane, wszystko przełom lat 60/70-ych plus europejczycy; Brötzmann, Schlippenbach. No i Sun Ra, wszystko oprócz początku.

Już się nie odzywam, oddaje pole wezwanemu Efilowi.
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2667
Rejestracja: 5 lata temu

Pan Efilnikufesin 2 lata temu

Pan Efilnikufesin pisze:
2 lata temu
Kto nie zna ten pizda!!!!!!!!!!

Obrazek
Obrazek
@dj zakrystian
Awatar użytkownika
porwanie w satanistanie
Tormentor
Posty: 1401
Rejestracja: 5 lata temu

porwanie w satanistanie 2 lata temu

kurz pisze:
2 lata temu
Sextant mam na płycie z epoki. Ostatnio się tym zachwycałem. Z Hancocka Crossings tez ładnie wybrzmiewa.
W ogóle cały ten okres Mwandishi jest zajebisty, szkoda że to tylko trzy albumy studyjne i... kurde, sa w ogóle jakieś porządne nagrania live tamtego składu?

EDIT: o, jednak są!



Ja ostatnio odkryłem zajebistość Seven Steps To Heaven. To jest właśnie wspaniałe w tej dyskografii: bierzesz jakiś teoretycznie zupełnie poboczny, w sumie mało istotny album, którym mało kto się interesuje, odpalasz w samotności... i okazuje się, że to po prostu piękne granie bez ciśnienia na cokolwiek.
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2110
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 2 lata temu

Tego albumu nie znam, ale skoro polecasz, to w odpowiedniej chwili poleci.

Z takich niezobowiązujących, nieodkrywczych, ale bardzo przyjemnie płynących albumów to seria Cookin Relaxin Workin Steamin bardzo mi podchodzi.
Awatar użytkownika
porwanie w satanistanie
Tormentor
Posty: 1401
Rejestracja: 5 lata temu

porwanie w satanistanie 2 lata temu

kurz pisze:
2 lata temu
Z takich niezobowiązujących, nieodkrywczych, ale bardzo przyjemnie płynących albumów to seria Cookin Relaxin Workin Steamin bardzo mi podchodzi.
No, te to akurat gdy wychodziły były odkrywcze, to był w zasadzie nowy poziom hard bopu - i pomyśleć, że te wiekopomne dzieła nagrali w dwa wieczory, żeby uwolnić się od niewygodnego kontraktu :) A że przyjemnie płynące to bez wątpienia prawda.
kurz pisze:
2 lata temu
Tego albumu nie znam, ale skoro polecasz, to w odpowiedniej chwili poleci.
Znaczy - polecam studyjny Mwandishi, który wspólnie z Crossings i Sextant tworzy IMO najlepszy okres Hancocka. Tego koncertu, co wstawiłem, to nie wiem jeszcze, na pierwszy rzut ucha aż takie dobre to nie jest.
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2110
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 2 lata temu

porwanie w satanistanie pisze:
2 lata temu
... Cookin Relaxin Workin Steamin ...

No, te to akurat gdy wychodziły były odkrywcze, to był w zasadzie nowy poziom hard bopu - i pomyśleć, że te wiekopomne dzieła nagrali w dwa wieczory, żeby uwolnić się od niewygodnego kontraktu :) A że przyjemnie płynące to bez wątpienia prawda.
Mniejsza o większość; chociaż prawdopodobnie jakby były wydane bezpośrednio po nagraniach, to status odkrywczości byłby level wyżej.
porwanie w satanistanie pisze:
2 lata temu
kurz pisze:
2 lata temu
Tego albumu nie znam, ale skoro polecasz, to w odpowiedniej chwili poleci.
Znaczy - polecam studyjny Mwandishi, który wspólnie z Crossings i Sextant tworzy IMO najlepszy okres Hancocka. Tego koncertu, co wstawiłem, to nie wiem jeszcze, na pierwszy rzut ucha aż takie dobre to nie jest.
Tutaj pisałem o Seven Steps To Heaven.

Jaśli chodzi o Hancocka to oczywiście z mojej strony pełna zgoda; ten okres najbardziej zajebisty - i zobacz co potrafił Miles wydobyć z muzyka; nawet po "rozstaniu" ślad pozostał i drążył tak mocno, że z rozpędu facet nagrywa TAKIE albumy. Bo umówmy się Head Hunters, mino tego że jest prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnym albumem Herbiego, to już nie ten poziom - jak dla mnie zbyt funkowe w taki sposób, którego nie potrafię zdzierżyć. A im dalej w las tym gorzej.

Wpływ Davisa na muzykę rozrywkową jest niepodważalny, jak dla mnie okres elektryczny/psychodeliczny to jednak kwintesencja tego co zrobił. Dobrze się wpasował w czasy; ten cały tygiel wymieszanych ze sobą różności: psychodelia, jazz, hard, itd., itp.

Ciekawe dlaczego nie lubił Free Jazzu i nigdy tego stylu nie eksplorował? Mam taką teorię, że uważał to za ścianę rozwoju jazzu i poniekąd mógłbym to zrozumieć, słuchając takiego Om Trane'a czy Machine Gun Brotzmanna.. To oczywiście tylko teoria, i jak każda teoria jest gówno warta, ale lele...
Awatar użytkownika
dj zakrystian
Tormentor
Posty: 1903
Rejestracja: 6 lata temu

dj zakrystian 8 mies. temu

Wczoraj Bitches Brew ukończyło 52 lata. Płyta pomnik i apel do władz i do społeczeństwa. Fundament covidiańskiego jazzu. Nic innego dziś nie poleci, tylko Miles. Dla mnie chyba najlepsze co stworzył, przy sporym udziale producenta rzecz jasna. Jazz kurwa!
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Awatar użytkownika
CzłowiekMłot
Moderator globalny
Posty: 1971
Rejestracja: 6 lata temu
Lokalizacja: Festung Posen

CzłowiekMłot 8 mies. temu

Nie sądziłem, że korzenie covidmusic sięgają tak głęboko w przeszłość, włączam zatem z yewtuba, pewnie będzie fajnie.

Edit:



Puściłem sobie ten oto fragment, by się trochę odchamić. Niby fajna spokojna nutka, ładne to wszystko, pare spoko motywów, jakby na modlę Emerson Lake Palmer nawet, ale nie dam rady przesłuchać całego albumu.
Dziś idę na koncert zespołu jazzowego, ale nie dla fanów jazzu, standardowy gatunek jednak nie dla mnie na dłuższą metę, kunszt doceniam żeby nie było.
Non Stop Kolor!

Szczęść Boże.
Awatar użytkownika
dj zakrystian
Tormentor
Posty: 1903
Rejestracja: 6 lata temu

dj zakrystian 8 mies. temu

Posłuchaj tytułowego, koniecznie w maseczce! No nie jest to jakaś nachalna kakofonia czy awangarda na siłę, ale klimat covidiański jest!
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4601
Rejestracja: 5 lata temu

pit 8 mies. temu

Albo posłuchaj tego coveru:


Gdybym miał wybrać najlepszego Milesa wahałbym się między "Bitches Brew", a "On the Corner". Poza tym jest jeszcze ambient "Sorcerer" i noise rock z "Dark Magus".
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 2110
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 8 mies. temu

Najlepszy Miles to Kind of Blue, albo Tribute to Jack Johnson, albo któraś z porąbanych koncertówek z Fillmore, Get Up With It też rąbie w czachę, cała seria przed rozpoczęciem okresu elektrycznego, typu Nefertiti czy Silent Way mocno bardzo dobre. Chujek dużo dobrego staffu nagrał.
Awatar użytkownika
dj zakrystian
Tormentor
Posty: 1903
Rejestracja: 6 lata temu

dj zakrystian 8 mies. temu

kurz pisze:
8 mies. temu
Najlepszy Miles to Kind of Blue, albo Tribute to Jack Johnson, albo któraś z porąbanych koncertówek z Fillmore, Get Up With It też rąbie w czachę, cała seria przed rozpoczęciem okresu elektrycznego, typu Nefertiti czy Silent Way mocno bardzo dobre. Chujek dużo dobrego staffu nagrał.
Jeszcze Birth of Cool bym dorzucił. A Miles elektryczny jak najbardziej mi pasuje, nawet te niby komercyjne zapędy z lat 80-tych.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Awatar użytkownika
Szajtan
Tormentor
Posty: 1711
Rejestracja: 2 lata temu

Szajtan miesiąc temu

Wczoraj minęła 50. rocznica wydania On the Corner. To album prawdziwie awangardowy, wizjonerski, wyprzedający swój czas o co najmniej dekadę. Niezwykle inspirujący dla późniejszych twórców ambitnego jazzu i funku, ale też post-punku, hip hopu i muzyki elektronicznej.W całości zarejestrowany na żywo, przy użyciu tradycyjnych instrumentów i metod.
I am Satan's generation and I don't give a fukk.
Awatar użytkownika
porwanie w satanistanie
Tormentor
Posty: 1401
Rejestracja: 5 lata temu

porwanie w satanistanie miesiąc temu

Genialny album, a warto dodać, że 6-płytowy box The Complete On the Corner Sessions to obok The Complete Jack Johnson Sessions jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza z tych davisowych "kompletnych sesji", choć de facto nie jest to tylko materiał z sesji związanych z tym albumem, ale kompilacja muzyki z bodaj trzech lat
Szajtan pisze:
miesiąc temu
W całości zarejestrowany na żywo, przy użyciu tradycyjnych instrumentów i metod.
No nie wiem... to, co słyszymy, to przecież niespełna godzinna mozaika z fragmentów wyciętych z wielogodzinnych improwizacji, twórczo poprzestawianych, z nakładkami i różnymi eksperymentami produkcyjnymi. Rejestracja żywego grania owszem, było tu podstawą, ale to jest już płyta mocno "producencka".
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4601
Rejestracja: 5 lata temu

pit miesiąc temu

Nagrane na żywo, ale później w grę wchodzą mocne preparacje. Fucking Karlheinz Stockhausen stuff.

Wróć do „Inne gatunki muzyczne”