Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 1617
Rejestracja: 3 lata temu

Mingus

kurz 2 lata temu

Jest tutaj Bóg, jest Szatan, nie mogło zabraknąć miejsca dla Króla ziemskiego raju.

Przed Państwem Charles Mingus! Voilà!

Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 15353
Rejestracja: 5 lata temu

yog 2 lata temu

Spoko płytka, nic nie rozumiałem, ale nawet miło się słuchało! A słuchałem, bo przeczytałem gdzieś, że nowe Blood Incantation to jest deathmetalowa odpowiedź na The Black Saint and the Sinner Lady! Chyba dlatego, że 4 utwory i ostatni trwa całą stronę B. Także wracając... no, tego... takie trochę taneczne, ale głównie to pojebane. Jazz jest pojebany, a to jeszcze rzekomo jazz awangardowy... Mówiłem już, że nie bardzo wiem, o co chodzi???
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4302
Rejestracja: 4 lata temu

pit 2 lata temu

Mój ulubiony muzyk jazzowy, obok Sun Ra - ojca "kosmicznej" muzyki. Potęga "The Black Saint and the Sinner Lady" polega między innymi na tym, że odsuwa na drugi plan wszechobecną w jazzie improwizację, stawiając na kompozycję i obróbkę studyjną. Muzyka Charlesa była mocno osadzona w "klasyce". Np. tutaj cytuje Rachmaninowa:

Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 1617
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 2 lata temu

Wydaje mi się, że w muzyce nie chodzi o znanie się, czy rozumienie (chociaż to to może tak). Ja to widzę jako pewien rodzaj energii, którą albo odczuwasz albo nie. Ale myślę, że ciekawie to ujął Archie Shepp, mówiąc że nie lubi nazwy jazz, woli muzyka afroamerykańska. To sądzę wiele może wyjaśnić w kwestii rozumienia. Tak czy inaczej, ja osobiście chłonę ostatnio jak gąbka ten cały jazz i kocham i lubię to!

A Mingus, tak według mojego mizernego znania się, jest mocno osadzony w bluesie, bardziej niż inni wielcy z tego okresu, jedocześnie będąc awangardowym (chyba). I w tym mieści się pewnie ten niesamowity feeling jego muzyki. Wielką przyjemność sprawiło mi przesłuchanie jego największych dzieł z okresu koniec lat 50-tych do początku 70-ych. Rozwój muzyczny jest widoczny (słyszalny) nawet dla takiego słoniowego ucha jak moje.
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2668
Rejestracja: 4 lata temu

Pan Efilnikufesin 2 lata temu

kurz pisze:
2 lata temu
Wydaje mi się, że w muzyce nie chodzi o znanie się, czy rozumienie (chociaż to to może tak). Ja to widzę jako pewien rodzaj energii, którą albo odczuwasz albo nie.
Ooooooooooooooo, jak ładnie napisane.

To nie Mingus jednak polecam: https://www.discogs.com/Murray-Allen-Ca ... se/8557489
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2668
Rejestracja: 4 lata temu

Pan Efilnikufesin 2 lata temu

Rzut oka na półkę, mam 'Mingus Ah Um' - zajebistość!!!! Mam też 'Tijuana Moods' - słabe.

Który materiał badać jako następny?
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 1617
Rejestracja: 3 lata temu

kurz 2 lata temu

Żaden ze mnie ekspert, ale oba co podałeś mi wchodzą bardzo dobrze.

Moje ulubione, powiedzmy trzy, ze studyjnych to: The Black Saint and the Sinner Lady, Blues @ Roots i Mingus Mingus Mingus Mingus Mingus, a z live: Mingus at The Bohemia i Revenge! Legendary Paris Concerts.

Strzelam, że Blues&Roots ci podejdzie.
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2668
Rejestracja: 4 lata temu

Pan Efilnikufesin 2 lata temu

@kurz. dzięki.
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 4302
Rejestracja: 4 lata temu

pit 2 lata temu

Z niewymienionych obadaj jeszcze "Mingus Plays Piano". A "The Black Saint and the Sinner Lady" obowiązkowo.
Pan Efilnikufesin
Tormentor
Posty: 2668
Rejestracja: 4 lata temu

Pan Efilnikufesin 2 lata temu

@pit,dzieki.
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 1617
Rejestracja: 3 lata temu

kurz miesiąc temu

pit pisze:
2 lata temu
Z niewymienionych obadaj jeszcze "Mingus Plays Piano".
Jeszcze niedawno nie za bardzo mi wchodził ten album, no ale czas robi swoje - zajebisty materiał.

Wróć do „Inne gatunki muzyczne”