Małe podsumowanie dwóch pierwszych dni festiwalu.
### Dzień 1
**KUBLAI KHAN TX**
Trochę rozczarowanie. Na nagraniach brzmią jak srogi wpierdol spuszczany hurtowo, a na żywo wyszło jakieś takie pierdnięcie kota. Niby wszystko się zgadzało, ale zabrakło energii i polotu.
**NECKBREAKKER**
Poszliśmy trochę z przypadku i żałuję, że wcześniej traciliśmy czas na Kublai. Zajebista energia, świetne breakdowny, bardzo pozytywne zaskoczenie.
**GRAVE**
Przeokrutnie chujowo nagłośnione. Brzmiało to tak, jakby wszystko, łącznie z wokalem, było podpięte pod Metal Zone'a.
**H.EXE**
Muzycznie spoko, ale wokal (mimo, że technicznie ok) kompletnie nie pasuje mi klimatem do reszty.
**SIX FEET UNDER**
Na płytach zawsze wydawali mi się trochę drętwi, ale na żywo petarda. Obejrzeliśmy cały koncert i ani przez chwilę nie było nudy.
**THROWN**
Jeden numer i dziękuję. Wokalista najwyraźniej żałuje, że nie urodził się czarny.
**A.A. WILLIAMS**
Bardzo fajny, klimatyczny koncert. Niestety wokal był ustawiony tak kurewsko głośno, że przy ostatnich dwóch numerach skapitulowałem.
**ICE NINE KILLS**
Gdybym był w gimnazjum, to pewnie bym się nawet podjarał.
**KANONENFIEBER**
Czekałem chyba najbardziej i niestety się rozczarowałem. Wszystko dopracowane – scenografia, ruch sceniczny, oprawa – ale jakoś nie zagrało to jako całość. Trochę jak nowa Batushka po rozłamie: festiwalowo działa, ale czegoś brakuje.
**PRIEST**
Byli członkowie Ghosta. Zajebiste, polecam. Wokalista absolutnie mistrzowski.
**NEPTUNIAN MAXIMALISM**
Świetny występ. Jeden z tych koncertów, które zostają w głowie na dłużej.
---
### Dzień 2
**RETURN TO DUST**
Fajny post-grunge. Bardzo dobre otwarcie dnia i przyjemny klimat na start.
**HEATHEN**
Solidnie, ale szybki thrash z czystym wokalem to po prostu nie do końca moja bajka.
**TRUCKFIGHTERS**
Stoner rock w wersji „wszystko buczy”. Nie wiadomo, czy słyszysz bas czy gitarę, bo brzmi dokładnie tak samo.
**BLOODYWOOD**
Liczyłem na więcej indyjskich klimatów. Ostatecznie wyszedł głównie amerykański rap-metalcore z okazjonalną piszczałką czy melodyjką dla egzotyki.
**PSYCHONAUT**
Ciekawe, ale mnie nie porwało. Wytrzymałem dwa numery.
**DECAPITATED**
Klasa jak zwykle. Nowy wokalista daje radę i nie odstaje od poprzednika.
**ANTHRAX**
Jak na taki staż – rewelacyjna forma. Mnóstwo energii, świetny kontakt z publiką i bardzo dobrze to wszystko bujało.
**MARDUK**
Prosty, momentami wręcz przaśny, klasyczny black metal ale robi robotę. 45 minut obsuwy, chociaż plus za to, że organizatorzy wcześniej poinformowali o opóźnieniu.
**CAVALERA**
Nigdy specjalnie nie rozumiałem zachwytów nad twórczością Sepultury i braci Cavalera. Po tym koncercie nadal nie rozumiem.
**MEGADETH**
Technicznie nadal maszyna. Instrumentalnie wszystko siedzi jak trzeba, ale wokal Mustaine'a jest już niestety cieniem dawnej formy. Mam wrażenie, że niedługo zostanie sam szept, a dźwiękowcy robią już wszystko, co mogą, żeby to ratować.
**TIDES FROM NEBULA**
Piękna muzyczna podróż. Mam tylko odwieczny problem z tym zespołem – zawsze wrzucają ich na sam koniec, kiedy człowiek walczy już ostatkami sił o przetrwanie.
**BLOOD INCANTATION**
Miałem sobie odpuścić, ale kumpel namówił. I bardzo dobrze. Przekozacki koncert, jeden z najlepszych występów festiwalu. Ostatnim numerem z debiutu pozamiatali na dobranoc.



