No, pełny album może okazać się całkowicie inny. Czasem mam wrażenie, że te single to niczym papierki lakmusowe... Ja rozumiem singiel dwa tygodnie przed płytą, jako fajny gadżet, na stronie B kowerek, jakiś rzadki utwór, a nie pół roku oczekiwania...
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Świetny album, nie wiem co napisać więcej. Słuchało mi się go z niezwykłą przyjemnością. Idealnie wyważony balans pomiędzy gotykiem a progresją. Zróżnicowany ale nie przekombinowany. Szacun dla Moonspell, że nadal potrafią zaserwować coś nowego z taką jakością.
It is time after miracles
and I am its prophet
I have not come to cure
but to bear witness decease
Zsamot5 lat temu
Tormentor
Posty: 4792
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: Gniezno
Zsamot
Miałem trochę obaw, bo tak naprawdę kawałek zapowiadający album nieco był ... no właśnie... wszystkie obawy zniknęły, gdy się go słucha w całości. album jest spójny, świetnie nagrany. wokalnie jak zawsze rozpoznawalny i co tu dużo mówić ma przyjemną barwę. Tak naprawdę to ten tembr to 70% ich sukcesu.
Nie patrzyłem, co dają w limitowanej wersji, ale chyba nic wartościowego. Będę brał w jewel.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Vortex5 lat temu
Tormentor
Posty: 3495
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: Strzałkowo
Vortex
Moonspell, faktycznie jeszcze potrafi skomponować dobrą muzykę, taką z którą kojarzy nam się z początków działalności i choć nie jest to (jak dla mnie) dzieło wybitne, to na pewno warte dłuższej uwagi. Takiej płyty właśnie od nich, od dłuższego czasu oczekiwałem.
Ja się ogólnie dziwie, że jakiś najebany fan nie wstał i nie pociągnął reszty za sobą? Niezła byłaby rozpieducha.
yog4 lata temu
Tormentor
Posty: 18324
Rejestracja:9 lat temu
yog
Ta wypowiedź mnie nieco zaskoczyła:
…“Irreligious” is one of those albums that tell a story from beginning to end. It is THE album for me, that combined two of my favorite genres, metal and goth rock, into something groundbreaking and immortal. “Irreligious” is MOONSPELL‘s “Master of Puppets”. To me, they are one of the bravest and most important bands in the world…
Mille Petrozza, Kreator
Wyszedł 29 października na 25-lecie box z tym albumem + ep Fullmoon Madness (najlepszy kawałek Moonspella oczywiście). Analogowy naturalnie. 270 sztuk po 75 euro.
Ja to nie wiem co wszyscy widzą w tym Irreligious, pewnie się powtarzam, ale to zwyczajnie słabe utwory. Poza Opium, bo ten jest świetny, gdyby tylko cała płyta taka była.
Za to w te lato przekonałem się do The Antidote. Zalatuje już kiczem, ok, ale to ten dobry kicz. Zajebiste te perkusyjne patenty, klawisze mimo że wybitne nie są to robią odpowiednią atmosferę. Jest mrok, co prawda taki z Drakuli Coppoli, a nie The VVitch. Dużo frajdy miałem ze słuchania podczas jazdy rowerem co dzień przed zmrokiem.
Bogu niech będą dzięki, że cała płyta nie brzmi jak ten wkurwiający singielek Opium. Jej fenomen, dla mnie, polega w 95% na ostatnich 3 kawałkach, bo jak wchodzi tam wokal tej laski, to jest dla mnie absolutnie nie do zdzierżenia dziś, a i jak byłem w gimnazjum też słuchałem raczej zażenowany tego, choć i tak uważałem płytę za jedną z moich ulubionych.
The Antidote całkiem spoko jest, jeden z lepszych ich albumów, ale rozstałem się z nim na rzecz jednego z forumowiczów i jakoś nie tęsknię. Pewnie kiedyś tam sobie jeszcze kupię na prawilnym nośniku, bo jednak sentyment mam do niej ogromny.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
yog pisze: 4 lata temu
Bogu niech będą dzięki, że cała płyta nie brzmi jak ten wkurwiający singielek Opium.
Oooo za te słowa Maciejusza to gdybym mógł to bym po plecach poklepał. Gdyby do tego Opium nie było jeszcze teledysku to reszta pizdeuszy by nawet nie pamiętała, że taki kawałek tam jest. To jeszcze były czasy kiedy CMR lubiła aby na płycie był jakiś hicior a jeszcze grająca muzykę MTV raz na tydzień puszczała metalowe teledyski zapowiadane przez tapirowaną blondynę w typie trudnej urody.
Irreligious trafił na swój moment i jest naprawdę zajebisty jak wczuć się w klimat, który z każdym kawałkiem staje się bardziej tajemniczy. To podróż przez stany umysłu w mrok. Ten "wkurwiający singielek", wyróżniający się nieprzypadkowo z całości, przecież o czymś mówi, a po nim słyszymy "przebudź się!".
Lubię Moonspell, prawie każdy album ma "coś". Znakomite są także "Night Eternal" i wspomniane tu "The Antidote", ale najbardziej cenię "Wolfheart", może z powodu sentymentu, ale trudno. Zajebisty klimat, naiwny, infantylny, ale kurwa gotycki fhuj. Nie kumam dlaczego od kilku lat zespół na koncertach gra "Vampirie" w zwolnionym tempie. Nie kumam też, dlaczego postura tych kolesi jest już posturą starych dziadów, którzy z trudem wciskają się w te skórzane spodnie, przecież wampiry się nie starzeją!
Mimo wszystko bez wahania wskażę najsłabsze dla mnie dokonanie w ich całkiem bogatej i różnorodnej dyskografii: "Memorial". Kanciaste kawałki, które są jakby na siłę mocniejsze niż powinny. Fernando się drze zamiast śpiewać. No i "Luna"... to jest dopiero ohydna próba wbicia się na listy przebojów. Album stawiam jako odpowiednik "Thornography" zaprzyjaźnionego z nimi Cradle Of Filth. Mniej lubię także "1755", ale są tam ciekawe nagrania i przede wszystkim koncept.
yog4 lata temu
Tormentor
Posty: 18324
Rejestracja:9 lat temu
yog
Ja tam wolę Lunę niż Raven's Claws na 100%, a Memorial w czasie premiery bardzo dobrze mi siadł i podobało mi się właśnie to, że on taki mocniejszy metal, po tym co wcześniej grali.
TheAbhorrent pisze:
Nie kumam też, dlaczego postura tych kolesi jest już posturą starych dziadów, którzy z trudem wciskają się w te skórzane spodnie, przecież wampiry się nie starzeją!
...ale wilkołaki to i owszem, a to jednak MOONspell, więc niech Cię Vampiria nie zwiedzie
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Hajasz4 lata temu
Raubritter
Posty: 6246
Rejestracja:8 lat temu
Lokalizacja: Opole
Hajasz
Trochę mnie dziwi, że ci co lubią Wolfheart nie wspominają o albumie Alpha Noire / Omega White. Część czarna to piękna kontynuacja debiutu.
Heh. Tak jak bywam na koncertach Moonspella od wielu lat to tego nie widziałem, jednak występy na "Lisboa Under the Spell" skłaniają do zawieszenia oczu, bo nie będę przecież angażował z zaskoczenia żony w jakiś przypadkowy młyn obok stołu. I tam widzę, że panowie musieli mieć stres, czy skórzane pory nie pękną odsłaniając rowa, kudły pofarbowane (i to jeszcze niechlujnie), łysina przebija postura jakaś prawie dziadowska... taka jak moja. Ech, a emocje podczas słuchania "Wolfshade" wciąż tak młodzieńcze, że odruchowo się zastanawiam czy mam jeszcze jakiegoś nieprzygotowanie z fizy. Niby fajnie, ale i jakoś tak dziwnie.
Hajasz pisze: 4 lata temu
Trochę mnie dziwi, że ci co lubią Wolfheart nie wspominają o albumie Alpha Noire / Omega White. Część czarna to piękna kontynuacja debiutu.
Co się dziwisz, większość malkontentów w watkach znanych kapel nie zna tak naprawdę wielu nowszych płyt, tylko bazując na starych i okazjonalnych numerach snuje teorie o mizerii i "że kiedyś to było"...
Dla mnie ta kapela jest wyjątkowa, już po debiucie mówiło się o nich bez punktów odniesienia. Totalny autorski band. Nawet jeśli pewnych płyt nie słucham za często.
ps. Uwielbiam Irreligious. I Opium też. Klip nadal bardzo lubię.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Ja tam lubię Irreligious, Memorial czy Under Satanæ. Ogólnie mam awersje do albumów wydanych na przełomie wieków (nie tylko Moonspell). Pluskwa milenijna dała się we znaki większości topowych wtedy kapel. Zaczęto tworzyć jakieś durne eksperymenty widząć w tym wszystkim jakiś skok muzyczno-technologiczny i wychodziło z tego jakieś gówno. Nie znam wszystkich albumów i jako muzyczny boomer (o których wspominał @Zsamot) uważam Wolfheart z najlepsze wydawnictwo w dyskografii. Reszta to w większej lub mniejsze mierze pojedyncze kawałki, nigdy zaś jako całość.
23 września ukaże się koncertowa wersja albumu Hermitage. Wydawnictwo zatytułowane From Down Below - Live 80 Meters Deep ukaże się w formacie BluRay/DVD dzięki Napalm Records. Jest to zapis występu, który odbył się w jaskini Grutas de Mira D'Aire leżącej na głębokości 80 metrów poniżej poziomu morza. Jaskinia jest jednym z siedmiu portugalskich cudów natury.
I am Satan's generation and I don't give a fukk.
mork3 lata temu
Tormentor
Posty: 1039
Rejestracja:8 lat temu
mork
Fajno, lubię takie koncertówki. Sam album również więc tym bardziej czekam.
It is time after miracles
and I am its prophet
I have not come to cure
but to bear witness decease
Moonspell udostępnił przedpremierowo kolejny fragment z wydawnictwa From Down Below - Live 80 Meters Deep. Tym razem wybór padł na utwór Apophthegmata. Całość będzie można poznać już w najbliższy piątek (30 września) dzięki Napalm Records.
Antidote, to chyba najlepsza płyta Moonspell. Świetne numery, masa klimatu i rewelacyjne brzmienie, zero plastiku. Poleciało sobie wczoraj i dziś. Szkoda, że nie poszli dalej w te rejony, to miał być powrót w bardziej gotycko metalowe rejony i choć inny od początków, to nawet lepszy.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
@Zsamot, dzięki! Patrzyłem jeszcze niedawno to nie było.
Też tak uważam o Antidote. Cenię całą ich dyskografię, ale tu mamy chyba top jeżeli chodzi o poszczególne albumy zaraz obok dwóch pierwszych. Są ciekawe teksty inspirowane Peixoto, jest mroczny klimat pierwszych płyt, są zajebiste mocniejsze riffy i znalazł się nawet przebojowy numer kojarzący się z D&H w postaci A Walk on the Darkside.
Swoją drogą ciekawe czemu panowie go omijają szerokim łukiem. W setlistach mało co się pojawia, a wychodzące od lat wznowienia pod szyldem firmy Fernanda (Alma Mater Records) po wydaniu Sin, The Butterfly Effect i Darkness and Hope pominęły właśnie ten album i przeszły do Night Eternal i Memorial.
Może kwestia praw autorskich? Ja prócz jednej płyty mam wszystkie studyjne. Może i są słabsze, któż takich nie ma, ale mają swój styl, to najważniejsze.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Z prawami autorskimi mieli problem przy grafikach, dlatego Efekt Motyla ma inną okładkę i bootlet. Z tym stylem tak jak napisałeś. Z tym style to ciekawe pod tym względem, że jednak się zmieniają, nie ma nudy. Jest płyta bardziej akustyczna, jest bardziej industrialna, jest przebojowa, jest cała po portugalsku, jest mocniejsza, mroczniejsza, są growle ale i czyste śpiewy, a tak jak napisałeś - mają swój styl, od razu słychać, że to oni. Może to po postu barwa głosu Fernanda robi?
20 kwietnia ukaże się trzypłytowy, winylowy box "Under The Moonspell". W skład wydawnictwa wchodzą następujące materiały EP'ka "Under the Moonspell", demo "Anno Satanae" oraz "Under Satanae".
I am Satan's generation and I don't give a fukk.
yog2 lata temu
Tormentor
Posty: 18324
Rejestracja:9 lat temu
yog
A gdzie demo Morbid God
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Też mam stare "Under the Moonspell", także wznawiane również "Under Satanæ" z 2007, które zawiera dodatkowo "Anno Satanæ" i "Serpent Angel", więc nieszczególnie się tymi wznowieniami jaram. Chociaż nowe okładki UTM i AS fajne.
Do wydawania samego "Anno Satanæ" w oryginalnym brzmieniu na CD/winylu nie mam przekonania, to materiał brzmiący chujowo i oczywiście kultowo w swoim czasie, na swoim właściwym nośniku. Trochę przesada jak dla mnie, ale czaję, że wydają to własnym sumptem, jak kilka poprzednich reedycji, więc przynajmniej zgarniają siano bez pośredników.
26 października Moonspell zagra symfoniczny koncert pod hasłem Opus Diabolicum. Partnerem zespołu będzie portugalska orkiestra Lisbon Sinfonietta Orchestra pod batutą Vasco Pearce'a de Azevedo. Występ odbędzie się w lizbońskiej MEO Arena i będzie dostępny w streamie na całym świecie, wirtualne bilety na to wydarzenie można rezerwować tutaj. Koncert będzie rejestrowany pod kątem przyszłego wydawnictwa DVD/Blu-ray oraz albumu koncertowego, które zostaną wydane przez Napalm Records.
Ja się nie osłuchałem, ale akurat z rana zarzuciłem sobie Irreligious.. i ja pierdole, jak tam jest pograne. Samo gęste z dna gotyckiego gara. I nie ma kompletnie znaczenia, że płyta brzmi dziś dość przaśnie i kwadratowo (powiedziałbym nawet, że paradoksalnie działa to na jej korzyść).
Pozostając w świecie disney metalu, podstarzałe wilkołaki z Moonspell zagrają w sobotę 26.10 koncert z orkiestrą symfoniczną w Lizbonie. Biletów do Meo Areny chyba już nie ma, ale przewidziano live stream, który można nabyć na Moonspell.com. Na nasze wychodzi 80 zł. Full Moon Madness z orkiestrą? Jestem na nie, ale i tak zobaczę.
3 lipca nakładem Napalm Records ukaże się album „Far From God”. Według zapowiedzi samego zespołu ma to być "Irreligious" na miarę XXI wieku. Czy faktycznie czeka nas powrót do korzeni ? Pierwszą weryfikacją tych obietnic jest pierwszy singiel i teledysk do utworu tytułowego.
Ten nowy kawałek natchnął mnie, żebym odświeżył to i owo i przy okazji oszacował, ile jeszcze romantyzmu we mnie zostało.
Więc tak...
Debiutu nie tykałem. Wiadomo kult, sentyment. Ale już parę razy się odbiłem od tej płyty i nie umiem jej słuchać z tamtymi emocjami. Tak, wiem, to ja się postarzałem, a nie płyta.
"Irreligious" - chyba mało jest tak przereklamowanych płyt jak owa (ów płyt). Tam poza genialną końcówką jest bardzo, bardzo przeciętnie. 7/10 w tym 3 pkty za końcówkę.
"Sin/Pecado" - tutaj warto się zatrzymać. Niby wciąż nie wiedzą, jak ten grajdoł dalej pociągnąć, a jednak powstaje płyta wyśmienita. W zasadzie poza słabszym "2nd skin" i irytującą "Eurotiką" jest cios za ciosem. A po tej nieszczęsnej Eurotice aż kipi od erotyzmu.
I tutaj pomarudzę - "Mute" to jedna z lepszych moonspellowych kompozycji, ale ma paskudne zakończenie. Powinna być zgodnie z tytułem - wy-ci-sza-na. A tak - dostajemy na końcu mieliznę, chaotyczne pitu-pitu bez pomysłu na finisz.
"Let the children cum" - no szkoda takiej kompozycji na modny ówcześnie społeczny manifest sprzeciwu wobec wiadomych spraw. Drugi problem jest taki, że ten kawałek kipi niezdrowym erotyzmem i jest przy tym bardzo autentyczny. Dopiero ta końcówka ze "zbereźnym" wokalem przypomina, że to "protest".
Ogólnie płyta 9/10
Potem jest już słabiutko...
"Efekt motyla"... - nie wiem, o co im chodziło z tym gniotkiem... Trochę tego słuchałem i jakieś punkty zaczepienia znajdowałem, dziś wróciłem i odbiłem się zupełnie. 4/10.
"Darkness and hope" - niesamowita płyta. Tyle razy do niej podchodziłem i kompletnie nic z niej nie pamiętam. Może i lepiej. 4.5/10.
"The Antidote" - no, są przebłyski, ale dalej się plączą w jakimś niepotrzebnym brzdąkaniu. Najlepiej wypadają te proste jak konstrukcja cepa kawałki - "Capricorn at her feet" np. 6/10
"Under Satanae" - jeden z niewielu udanych rimejków. 7.5/10
"Night eternal" - posłużyło im to grzebanie w przeszłości. Przyzwoita, zwarta płyta z dwoma mocno gotycyzującymi w nienajlepszym guście przebojami. Najlepsze, co zrobili po grzechu. 7/10.
"Alpha Noir" - pierwszą część nawet dość miło mi się słuchało, druga mocno męcząca z przyjemnym kawałkiem na koniec. Łącznie tak 6,666/ 10 wyjdzie.
"Extinct" - widzę, że tutaj każdy ją jebie. OK, wyłamię się. Optymistyczna, przebojowa, z kilkoma wpadającymi w ucho kawałkami. Fajny koncept z tytułami utworów. 6.5/10
1755 i Hermitage - obie strasznie na siłę, choć w różnych kierunkach. kilka razy przesłuchałem, ale nie miałem ochoty się wgryzać.
Bardzo lubię ten zespół, ale słucham właściwie tylko genialnego "Wolfheart" i pozostałe pełniaki niewiele mnie interesują. Każdy następny był coraz gorszy. Płyt wydanych w XXI wieku w większości chyba nawet nie słyszałem.
A dla mnie jedna z największych cofek jakościowych w metalu. Od świetnego debiutu i wcześniejszych co płyta to gorzej, gdzie przy Antidote trochę przysiad-wyskok zrobili jedynie. A potem znowu mielizna. Co oczywiście nie zmienia faktu, że na koncercie Alma Mater była wydzierana.
Vexatus pisze: miesiąc temu
Bardzo lubię ten zespół, ale słucham właściwie tylko genialnego "Wolfheart" i pozostałe pełniaki niewiele mnie interesują. Każdy następny był coraz gorszy. Płyt wydanych w XXI wieku w większości chyba nawet nie słyszałem.
"
"Bardzo cię kocham, bo w liceum byłaś zajebista dupa, ale potem już starałem się na ciebie nie patrzeć."
Tam "Memoriał" zgubiłem w wyliczance - to było dość znośne, takie 6-6,5/10.
No i słucham tego "Extinct" - i chyba podwyższę na siódemkę. Jednak wolę ten prościutki, przebojowy Moonspell.
Na pierwszym roku studiów po jakiejś awanturze z kobietą puściłem o drugiej nocy "Wolfheart". Tępi współlokatorzy nie rozumieli dramatów romantycznego kochanka i marudzili coś tam - chuj im w dupę! Dziś już nie umiem słuchać tej płyty jak wtedy i bardzo nad tym ubolewam.
Moonspell to katalogowy przykład zespołu, którego wykończyła CMR dając im multi kontrakt płytowy i trzymając pieczę nad rozwojem zespołu.
To wyraźnie słychać zwłaszcza na przełomie 1995-2000 kiedy zespół wydał aż cztery albumy i każdy inny a zarazem każdy co raz bardziej łagodny.
To był okres kiedy modne stały się folki więc po blekowym debiucie CMR chciał folków więc je dostał i tutaj już się zabezpieczyli aby nie przydarzył im się taki wał jak z Ulver. Kiedy folki traciły na popularności a Paradise Lost chciał zostać drugim Depeche Mode CMR czuwała i też chciała z Moonspell zrobić takiego potworka i tak to się toczyło. Po wydaniu zakontraktowanych 6-ciu płyt zespół był wrakiem i cieniem siebie. Jak na ironię najlepsze co wydali w nowej wytwórni to ponownie nagrany materiał z Under The Moonspell. Kariery w Napalm to już nawet nie śledziłem chociaż nie powiem AN/OW im się udała. Nic późniejszego nie znam, nie sprawdzałem, nie mam sentymentów, rolada wywalona. Ten zespół jest już martwy tylko nikt nie ma odwagi by im to powiedzieć albo oni sami boją się do tego przyznać.
Czy ja dobrze przeczytałem, że Moonspell po debiucie na zlecenie Century Media grał folki?
PS. Jakiś czas temu sobie odświeżałem Daemonarch i cały czas się tego bardzo fajnie słucha. Lubię taki świetlisty black metal w stylu późniejszego Root.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Dobrze przeczytałeś. Druga i trzecia płyta ma sporo folkowych motywów. Jeżeli folki kojarzą ci się z fujarkami, skrzypkami czy chrumkającymi świnkami to takich tam nie ma. Natomiast są tam takie charakterystyczne iberyjskie melodie, które wywodzą się z ichniego folkloru i wierzeń.
Jak mnie pamięć nie myli to chyba nawet CMR promował album Sin jako płytę folk blek metalową ale Wacława nie dałbym sobie uciąć.