
Coś Cię uwiera, że nie umiesz bez wycieczek osobistych? Jak się w czymś różnimy, to będziesz już zawsze robił wjazd na rzeczy bez znaczenia?dj zakrystian pisze: rok temu Pierwsze słyszę, że ktoś chciał być ćpunem i alkoholikiem. To raczej wynik problemów ze sobą. No, ale gość z doktoratem wie lepij od niedoszłego magistra![]()

Bardzo rozsądna argumentacja. Ja zmojej zawodowej i życiowej perspektywy mogę tylko rzec: dokładnie tak.TheAbhorrent pisze: rok temuCoś Cię uwiera, że nie umiesz bez wycieczek osobistych? Jak się w czymś różnimy, to będziesz już zawsze robił wjazd na rzeczy bez znaczenia?dj zakrystian pisze: rok temu Pierwsze słyszę, że ktoś chciał być ćpunem i alkoholikiem. To raczej wynik problemów ze sobą. No, ale gość z doktoratem wie lepij od niedoszłego magistra![]()
Nie sądzę, że chciał się stoczyć, ale trochę zmienia mi się patrzenie na takie sprawy. Pomagałem kiedyś w przy bezdomnych i myślałem, że to jest takie proste, odpowiednio zagadać wydzielając obiad, to wybiorą programy rehabilitacyjne i dach nad głową ponad alko. No i nie. Ludzie mają dużo krzywd w sobie, takich żywych ran. Dlatego te programy mają raczej średnią efektywność i kładzie się nacisk na zapobieganie (co nie jest łatwe w kulturze chlania). Znam też ludzi próbujących wyjść z nałogu. Długo by gadać. Pytanie też jest o rodzinę, bliskie jest mi podejście, w którym patrzy się na życie przez to, co daje się innym. Używki to wiadomo, że głównie krzywdy.
Sam zaczynam o sobie myśleć, że mogłem to i tamto, gdyby nie coś tam, złe wybory, poświęcenie się temu, zamiast czemuś innemu. Praca vs rodzina krótko i długoterminowo. Życie to nie jest jednak prosta sprawa.
Innymi słowy, nie wiem jak żyć. Życie Dickinsona wydaje się dużo lepsze di'Anno, ale nie każdy tak chce i umie. Ludzie piszą jakieś wspomnienia z nim, to był raczej pogodnym gościem. Pisanie o nim jak o jakimś totalnym przegrywie nie jest OK. Np. zastanawiam się co musiało się dziać z nim, jakie miał relacje z bliskimi, że z tego co można przeczytać przepił kasę od Ironów na operację. Może był po prostu słaby, a może jest za tym dużo więcej życiowych zawijasów. Nie wiem tego.
Każdy żyje jak chce lub opcja druga jak mu inni każą. Nie ma nic po środku. Ty wybierasz, ty decydujesz albo zrobi to ktoś inny.
Żeby to było takie proste... Niestety nie masz racji, a raczej może nie do końca masz rację. Każdy żyje tak jak umie lub tak jak może, bo niestety wszyscy jesteśmy tylko tym kim/czym wszyscy jesteśmy.
Tylko nastolatki widzą świat dwubiegunowo... Życie jest "nieco " bardziej skomplikowane.
Przeważnie nastolatki zakładają zespoły metalowe, boysbandy, girlsbandy itp. większość z nich zawsze kończy tak samo kiedy przychodzi sukces. Alkohol, prochy, łatwy sex, wyskakiwanie przez okno, zaglądanie do lufy. Podobnie z dziećmi aktorami, które nagle zagrały w jakimś kasowym filmie i posypały się pieniądze zawsze schodzą na wcześniej obraną ścieżkę. Na końcu zawsze jest śmierć.Zsamot pisze: rok temu Tylko nastolatki widzą świat dwubiegunowo... Życie jest "nieco " bardziej skomplikowane.![]()
Po prostu dla Paula, to była bardziej zabawa i przygoda. Byle się najebać i coś zaruchać. Harris traktował Maiden jako cel życia. Bruce zresztą też mocno się angażował, pomimo nie bycia liderem.Blind pisze: rok temu Ale super, że przed Brucem był Paul i z nim nagrali dwie niesamowite płyty. Killers bez niego nie miałoby takiej mocy.

Racja!Zsamot pisze: rok temu To ostatnie lat, by łapać stare kapele na żywo... Czas legend powoli, acz nieubłaganie dobiega końca.
No pamiętam jako dzieciak wielkoformatowe reklamy tej płyty przy sklepach muzycznych, których wtedy przecież było naprawdę dużoVortex pisze: 7 mies. temu zamykacz, który dla fanów zawsze będzie tym Eddiem wyłażącym z drzewa i ikoną, być może właśnie dla nowego pokolenia interesantów wtedy było tym rozpoznawalnym znakiem.