Metal z teledyskami z reguły się nie ima. Wychodzi kicz i chała jak gówno z dupy z hemoroidami, dlatego większość teledysków "metalowych" wieje chujem. Ale są i wyjątki, i o tym ma być ten temat. Np. o Cancer, który nagrał siebie w stodole i wyszło to lepiej od tego, co dziś robi się za dużą kasę:
Albo mój chyba ulubiony teledysk, innego angielskiego zespołu, Akercocke:
Weapon nagrało trzy płyty, dwie pierwsze zajebiste, przy trzeciej się potknęli i postanowili rozpaść. Żałuję, ponieważ bardzo ich lubiłem i był moment, gdy słuchałem właściwie bez przerwy. Po ostatnim długograju pozostawili teledysk. W gruncie rzeczy chujowy jak większość metalowych teledysków, ale w tym przypadku urzekła mnie buzia występującej tam kobiety. To znaczy, mam nadzieję, że jest to kobieta, nie dziecko. W przeciwnym razie znaczyłoby to bowiem, że jestem pedofilem.