W połowie lat 80-tych we Włoszech działał zespół Agonia, który był samodzielnym projektem perkusisty z Wretched.
Napierdalali elegancki hardcore, noisecore i pozostawili po sobie cios w postaci albumu Nessuna Agonia Ci Farà Morire. Po ukazaniu się albumu zespól stwierdził, że to by było na tyle.
Bardzo spoko, zwłaszcza te przemówienia papieżaka czy innego włoskiego sodomity w połowie kawałka.
Początek to dość nośny hc punk z elementami noisecore. W okolicach 4:30 wchodzi wyśmienity, psychodeliczny riff, który brzmi jakby ktoś dźgał wielką dzidą wieloryba. Brzmi wybornie. Potem trochę elektroniki, przemówienia, a na koniec grają niemalże regularnego punk rocka, by na zwieńczeniu albumu znowu wrócić do chaosu.
Screaming Into The Blackness, Needing No God But Himself
Beneath the Veil of Sanity Beats the Throbbing Process of Decay
"ja pierdolę przeczytałem cały temat Kid Rock i muszę się napić"