Scorn to muzyczny potwór Micka Harrisa (facet pochodzi z Birmingham) muzyka, znanego przed wszystkim z gry w Napalm Death, ale też z masy innych projektów, jak chociaż Painkiller czy Lull.
Scorn to unikat, mimo, że gra bardzo ciężką w odbiorze muzykę potrafi wciągnąć minimalistycznymi dźwiękami podbitymi ultraciężkim beatem, dronowymi i basowymi pętlami, ambientem, industrią i czymkolwiek innym trudnym do określenia. W każdym razie wali nieźle czachę.
Moje ulubione płyty to Evanescence (chyba najbardziej jeszcze przystępna w odbiorze jak ktoś zaczyna ich słuchać), dalej List of Takers, Stealth, Refuse,Start Fires i przezajebisty Greetings from Birmingham.
Dyskografia (tylko pełniaki): 1992 - Vae Solis- Earache 1993 - Colossus- Earache 1994 - Evanescence- Earache 1995 - Gyral- Earache 1996 - Logghi Barogghi- Earache 1997 - Zander- Invisible 1997 - Whine [live]- Invisible 2000 - Greetings from Birmingham- Hymen Records 2002 - Plan B- Hymen Records 2004 - List of Takers [live]- Vivo 2007 - Stealth- Ad Noiseam, Ohm Resistance 2010 - Refuse; Start Fires- Ohm Resistance 2019 - Café Mor- Ohm Resistance 2021 - The Only Place- Ohm Resistance
Mnie najbardziej pasują mega-transowe, kurewsko mroczne, trzy ostatnie wypusty dla Earache. Poza tym z licznych jego projektów poleciłbym zapoznać się z Trace Decay, Matera oraz The Weakener.
Nazwa jest mi nie obca, gatunki muzyczne którymi się tutaj twórca para również jak najbardziej mi pasują, więc chyba muszę rozpocząć swoją przygodę ze Scorn co bardzo dobrzy koledzy od serca polecają mi na pierwszy ogień?
To zależy co lubisz, tak ja pisałem Evanescence i jego zremiksowana wersja Eclipse jest dość strawna dla nowego fana. Jak lubisz soniczny industrialny wpierdol bierz debiucik. Jak chcesz wpaść w narkotyczny trans doprawiony droneowym basem łykaj Stealth.
A później resztę dyskografii
Metal ma mieć włochate jaja a nie jakieś symfoniczne cycki
Na pierwszy rzut leci "Vae Solis" i już od pierwszych dźwięków wali fajnym industrialnym grzańskiem. Spodziewałem się czegoś w rodzaju debiutu Nine Inch Nails, a tymczasem Scorn łoi bardziej na metalową nutę, momentami nieco też grungem mi to zalatuje. Nie wiem jak będzie dalej, ale na chwilę obecną tak jak sądziłem wpasowuje się to w moje gusta idealnie
Raczej wali Godflesh. I jakim znowu Grungem, co to Niervana? Nie ma to z nim ani krzty wspólnego i nie wyobrażam sobie, jak mogłoby się to komuś w ten sposób kojarzyć — to trochę tak, jakbym kojarzył se smak porządnego bigosu z lodem waniliowym.
Później będzie inaczej i tylko lepiej, gdyż płyty, które wymieniłem, no może jeszcze + Zander, to moim zdaniem najlepsze co stworzył pod tym szyldem. Nie ujmując wcale industrialnym post Godflesh-owym początkom, które bazują jeszcze mocno podobnie jak w Godflesh na gitarowej i przetwarzanej z niej muzie, stopniowo zastąpionej na kolejnych płytach w zupełności przez poindustrializowaną elektronikę, minimalistyczne elementy Hip Hopu oraz wszelkiej maści Duby, które w pełni ukształtowały niepowtarzalny mistrzowski styl Scorn'a.
To jedyny industrial z Earache, który mi kompletnie nie wchodzi a prób mam za sobą mnóstwo i ciągle nie mogę się do tego przekonać a motywacji mam sporo bo znajomy to die hard fan Scorn i ma wszystko. Po wielu bojach z płytami Scorn i kolaboracjami jedynie Evanesence jako tako potrafię przetrwać w jednym secie. Nie wiem czy jeszcze będę robił jakieś podejścia ale muzyka Scorn wydaje mi się strasznie sztuczna pozbawiona jakby pierwiastka ludzkiego chociaż tworzy ją człowiek. Podziwiam fascynatów tego projektu i staram się zrozumieć ale mi nie wychodzi.
Najbardziej lubię wszystko nagrane z Nickiem w składzie. Co prawda Vae Solis to były jeszcze wprawki do właściwego Scorn... Evanesence oprócz wpływów różnej maści elektroniki i dubu, ma wyraźnie zarysowane post-punkowe i post-rockowe struktury (vide Metal Box). Jeśli kogoś to zainteresuje tu znajduje się lista sampli z albumu - z potwierdzeniem przez Nicka:
A w ogóle to Mick powrócił w tym roku do muzyki. Wydał nowy album jako Fret, który brzmi jak klasyczny solowy Scorn + dźwięki miasta i "trąbki" i sprzęgi w stylu starego Throbbing Gristle. Podobno pogodził się też z Broadrickiem.
Długo na tej emeryturze nie był, gdzieś czytałem że żona go namówiła do powrotu Właśnie słucham Over Depth, paranoiczna atmosfera, ciężkie bity, dubstepowe echa i świetny "miejski" klimat (uwielbiam). Dobrze że wrócił.
Kolaboracje z Dalek zawsze na propsie. Oni sami zapowiadają już od dawna płytę wespół z francuskim Blut Aus Nord, na którą bardzo czekam. Tyle że sprawa ostatnio ucichła.
Zapowiedzi widziałem zdaje się ze dwa lata temu, ale szczegółów nie znam jak to będzie robione, coś tam kiedyś szperałem ale więcej na ten temat nie znalazłem.
Mick zapowiedział nowe albumy Lull (ambient / drone / dark ambient / "Brian Eno worship") i Monrella (techno / industrial techno) w przyszłym roku. Zdecydowanie potrzebuje osobnego wątku.
A może zamiast tworzyć kolejne wątki dla każdego z jego projektów, co wg. mnie byłoby lepszym wyjściem, zmienić tytuł owego na np. Mick Harris NET (podobne jak z JKB) i w jednym zestawieniu mielibyśmy konglomerat wszystkich jego zespołów/projektów, które przecież niejednokrotnie muzycznie przenikają się nawzajem.
BTW Świetne info o tych albumach. Szczególnie jestem ciekaw tego Monrella.
Two live tracks recorded exclusively for Dutch Radio in 1994 captures the imperial Harris/Bullen era Scorn at the height of its powers. Recorded during the European leg of the Evanescence tour with the line up swelling to include Jim Plotkin (from OLD) adding his lush and delicate guitar work to Bullen’s hypnotic, cyclic bass and Harris’s mighty electronic treatments. The two tracks here include the unreleased epic ‘Almost Human’ (imagine if Kluster had come from South Birmingham) and monstrous classic ‘Night Tide’ with is discordant piano lead , delicate guitar drifts, steel city electronics and cut up voice commands. An absolute essential archive release.
Pioniere pisze: 4 lata temu
18 czerwca nowy album !!!
Na razie jeszcze się do nowego albumu nie przekonałem; z całą pewnością szanse jeszcze dostanie, może to kwestia nastroju, ale mam wrażenie że się tak jakoś wlecze. A może brakuje w nim tak namacalnego przygnębienia, jak chociażby w tym kawałku: