Tegorocznych materiałów słyszałem póki co niewiele i żaden z nich niestety nie urwał mi dupska, więc narazie do tematu nic nie dodam, ale to kwestia czasu, bo co najmniej kilka typów mam.
Nie wiem, czemu by miało być za wcześnie - w zeszłym roku te, które w kwietniu uważałem za najbardziej udane płyty w większości utrzymały się do końca roku wśród tych, do których wracałem najczęściej i uznałem ostatecznie za najlepsze i przypuszczam, że rzucając kilka propozycji i tym razem nie będzie w grudniu tak, że uznam: nie no, co ja sobie myślałem. Skoro wracam do nich aktualnie i słucham często, raz po raz, to będzie tak pewnie i za parę miesięcy.
Jeśli trzeba się z czymś siłować, żeby posłuchać 3 razy, to pewnie, że nie ma sensu tu o tym pisać, ale jeśli jest album, który za każdym kolejnym odsłuchem podoba się tylko bardziej, to czemu by go nie polecić już w kwietniu?
Jedyna różnica jest taka, że w minionym roku nic nie wychodziło latem, a teraz pewnie parę przesuniętych płyt się pojawi i może będzie na czym zawiesić ucho.
@Ryszard zeszłoroczny temat założył już 21 lutego, a już 13 marca na rynku były tak piękne albumy jak Funereal Presence czy Mystifier, o Doombringerze nie wspominając
Destroy their modern metal and bang your fucking head
To jest taka swoista reklama, jak kto che będzie z czasem kupował, czy to fizyczne, czy digital.
EDIT: kolejne wprowadzone zmiany do powyższej listy, gdyż omyłkowo wstawiłem debiutancką EP-kę Alphanumeric, a to pozycja z ubiegłego roku w związku z czym nastąpiła wymiana oraz dodanie dwóch nowych.
Pod względem oczekiwań rok wyjątkowo dla mnie chujowy. Czy będą to oczekiwania odnośnie pracy, muzyki, gier czy czegokolwiek innego.
Na plus:
Gorevent - Fade (slam death w funeralnych tempach, prymitywizm totalny)
Agvirre - post rock/atmoblack z doznaniowymi skrzypeczkami.
Rozczarowania:
nowy singiel Katatonii Behind The Blood to najgorsze co nagrali
nowe MDB zasysa kule poza 1 utworem
Pyogenesis wróciło do power punka
Unreqvited nagrało śmierdziela
nowy Code Orange wymęczył mnie
Po staremu:
Kevertalak dalej jest gównianym swetro-metalem
Dodatkowo Nioh 2 zasysa pałę, jest znacznym pogorszeniem w stosunku do Nioha1 i jest nastawiony na sztuczną trudność przez wkurwiające pułapki i chamskie zagrania. Przypomina się casus Dark Souls 2. Team Ninja pewnie pozazdrościło Sekiro, że takie trudne i oh.
Czyli płytowo chujowy rok póki co. Najgorszy od kilkunastu lat(czyli od czasu kiedy słucham muzyki).
Screaming Into The Blackness, Needing No God But Himself
Beneath the Veil of Sanity Beats the Throbbing Process of Decay
"ja pierdolę przeczytałem cały temat Kid Rock i muszę się napić"
U mnie póki co przoduje Grecja. Kawir, Empire of the Moon i Serpent Noir. Poza tym oczywiście Malokarpatan, a z life metalu trzecie wydawnictwo Temple of Void.
Dum bibo piwo, stat mihi kolano krzywo.
yog5 lat temu
Tormentor
Posty: 18224
Rejestracja:9 lat temu
yog
Sobie klikłem - jaka perfidna dominacja metalu w tym roku na RYMie.
W pierwszej 5 - Paysage d'Hiver, Ulcerate, Oranssi Pazuzu, a dalej w 20 - Black Curse, split Mare Cognitum / Spectral Lore, w 50 - soundtrack z Doom Eternal, Caustic Wound, Malokarpatan, Afterbirth, 51 - Perdition Temple, 53 - Thy Catafalque, 54 - Sweven (lamusy się nie znają, najlepsza płyta!).
Większość pewnie ostro pospada, bo te dwa pierwsze albumy nawet premiery jeszcze nie miały.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
1. ULCERATE - Stare into Death and be Still (aczkolwiek dawno nie słuchałem i istnieje szansa, że zostanie zdetronizowany)
2. MALOKARPATAN - Krupinske Ohne
3. ARMAGEDDA - po szwedzku, więc nie chce mi się pisać
4. LJOSAZABOJSTWA - Głoryja Śmierci
5. SPIRIT POSSESSION - Spirit Possession (z czego ten album ma duże szanse wbić się wyżej)
6. LIK - kolejny szwedzki tytuł którego nie chce mi się pisać, ogólnie pan Graav rozdaje w tym roku
inne bardzo dobre płyty: BLACK CURSE, YGG, NERO DI MARTE, INVOCATION, HAXANU, SERPENT NOIR, CIRITH UNGOL, RITES OF DAATH (tu z szansą wbicia się do czołówki)
super, ale nie moja bajka: ORANSSI PAZUZU
bardzo dobre, ale nie mam potrzeby wracać (przynajmniej na razie): KŁY, ODRAZA
bardzo fajne płyty będące miłym zaskoczeniem, a spodziewałem się nudy: VADER
Ok, w sumie już koniec lipca więc można już coś więcej powiedzieć. Na chwilę obecną topka tego roku wygląda u mnie następująco:
Bohren & der Club of Gore - Patchouli Blue
Forndom - Faþir
Kły - Wyrzyny
LIK - Avgrundspoetens Flamma
Malokarpatan - Krupinské ohne
Ofermod - Pentagrammaton
Paysage d'Hiver - Im Wald
Prison of Mirrors - De Ritualibus et Sacrificiis ad Serviendum Abysso
Revenge - Strike.Smother.Dehumanize
Witches Hammer - Damnation Is My Salvation
Sporo jednak jeszcze nie sprawdzałem, bo jakoś więcej czasu słucham staroci niż nowości.
Odium Humani Generis
Belzebóbr5 lat temu
Tormentor
Posty: 1284
Rejestracja:8 lat temu
Belzebóbr
Snorlax z deathu mnie zaskoczyło pozytywnie. W sensie takim, że nie wiedziałem czemu to pokemon gra metal śmierci. A z blacku Kommodus, podobno nawet raaaaw black. No to z rbm to nie wiem nawet kiedy coś słuchałem tak mnie te leśne zjeby irytowały.
Do końca roku pozostały trzy tygodnie, można więc wreszcie chyba pokusić się o ostateczną listę. A zatem rok 2020, to dla mnie:
Serpent Noir - Death Clan OD
Płyta nie tak dobra jak poprzednia, ale wciąż na bardzo, bardzo wysokim poziomie "okultystycznego" black metalu. W zasadzie pisząc nie tak dobra, miałem na mysłi, że mi mniej pasuje, bo obiektywnie to majstersztyk. Rzadko wydają muzykę panowie szwedo - grecy, ale ilość przekłada się na jakość. Kawir - Adrasteia
Jak już wielokrotnie zdaje się pisałem, Kawir nigdy mi nie podchodził. Uważam kapelę za średnią i zawsze tak było, aż tu nagle jeb, pojawia się Adrasteia, album tak wracający do korzeni greckiej sceny, że nie mogłem go nie polubić od pierwszego odsłuchu. Empire of the Moon - Έκλειψις
Kolejny powrót po długiej przerwie i kolejny sztos. DeDe twierdzi, że nudne, dla mnie doskonały powrót do korzeni greckiej sceny, zawierający multum szlachetnych melodii. Katavasia - Magnus Venator
To samo jak wyżej. Do tego pięknie wydany booklet. Black Magick SS - Rainbow Nights
W kółko grają to samo, to fakt. Ale przecież kawałki są za każdym razem inne, a syntezatorki mniej lub bardziej wpadają w ucho. Te wpadły lepiej od poprzedniej płyty. Czyli niby to samo, a jednak inne. I wciąż zajebiste. Malokarpatan - Krupinske Ohne
W zestawieniu nie mogło zabraknąć tych tuzów nie tylko słowackiej, ale już chyba światowej sceny, którzy znów zabierają słuchacza w świat ludowej, słowackiej mitologii i wierzeń, o których wiemy dzięki rodzącej się w XVIII w. etnografii. Płyta zabija klimatem i za każdym razem, kiedy jej słucham, w wyobraźni przenoszę się to owych Krupin, regionu geograficznego na Słowacji, który najdłużej pozostał "najmniej ucywilizowany" gdzie, jak osbie poczytałem, jeszcze w latach 80. ludzie wierzyli, że po lasach biegają diabły. Piękne lasy, wzgórza i muzyka Malokarpatan, kapeli z płyty na płytę coraz lepszej. Terrestrial Hospice - Indian Summer Brought Mushroom Clouds
Polską scenę BM zaliczam do słabych, a jeszcze w dodatku jakby tego było mało, mamy wysyp jakichś pedałów od pseudoawangardy, którzy dodatkowo kopią tego trupa. A przecież lata 90., to były niemalże same dobre płyty. Gówno więc goni gówno, ale oto powraca Paimon pod zmienioną ksywką i odpierdala materiał tak głęboko zanurzony w tradycji norweskiego grania, a przy tym brutalny, że klękajcie narody. Ponoć płyta spotkała się z szerokim odzewem. Chciałbym w to wierzyć i zachować resztki dobrego zdania o polskich kucykach, których gust kształtują niedomyte tuczniki oraz egzaltowane przygłupy z pedalskim wąsem, produkujące taśmowo filmiki na Youtube. Inquisition - Black Mass for a Mass Grave
W ostatniej chwili wskoczyli do "topki" pedofile z Inquisition, kapeli, której podobnie jak Kawir nie lubię, ale ostatnią płytą wbili mnie w ziemię. Ondskapt - Grimoire Ordo Devs
Długo kazali na siebie czekać , ale było warto. Dalej bowiem Szwedzi wycinają ten swój religijny bm, który chyba w ich przypadku nie jest modą, skoro inni już od tego odeszli, a oni nadal nagrywają wyśmienitą muzykę, będącą dla mnie kwintesencją tego, jak postrzegam black metal. Temple of Void - The World that Was
Peleton zmierzający do mety z napisem 2020 kończy life metal. Life metal jak wiadomo, w większości jest chujowy, ale i tu znajdą się perełki. Jedną z nich jest ten właśnie death/doom, ciężki i klimatyczny. Jeśli miałbym wskazać palcem jakąś kapelę "spiewającą o potworach", której udaje się autentycznie stworzyć klimat horrorów z lat 60., 70., i 80., a nie po prostu napierdalającą tę swoją OS sztampową muzykę, to byłaby to właśnie ToV, która także na tej płycie nie zawodzi. Incantation - Sect of Vile Divinities
Są tacy, którzy psioczą na zbyt czyste brzmienie i w ogóle, że ta płyta jakaś taka "ugrzeczniona". Trochę się z tym stwierdzeniem mogę zgodzić, ale dla mnie to nie jest przeszkodą w słuchaniu nowego krążka bogów death metalu. Incantation kolejny raz zagrało to samo, ale inaczej i mnie zaskoczyło. Kapela - fenomen. Najlepsze swoje płyty zaczęła nagrywać po latach, kiedy wydawałoby się, że muzycy powinni się wypalić. Ta jest kolejną.
I to by było na tyle Kochane Metale. Dla mnie ten rok należy do Grecji, która wydała kilka świetnych płyt, nawiązujących do swoich najlepszych czasów. Być może czeka nas renesans takiego grania ? Jako lubiącego te klimaty, bardzo by mnie to ucieszyło.
No Inquisition - Black Mass for a Mass Grave śmiało wpadli do topu roku. a jakoś się nie spodziewałem, że będzie tak dobrze. Ale nie ma co ukrywać, warunki pogodowe sprzyjają takiej muzie, a że ja mnóstwo czasu spędzam z muzyką na zewnątrz, to i takie preferencje. Ta pozorna chwytliwość to jak w starej Katatonii, na początku mocno przykuwa uwagę, potem "do głosu" dochodzą inne warstwy muzycznej. Dla mnie rewelacja.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
TITELITURY pisze: 5 lat temuEmpire of the Moon - Έκλειψις
Kolejny powrót po długiej przerwie i kolejny sztos. DeDe twierdzi, że nudne, dla mnie doskonały powrót do korzeni greckiej sceny, zawierający multum szlachetnych melodii.
Jak ja Cię, Titek, szanuję. Jestem trzeźwy. Zajebista płyta z klimatem greckim i zacnymi melodiami, tak. Debiutu nie słyszałem - warto?
UP THE VERONICAS
KIERWA TAKE ME ON THE FLOOR TARARATA TARARARA
yog pisze: 3 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
Zapomniałem! Skleroza nie boli, bo gdyby bolała, ciągle zwijalbym się z bólu. W moim zestawieniu powinna znaleźć się jeszcze płyta Baise Ma Hache / Paul Waggener The Pale Riders - L'appel du vide . Pierwsze płyty tej kapeli mi się nie podobają, F. E. R. T. jest dobry, ale ta kolaboracja, to już majstersztyk. BMH kompozycyjnie najciekawsza, a ten Weggner ma świetny głos. Wszystko doskonale się komponuje dając "matrial black metal" w duchu francuskiego ruchu literackiego, znanego w latach 50. i 60. pod nazwą "Husarzy".
Dodam tylko trzy tegoroczne płyty, których słuchałem najwięcej. Kolejność przypadkowa
Belzebóbr5 lat temu
Tormentor
Posty: 1284
Rejestracja:8 lat temu
Belzebóbr
Mam takie braki w tym roku, że żeby stworzyć listę top 10, na podobnym poziomie osłuchania jak w latach poprzednich, potrzebowałbym jeszcze ze 2 miesiące 5x razy częstszego słuchania płyt z 2020 niż dotychczas.