Jest tutaj Bóg, jest Szatan, nie mogło zabraknąć miejsca dla Króla ziemskiego raju.
Przed Państwem Charles Mingus! Voilà!
yog5 lat temu
Tormentor
Posty: 18224
Rejestracja:9 lat temu
yog
Spoko płytka, nic nie rozumiałem, ale nawet miło się słuchało! A słuchałem, bo przeczytałem gdzieś, że nowe Blood Incantation to jest deathmetalowa odpowiedź na The Black Saint and the Sinner Lady! Chyba dlatego, że 4 utwory i ostatni trwa całą stronę B. Także wracając... no, tego... takie trochę taneczne, ale głównie to pojebane. Jazz jest pojebany, a to jeszcze rzekomo jazz awangardowy... Mówiłem już, że nie bardzo wiem, o co chodzi???
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Mój ulubiony muzyk jazzowy, obok Sun Ra - ojca "kosmicznej" muzyki. Potęga "The Black Saint and the Sinner Lady" polega między innymi na tym, że odsuwa na drugi plan wszechobecną w jazzie improwizację, stawiając na kompozycję i obróbkę studyjną. Muzyka Charlesa była mocno osadzona w "klasyce". Np. tutaj cytuje Rachmaninowa:
Wydaje mi się, że w muzyce nie chodzi o znanie się, czy rozumienie (chociaż to to może tak). Ja to widzę jako pewien rodzaj energii, którą albo odczuwasz albo nie. Ale myślę, że ciekawie to ujął Archie Shepp, mówiąc że nie lubi nazwy jazz, woli muzyka afroamerykańska. To sądzę wiele może wyjaśnić w kwestii rozumienia. Tak czy inaczej, ja osobiście chłonę ostatnio jak gąbka ten cały jazz i kocham i lubię to!
A Mingus, tak według mojego mizernego znania się, jest mocno osadzony w bluesie, bardziej niż inni wielcy z tego okresu, jedocześnie będąc awangardowym (chyba). I w tym mieści się pewnie ten niesamowity feeling jego muzyki. Wielką przyjemność sprawiło mi przesłuchanie jego największych dzieł z okresu koniec lat 50-tych do początku 70-ych. Rozwój muzyczny jest widoczny (słyszalny) nawet dla takiego słoniowego ucha jak moje.
kurz pisze: 5 lat temu
Wydaje mi się, że w muzyce nie chodzi o znanie się, czy rozumienie (chociaż to to może tak). Ja to widzę jako pewien rodzaj energii, którą albo odczuwasz albo nie.
Żaden ze mnie ekspert, ale oba co podałeś mi wchodzą bardzo dobrze.
Moje ulubione, powiedzmy trzy, ze studyjnych to: The Black Saint and the Sinner Lady, Blues @ Roots i Mingus Mingus Mingus Mingus Mingus, a z live: Mingus at The Bohemia i Revenge! Legendary Paris Concerts.