Znalazłem w internetach coś fajnego... Atomic Vulture to belijski zespół wykonujący instrumentalny (na ile zdążyłem się zorientować w trakcie słuchania najnowszej płyty) Stoner Rock. Niby metalu tutaj niewiele (bo niewiele), niby wszystko to już było (bo już było), ale słucha się tego doskonale. Panowie grają te proste generyczne patenty na totalnym luzie i wychodzi im to świetnie! Szkoda, że panowie nie udziwnili trochę tej czysto instrumentalnej muzyki i nie poszli np. w kierunku podobnym do Uranus Space Club albo w kierunku urozmaicenia większą dawką elektroniki. Ale i tak jest spoko. Wrzucam najnowszą płytę na zachętę. Przyznam się szczerze, że sprawdziłem płytę głównie ze względu na okładkę.
Przyznam uczciwie, że zajebista jest muzyka Belgów. Po odsłuchaniu ostatniego albumu zabrałem się za poprzedni - "Moving Through Silence" i nie potrafię stwierdzić który na tę chwilę lepszy. Wspaniały pustynno psychodeliczny trans na bardzo wysokim poziomie. Zero nudy, wkręta w jakiś tam wyimaginowany przez tych stonerowców kosmos. Jestem 3 razy na tak.
Jeśli ktoś lubi Kyuss, Karma To Burn, ale też nowsze okołostonerowe wynalazki jak Earthless czy też Monkey3 powinien posłuchać tego zespołu.
Cofając się w dysko okazuje się, że nie zawsze jest/było u nich wyłacznie instrumentalnie. Na całkiem niezłej epce z 2018 roku - "Stone of the Fifth Sun" - pojawiają się wokale, nie wiem czy gościnne czy też nie, ale są i pasują idealnie.
To bardziej rockowe podejście do tematu stoner. Desert z psychodelią, a nie żaden stoner doom. I tej psychodelii sporo co może sprawia wrażenie, że i fanom space rocka mogłaby muzyka Belgów podejść.