"Antikatastaseis" uważam za jeden z najważniejszych dla mnie albumów nie tylko w XXI wieku i nie tylko w metalu, ale w kategorii overall. Towarzyszy mi od premiery, często jako soundtrack przy wielu wzlotach i upadkach. I nie znudził do tej pory i już chyba nie znudzi. Podchodzę do tego bardzo osobiście i subiektywnie - nie jestem gotów umierać w obronie jego "obiektywnej" muzycznej jakości (jak za "Monotheist" na przykład) - ale uważam, że mógłbym z wyborem na liście istotnych dla siebie wydawnictw trafić dużo, dużo gorzej.
Od momentu, gdy pierwsze info o trasie pojawiło się w sieci (jakoś 1,5 roku temu - ??, rodziła się chyba w wielkich bólach), z jednej strony zdawałem sobie sprawę, że muszę to zobaczyć. Z drugiej byłem pełny obaw o to, czy ten album jest w ogóle możliwy do odegrania na żywo. Zawsze ta "Antykatastaza" była dla mnie tworem wybitnie studyjnym. Doskonała w swojej formie dzięki bardzo wielowarstwowej, przeplatającej się strukturze. Ambientowe wstawki, dysonanse i kontrasty, bardzo intensywnie i tłusto bijąca perkusja, często gra ciszą, schowany wokal, no i te mozolnie budowane i łamane struktury gitarowe. Poszczególne elementy składowe nie brzmią na ekstremalnie skomplikowane, ale ich złożenie w całość - to jak współbrzmią, interferują czasami się wzmacniając a czasami usilnie stojąc do siebie w opozycji - nadaje całości unikalnego charakteru. To świadczy, moim zdaniem, o dojrzałości kompozycyjnej oraz uzasadnia, dlaczego tak często w recenzjach i opiniach o tej płycie można spotkać określenia "monolit" czy "monument". Przykładowo - prosty zabieg jak schowanie wokalu trochę do tyłu, tak żeby momentami był niemal na granicy słyszalności, przy jednoczesnym jego rozbudowaniu, już abstrahując od tekstów, sprawia wrażenie, jakbyśmy mieli do czynienia z płytą wybitnie narracyjną, liryczną, jakby opowiadającą jakąś dramatyczną historię. I właśnie ten element - oraz trochę nienachalna (choć jednocześnie intensywna) i jednak schowana perkusja (bo cały album, moim zdaniem, głównie gitarami stoi) - wpływały na moje wątpliwości co do odegrania tego materiału na żywo. No bo wszyscy znamy prawidła metalu granego na żywo - ani wokalu, ani perkusji schować się nie da, trzeba je wysunąć do przodu, żeby rezultatem nie była jakaś post-rockowa ściana dźwięku.
I jaki był efekt? Wybitny. Wybrałem się do Wrocławia (przy okazji - CHWD komunikacji publicznej pomiędzy Wrocławiem i Krakowem w godzinach późnowieczornych/wczesnonocnych), klubu Liverpool, żeby przy udziale 40(?), 50(?) innych osób zobaczyć tę sztukę na żywo. Zagrało wszystko. Album zagrany został praktycznie w całości zgodnie z materiałem źródłowym, bez prawie żadnych kompromisów i dróg na skróty. Wszystkie riffy, melodie, zmiany tempa, ambientowe wstawki się tu znalazły. Wokal, rzeczywiście wysunięty na pierwszy plan, pięknie się odnalazł, dodając tej specyficznej aury pustki i otchłani. Perkusja zintensyfikowała całe wrażenie. A gitary brzmieniowo - na zmianę - tworzyły klimat, walcowały, budowały uniesienia. Całość w ogóle zabrzmiała bardzo, bardzo klarownie - nie wiem czy to zasługa dobrego nagłośnienia, czy konstrukcji tych kompozycji, że nie zlały się miałką pulpę. "Antikatastaseis" po prostu jest materiałem stworzonym do grania live i w sumie już czekam na 20. rocznicę premiery
Na koniec jeszcze takie dwie uwagi:
1. Wielki szacun dla Abyssal, że zdecydowali się na klubową trasę. Pewnie frekwencja na poszczególnych sztukach ich nie zabija. Pewnie pójściem na łatwiznę byłoby pojechać z tym na festiwale i grać przy świetle dziennym na jakimś Mysticu, SDLu czy Brutalu o 16.45. Ale klimat byłby nieporównywalnie gorszy. Jednak nic nigdy nie zastąpi koncertu w klubie na autorskiej trasie.
2. Przepraszam za dosyć odległe porównanie, ale Abyssal - w takim całościowym podejściu do muzyki i sposobie kompozycji - zawsze trochę kojarzył mi się z The Ruins of Beverast. Choć sama muzyka grana przez te kapele jest odmienna, to filozofia procesu twórczego (jeśli to można ocenić po efekcie) wydawała mi się zbliżona. I o ile zobaczenie live TRoB było dla mnie jednym z największych rozczarowań ostatnich lat (ale to było na trasie z 1349, więc biorę poprawkę, że na tej trasie generalnie wiele rzeczy nie wyszło - dam im jeszcze szansę jesienią), to Abyssal - odwrotnie, był jeszcze większym oczarowaniem niż się spodziewałem.