Ja to bym generalnie dodał, że na dwóch pierwszych płytach to mnóstwo takiego riffowanka pod Soulside Journey. Sporo pogmatwanych riffów ale mimo wszystkiego tworzą one te linie melodyczne, których nie ma w żadnym innym zespole. Co jeszcze ciekawe tam chyba perkusja jedzie na jedno kopyto i też ani trochę nie sprawia to, że sekcja rytmiczna brzmi jakoś słabo a wręcz przeciwnie. To co Jonas robi na grubym to kwintesencja jak należy używać bas(s).
Do piwa niedawno włączyłem Terminal Spirit Disease i biorąc pod uwagę śmierć Tompy, to mnie jakoś tak wzruszył ten album, mimo że żaden tam ze mnie fan. Zawsze ten (i następny) krążek lubiłem, ale teraz stał się jeszcze smutniejszy. Te lodowate melodie i obłąkany skrzek są mocno ciarogenne. Jedyny melodyjny death metal jaki do mnie trafia. A jeśli chodzi o TSD to szkoda tylko, że to tak wydane jest. Mogło jako epka wyjść bez tych live'ów albo mogli po prostu chwilę poczekać i napisać jeszcze kilka utworów. Po The Beautiful Wound następuje dla mnie koniec.
yog pisze: 3 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
TITELITURY pisze: miesiąc temu Na złość rodzicom dam dupy koledze z brokułem na głowie !
Ależ mi się świetnie słuchało tego nowego krążka, pięknie gitarowe melodię prowadzą cały ten album. Znakomity feeling kompozycyjny, równowaga, do piwka idealne. W weekendzik poprawka grillowanka właśnie z tym albumem się odbędzie.
Z tą płytą to trochę jak z gościem, który idzie na paradę równości w koszulce "Mam żonę, dziecko i psa". Współuczestnicy najpierw spoglądają krzywo, a potem tolerancyjnie zapytają: "ale kogo w takim układzie ruchasz?". Gość odpowiada, że tylko żonę. Na co współuczestnicy pytają - no to po jakiego chuja się tutaj znalazłeś i chcesz aplauzu?
Reasumując, kolejna dobra płyta, na którą będą mieć wywalone i ortodoksi, i miłośnicy dalej idącego melodetu.
Nie myślałem, że wrócę do słuchania At The Gates po takim smutnym wydarzeniu jak śmierć Lindberga.
Stało się, nic na to nie poradzimy. Kolejna legenda odeszła. Tomas, zresztą mój imiennik pozostawił świetny dorobek muzyczny.
Szwedzi od kultowego debiutu "The Red ..."mieli zwroty i upadki. Rozpadali się by znów się zjednoczyć i zaskoczyć nas fanów -słuchaczy - kolejnymi koncertami i wydawnictwami. Ich płyty na przestrzeni lat były różne. Od kultowych pozycji z lat 90" po nowoczesne spojrzenie na melodyjny death metal. Ich losy są podobne do moich, bo słuchałem ich etapami. Wpierw w latach 90, potem po rozpadzie zapomniałem o nich całkowicie. Potem przypomnieli się mi w roku 2014 i ponownie o nich znów zapomniałem aż do roku 2025.
Kończąc przydługi, nudny wstęp - dla mnie są kapelą moich lat młodzieńczych i mam do nich duży sentyment.
Nowa płyta to przyczynek do wpisu, Jaka ona jest dla mnie? Co o niej sądzę?
Napewno Was to mało obchodzi ale sobie skrobnę kilka słów.
Brzmieniowo to istna petarda, mamy tutaj połączenie nowoczesnego brzmienia, wyraźnego. Nie irytuje ono słuchacza swą sztucznością, wręcz odwrotnie daje sporo przestrzeni i daje do myślenia- o przeszłości.
Na całe szczęście nie jest ono sterylne i sztuczne jak w przypadku (nie wszystkich)nowych death metalowych produkcji, gdzie wszystko jest wygładzone. Przede wszystkim bardzo podoba mi się praca perkusji i talerzy, które wysunięte są nieco na przód(talerze).
Chciałem w tym miejscu zauważyć, że ostatni album jest mocno gitarowy. Gitary atakują słuchacza z każdej strony, oczywiście nie chaotycznie ale odpowiednio jest to wszystko ułożone i skomponowane. Gitarki stanowią o rytmie i dynamice w dość wyraźny sposób. Solówki bardzo charakterystyczne dla At The Gates, potrafią też zabłądzić nieco dalej w przyszłość, gdzieś tam w oddali widać swego rodzaju ewolucje.
Wokalnie to istne szaleństwo - o tym pisać nie muszę, Tomas to klasa sama w sobie. Bardzo lubię jego styl wokalny, wydzieranie się, wrzaski i growle.
Co do utworów, to absolutny "banger " In Dark Distortion- można by rzec wyciskacz łez. Mamy też piękny i nostalgiczny, akustyczny numer pod sam koniec płyty- Förgängligheten. W utworach odnotowałem również obecność klawiszy co potęguje klimat i emocje tej płyty.
Płyta można by powiedzieć pożegnalna, ale nie jest ona depresyjna czy nie jest też wyciskaczem łez.
Jest mega dynamiczna, agresywna i brutalna. Momentami możemy poczuć się nie swojo i być zaniepokojeni smutnymi emocjami ale to tylko chwilowe.
Natychmiast wpadają melodie i agresywne riffy, które wiercą nam dziury w czaszce, powodując że nie da się przejść obojętnie obok tego wydawnictwa.