Pale Szatana pisze: miesiąc temu
No i właśnie pojawia się jeszcze jedno pytanie. Czy Silencera można traktować w pełni jako zespół DSBM czy BM z histerycznym wokalem. Myślę że nie ma tutaj jednoznacznie dobrej odpowiedzi. Nie zamierzam w żaden sposób odcinać się od etykiety DSBM ponieważ uważam, że są zespoły godne uwagi i jak wszędzie zdarzają się bardziej i mniej udane hordy. Napewno mieli wpływ na ten ruch. Bo pomimo, że nie sa wcale pierwszymi którzy użyli wokali tego typu(Nattramn je po prostu doprowadził w tamtym czasie do pewnego ekstremum względem chociażby Burzum czy Bethlehem) to napewno zawitali na stałe w zbiorowej świadomości tego odłamu BM.
To całe sławetne wrzucanie Silencer do szuflady DSBM to w dużej mierze efekt otoczki i brzmienia wokalu, a nie jakiejś spójnej ideologii czy tematyki od początku do końca. Jasne, pierwsze numery pachną depresją i tym całym histerycznym rozkładem jaźni, ale potem to skręca w dużo bardziej konkretny, momentami wręcz topornie ukierunkowany przekaz. W praktyce wychodzi na to, że bliżej temu do mocno tematycznego grania z elementami ideologicznymi, tylko podane w formie, która przez wokal dalej brzmi jak kompletne załamanie psychiczne. I chyba właśnie przez ten kontrast tyle osób ma problem, żeby to nazwać wprost. W efekcie dostajemy coś, co bardziej przypomina NSBM z wokalami rozpaczalnymi niż typowe DSBM, tylko że przez lata było to rozmywane, bo nie każdemu pasuje taka interpretacja. Łatwiej jest przykleić łatkę “depresyjnego kultu” i mieć święty spokój, niż przyznać, że materiał jest bardziej złożony i miejscami idzie w mniej wygodne rejony.

Jeśli chodzi o samą postać Nattramna, to cała ta otoczka “wyniszczonego psychicznie odludka, który się samookalecza podczas nagrań” w dużej mierze została wykreowana przez słuchaczy. To się dobrze sprzedawało jako historia, więc było powielane bez końca, aż zaczęło funkcjonować jako coś pewnego. Tymczasem po latach, kiedy można było na spokojnie przejrzeć wywiady i różne wypowiedzi, obraz robi się dużo bardziej przyziemny. Dalej enigmatyczny, ale już bez tej całej przesadzonej teatralności. Zresztą podobnie wygląda temat jego dalszej działalności. Kto miał cierpliwość, żeby pogrzebać w późniejszych wydawnictwach po Death Pierce Me, ambientowych projektach i różnych śladach zostawionych w sieci, ten mógł z czasem połączyć kropki. To nie było jakieś wielkie śledztwo, raczej kwestia konsekwencji i odfiltrowania bzdur od rzeczy, które faktycznie się zazębiają. (Co prawda Nattramn robił jakieś swoje zagadki, ale większość z owych rozwiązań prowadziła albo do jego książki i działalności literackiej albo do przecen na merch z jego oficjalnej strony

)
Dzięki temu da się dojść do wniosku, że on nie zniknął w żadnej mitycznej otchłani, tylko zwyczajnie odciął się od tego wszystkiego i żyje swoim życiem. Czy wróci z nowym projektem, to inna sprawa. Na ten moment nic na to nie wskazuje i ciężko cokolwiek pewnego powiedzieć. Miałem z nim kiedyś minimalny kontakt, dosłownie parę zdań, nic co by nagle wywracało całą tę historię do góry nogami, ale wystarczająco, żeby trochę inaczej spojrzeć na całą tę otoczkę. I właśnie od tego momentu zaczyna się robić ciekawie, bo nagle ten cały mit zaczyna się rozłazić. Z tego co udało mi się wyłapać, żyje normalnie, zajmuje się rodziną, wychowuje dzieci i tworzy muzykę, ale już zupełnie gdzie indziej i na własnych zasadach. Żadnego powrotu do starej formuły, grania pod publikę, tylko raczej spokojne funkcjonowanie na uboczu (Coś jak Varg z Burzum NEW jednakże bez publiczności). Ta muzyka, którą robi teraz, to też nie jest kontynuacja Silencera, tylko bardziej rzeczy synthowe, publikowane gdzieś bardzo ograniczenie, praktycznie dla wąskiego grona. Jak będzie na siłach ma ponoć wrócić do "Ekstremalnego Metalu", ale wieść o owym powrocie jest rozgłaszana od 2017.......