Zajebiście mi weszło "Momento Mori". Nie pamiętam takiej radości z Marduka. Nigdy nie byłem i nie będę ich wyznawcą, ale tu poczułem radość w momencie jak ich poznawałem. Viktorię i te inne średnio mi pasowały, tutaj klei się dla mnie wszystko idealnie. Z pozdrowieniami dla Pana od cycków.
Lubicie black metal dla dzieci, bo jesteście jebanymi pedałami, ot co! Przywołuję oto z czeluści użytkownika @Derelict żeby wam trochę ten Marduk poobrażał. Nie może być tak, że na tym forum tylko kultowy Dissection będzie szkalowany, a taki szajs dla konia jak ten z tematu wychwalany pod niebiosa! O nie!
Skoro zostałem wywołany ze swojej kwatery przez @TITELITURY niczym Joseph Merrick w Człowieku Słoniu, to zaraz szybko sobie przesłucham ten najnowszy albumick Murdocha i skrobnę opinię bez owijania w wazelinę (czy jakoś tak).
Intro albumu rozpoczyna się jakby dźwiękami jadącej drewnianej bryczki, ale po około 3 sekundach orientuję się, że to jednak odgłos mieszania gówna w jakimś zbiorniku. Potem jakieś skrzypy zipy i wchodzi muzyczkia. Słychać gitarę, słychać blasty. I chyba jeszcze słychać jak ktoś się zrzygał. W pewnym momencie słyszę, że ten śpiewający mówi do mnie "fuck you". Co? Ja ciebie słucham, a ty do mnie fak ju? Intro 1/10. Drugi numerek niejako kontynuuje to, co zaczęło się w intrze. Tylko, przepraszam za słowa, ja pierdole, ale to jest chujowo napisane i zaaranżowane... Mowa oczywiście o muzyce, bo w bleck mitelowe wokale wbijam kolca (zawszę). "Utwór" ten trwa zaledwie dwie minuty, długość ta jest oczywistym plusem. Bardzo dodatnim. Trzeci utwór zaczyna się od odgłosów kopania "czegoś" łopatą. Czy narzędzie owo było użytkowane z godnie z przeznaczeniem jego? Mogę się tylko domyślać. Najbardziej prawdopodobna wersja wydarzeń jest taka, że ktoś odkopał zwłoki Murdocha, by ten nagrał kolejny chujowy album. Na chwilę obecną wszystkie poszlaki wydają się to potwierdzać. W czwartym biją dzwony jak w tej rymowance Panie Janie, słychać też, jak bije serce (dodam jeszcze, że bije bardzo szybko, pewnie było to serce jakiegoś black metalowca, który musiał wyjść z domu). Wychodzi na to, że chyba ten singiel to najlepszy utwór na płycie. Takie tam 6/10. Szarlatan to już jednak bezsens nakurwiania blackowych blastów i konglomerat riffów bez ładu i składu. Coffin Carol w zasadzie to samo, tylko riffy jednak bardziej sensowne. W Marching Bones coś tam próbują melodyjkować nawet, ale wychodzi to, co najwyżej średnio. Rok Robala to chyba najbardziej bezsensowny kawałek na tej płycie. Zwykły napierdol, byle mocniej, w dodatku z lipnym riffem. Ostatnie "As We Are" najlepsze, bo ktoś coś tam napisał w tym utworze. Ale co z tego, skoro po 30 sekundach zaczyna się bezsensowne napierdalanie, które wszystko0 psuje? Napierdol to trzeb też umieć zrobić z głową i pomysłem, a tutaj tego po prostu nie ma. Ściągłem płytę od Wani na rzecz tejże "recenzji" (recenzji w GIGANTYKURWATYCZNYM cudzysłowie) i wyjebałem do kosza jak tylko się skończył ostatni kawałek. Tyle warty ten Murdoch. No niech będzie, że 2/10, ale to tylko dlatego, że akurat pije piwo i jem lody.
"Jeżeli black metalowcy są ludźmi, to karaluchy również nimi są"
Świetny ten nowy Marduk, jedna z najlepszych ich płyt, po nijakiej Viktorii 5 lat przerwy dobrze im zrobiło.
I żadne, nawet najbardziej zabawne, szkalowanie nic nie da.
Akurat najnowszy płyt troszkę słabszy od poprzedniego, ale to tylko moim zdaniem, a jak wiadomo mam problemy ze słucham i ogólnie nie znam się na muzyce oraz generalnie na niczym...
Moją ulubioną płytą marduka z okresu z niejakim mortuusem, który słynie, z niesamowicie przyjaznego usposobienia wobec fanów chcących go obściskiwać na koncertach jest Rom 5:12. Nowa jest bardzo spójnym dziełem i zaskakująco innowacyjnym jak na ten band pewnie dlatego, że wyżej wspominany mortuus skomponował (chyba) całość materiału. Słychać tutaj duże echa funeral mist mimo wszystko dalej jest to Marduk. Mimo spójności i konceptu, który zakłada słuchanie albumu w całości mam swojego faworyta:
linia basu w drugiej części tego kawałka to poezja
Abstrahując, od tematu nowej płyty jestem wielkim fanem Wolrd Funeral, która razem z Opus Nocturne i wspomnianym Rom 5:12 jest w mojej trójce ulubionych tego bandu. Generalnie jak dla mnie płyta dość niedoceniana i często jechana przez znawców metalu. Kompletnie nie kumam dlaczego. Przecież są na niej totalne kosy jak np. otwierający track, Bleached Bones, Hearse czy Night of the Long Knives. La grande danse macabre tez bardzo lubię, mimo że jest bardzo nierówna. Jest tam dużo ciekawych eksperymentów, głównie romansu z doom metalem. Ten kawałek to kozak:
Fakt, koleś przesadza ale taki ma styl. Często wpada w mega spazmatyczne tony kiedy wyjdzie coś nowego. Jestem ciekawy jak recepcja Memento Mori będzie wyglądała dajmy na to za 3 lata hehe.
Ja właśnie ostatnio odświeżałem La Grande Dans Macabre i doszedłem do wniosku, że to jeden z najlepszych Marduków, acz niedoceniany nie wiedzieć czemu. Sporo miażdżącego wolnego tempa, trochę orientalnych smaczków, a i ciężar czasem o death metal zahaczający (Death Sex Ejaculation). World Funeral ma świetne rozpoczęcie albumu w postaci With Satan and Victorious Weapon i Bleached Bones, a dalej też całkiem chwytliwa druga połowa Night of the Long Knives, ale w ostatecznym rozrachunku na albumie minuty lekkiej nudy się wkradają.
Nie zmienia to jednak faktu, że to wciąż album warty uwagi.
Aha, z tamtego okresu warto również rzucić uchem na EPkę Obedience, bo zawiera szybki utwór tytułowy, Funeral Bitch i całkiem sprawnie odegrany cover Celtic Frost. Dobre jak ma się mało czasu, a chce się dostać muzyczny wjeb. No i pierwotna okładka wspaniała, klimatyczna, tematyczna.
Z tymi zmienionymi okładkami to dałby sobie ktoś (wytwórnie?) spokój, bo dajmy na to, sprofanowali świetne malowidło z Dark Endless czy całkiem fajną grafikę z wspomnianej wcześniej La Grande Dans Macabre.
UP THE VERONICAS
KIERWA TAKE ME ON THE FLOOR TARARATA TARARARA
yog pisze: 3 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
Blind pisze: 2 lata temu
Ja właśnie ostatnio odświeżałem La Grande Dans Macabre i doszedłem do wniosku, że to jeden z najlepszych Marduków, acz niedoceniany nie wiedzieć czemu. Sporo miażdżącego wolnego tempa, trochę orientalnych smaczków, a i ciężar czasem o death metal zahaczający (Death Sex Ejaculation). World Funeral ma świetne rozpoczęcie albumu w postaci With Satan and Victorious Weapon i Bleached Bones, a dalej też całkiem chwytliwa druga połowa Night of the Long Knives, ale w ostatecznym rozrachunku na albumie minuty lekkiej nudy się wkradają.
Nie zmienia to jednak faktu, że to wciąż album warty uwagi.
Aha, z tamtego okresu warto również rzucić uchem na EPkę Obedience, bo zawiera szybki utwór tytułowy, Funeral Bitch i całkiem sprawnie odegrany cover Celtic Frost. Dobre jak ma się mało czasu, a chce się dostać muzyczny wjeb. No i pierwotna okładka wspaniała, klimatyczna, tematyczna.
Z tymi zmienionymi okładkami to dałby sobie ktoś (wytwórnie?) spokój, bo dajmy na to, sprofanowali świetne malowidło z Dark Endless czy całkiem fajną grafikę z wspomnianej wcześniej La Grande Dans Macabre.
To prawda te nowe okładki ssą pałę motzno. Co do twojej opinni na temat World Funeral to dokładnie takie same odczucia mam co do La Grande.... Musze sobie ją odświeżyć, może tym razem spodoba mi się bardziej. Na ten moment oceniłbym ją na takie 7/10, parę numerów zajebistych i niestety trochę wypełniaczy.
Ja mam pierwsze wydanie la grande, bo to była płyta przełomowa w moim życiu, od której tak naprawdę zacząłem słuchać tej muzyki, porzucając pedaliadę cof i innych borgirow. I są tam dwa kawałki absolutnie niedoścignione moim zdaniem w karierze zespołu. Death, sex, ejaculation oraz jesus christ sidomized. Obok 502 z wcześniejszej płyty, są to moim zdaniem najlepsze utwory w dotychczasowej karierze zespołu. Jesus christ sidomized scoverowal szczeciński pogrom 1147. Polecam odsłuch.
Pisze kulWo bo jestem pijany trochę. Wjebałem dwa dębowe mocne po pracy na pusty żołądek i wystarczyło.
TITELITURY pisze: 2 lata temu
Ja mam pierwsze wydanie la grande, bo to była płyta przełomowa w moim życiu, od której tak naprawdę zacząłem słuchać tej muzyki, porzucając pedaliadę cof i innych borgirow. I są tam dwa kawałki absolutnie niedoścignione moim zdaniem w karierze zespołu. Death, sex, ejaculation oraz jesus christ sidomized. Obok 502 z wcześniejszej płyty, są to moim zdaniem najlepsze utwory w dotychczasowej karierze zespołu. Jesus christ sidomized scoverowal szczeciński pogrom 1147. Polecam odsłuch.
Pisze kulWo bo jestem pijany trochę. Wjebałem dwa dębowe mocne po pracy na pusty żołądek i wystarczyło.
To prawda, sodomizowany chrystus super track. Razem z Funeral Bitch chyba moje ulubione z la grande. Ja tą płytę poznałem w taki sposób, że starszy o 3 lata metalowiec ze szkoły miał ją na koszulce. Zainteresowałem się nią i i mnie wyjebało z butów.
Wróciwszy właśnie z koncertu - który dopiero co miał miejsce w warszawskiej Proximie - muszę przyznać, że nie było źle.
Może nie pod względem nagłośnienia - podobnie jak Carpathian Forest, którzy w tym samym miejscu raptem miesiąc temu mieli podobny profil dźwiękowy - przeeksponowana sekcja rytmiczna kosztem "gubiących się" gitar itp.
Ale nic to, gdyż - napierdalanka była rozkoszna, a nóżki same rwały się do tupania. Wokal mocarny bez chwili zwątpienia. Otoczka minimalistyczna, acz skuteczna - gry świateł i dymu zdały egzamin, zespół był odrealnionymi cieniami. Fajny antrakt gdzieś w połowie z utworem Arditi i w podobnym tonie utrzymane mikro-przerywniki między poszczególnymi kawałkami. Całkiem sprytnie.
Publika dziwna, był bis choć "nie nazbyt usilnie" proszony, lamusy musiały się zawracać spod szatni.
Lider kupił mnie krindżowym, łajdackim humorem, co bardzo na plus, zwłaszcza jakoś tak to do trubleku pasuje. Oto bowiem wpierw podjudza publikę do okrzyków w rytm taktownika, żeby nagle zgasić ich jak peta serdecznym zawołaniem "siarafaka" (czy jakoś tak to brzmiało, nie wiem, nie znam sumeryjskiego, czy skąd tam jest ten cały Marduk)
Reasumując - pomijając preferencje nagłośnieniowe - klasa, jakość, czar i zapach podsychającego, rozlanego browara w takt gustownej muzyczki. Bilet na Marduka jedną z lepszych życiowych inwestycji.
Dla mnie najlepsze zawsze będzie demko i debiut, gdzie łoili zajebisty osdm w C standard, oraz bdb epka Iron Dawn. Dalej lubię Anioła Plagi i Świnię, jednak od zdecydowanej większości materiałów, badziej niż muzyka podoba mi się otoczka historyczno-wojenna. Przypomina mi beztroskie czasy grania w Commandos, Sudden Strike, czy katowania filmów dokumentalnych.
Natomiast na żywo ciekawe doświadczenie. Widziałem dwa razy, raz w Helmond udało się nawet spotkać Morgana na zewnątrz, w czasie gdy na pierwszy support wyszła kserokopia Belphegor, której płytę wziąłem potem za dwa euro. Gościu wydaje się prawdziwym pasjonatem.
Muzycznie obecny baterista to totalny dzikus, jego trwająca dwie minuty próba dźwięku zniszczyła mnie bardziej niż cały koncert. Minimalistyczna otoczka bardzo na plus, oprócz corpsepaintów panowie grają w zwykłych koszulkach, bez śmiesznych pancerzy, peleryn, tudzież szat liturgicznych, chociaż widok 3/4 kapeli grajacej we własnym merchu był poniekąd zabawny. Wokal Mortuusa brzmi niemal dokładnie tak samo jak na albumach, a przez obecność tylko jednej gitary brakuje sporo riffów gitary prowadzącej. Basu nie słychać było wcale, a ten co potem wyleciał z zespołu sam ledwo stał na nogach.
Uważam, że warto zobaczyć chociaż raz. Mimo wszystko jest to zespół z napisanym potężnym tomem historii, grającym od samego początku wybuchu drugiej fali, czymkolwiek ona jest. Dlatego lepiej odhaczyć weteranów póki jeszcze grają, niż żałować za X lat absencji na gigu.
Marduk w sumie zawsze dobrze lub bdb, zależnie od tego w jakiej aktualnie kondycji są. Widziałem ich jak dobrze liczę 7 razy dotąd. Dlatego ostatni koncert odpuściłem, gdyż już poprzedni mnie nieco nużył. Bardzo lubię zespół, ale oni koncertują na tyle często u nas, że mam już nieco przesyt. Na jakiś czas przynajmniej
Karpatki po 18 latach warto było zobaczyć, nie żałuję wcale. Choć też wątpię, że kolejnych 18 lat zespół doczeka.
Teraz zacieram ręce i odliczam do Diocletiana, w którym pokładam największą nadzieję i liczę, że się nie zawiodę.
Jakub pisze: rok temu
Minimalistyczna otoczka bardzo na plus, oprócz corpsepaintów panowie grają w zwykłych koszulkach, bez śmiesznych pancerzy, peleryn, tudzież szat liturgicznych, chociaż widok 3/4 kapeli grajacej we własnym merchu był poniekąd zabawny.
Zdecydowanie wolę zespół we własnym merchu niż przebrany za cyganów czy piratów z Karaibów.
Przy okazji trochę ponarzekam. Jak można było tak spierdolić reedycje La Grande Danse Macabre i World Funeral, remaster ok rozumiem, twórca inaczej widzi swoje dzieła, ale ta nowa szata graficzna to tragedia, robił to ktoś kto nie miał pojęcia o muzyce Marduk, totalitarny orzeł na WF? Przecież ta płyta nie ma nic wspólnego z WWII, kretyn widocznie zasugerował się tytułem Night of the Long Knives, którego tekst też nie opowiada o tym niesławnym wydarzeniu. I ta tapeta na LGDM...
Zsamotrok temu
Tormentor
Posty: 4654
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: Gniezno
Zsamot
Mi się te reedycje cholernie nie podobają. Nie rozumiem zresztą po co psuć całość, jaką jest dany album plus szata graficzna... Jeszcze z Panzer D. M. ok, bo poszło bez poprawności politycznej. Ale ten Centurion na okładce miał klimat.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Zsamot pisze: rok temu
Jeszcze z Panzer D. M. ok, bo poszło bez poprawności politycznej.
Nie zesraj się z tą poprawnością polityczną, bo może się tak zdarzyć, że jeszcze kiedyś będziesz przez nią płakał jak Marszałek Rotacyjny nad Konstytucją.
Przypomnę tylko bo pewnie wszelakie jebańce i jeden z wąsem zapomniały, że Marduk to sraka praptaka. Nigdy nie nazwę kogoś kolegą jeżeli słucha Marduk.
Zsamot pisze: rok temu
Jeszcze z Panzer D. M. ok, bo poszło bez poprawności politycznej.
Nie zesraj się z tą poprawnością polityczną, bo może się tak zdarzyć, że jeszcze kiedyś będziesz przez nią płakał jak Marszałek Rotacyjny nad Konstytucją.
Ale umiesz czytać ze zrozumieniem? Czy metodą idioty najpierw piszesz, potem argumentów szukasz?
Hajasz pisze: rok temu
Przypomnę tylko bo pewnie wszelakie jebańce i jeden z wąsem zapomniały, że Marduk to sraka praptaka. Nigdy nie nazwę kogoś kolegą jeżeli słucha Marduk.
To straszna wizja. Ale spokojnie, damy radę bez tego honorowego miana. Najwyżej będziemy w getcie muzycznych wyrzutków. O towarzyskim ostracyzmie nie wspomnę.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
To powstrzymuj klawiaturę.
Bo wątek z Centurionem sam lider opisywał, dlaczego na pierwszym biciu jest szwedzki czołg, konstrukcji brytyjskiej. A potem dopiero, EPka, a nawet dwie miały już odpowiednio Panzer IVG (w dodatku podpis wystylizowany na opaskę z oddziałów Waffen SS, KonigTiger. I sama reedycja ma już Tygrysa.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Cytując mądrości: Nie zesraj się z tą poprawnością polityczną, bo może się tak zdarzyć, że jeszcze kiedyś będziesz przez nią płakał jak Marszałek Rotacyjny nad Konstytucją.
to z czego wynika ta autocenzura?
Nie zesrałem się, zatem czekam na równie wybitną ripostę.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Pogubiłem się, czy w reedycjach są niemieckie czołgi czy nie, ale wiem, że moja wersja World Funeral ma "totalnie nie mającego się kojarzyć z 3 rzeszą" orzełka. A jak zamawiałem to wg strony sklepu miały być stare, poczciwe kościotrupki na okładce.
Zsamot pisze: rok temuNie zesraj się z tą poprawnością polityczną, bo może się tak zdarzyć, że jeszcze kiedyś będziesz przez nią płakał jak Marszałek Rotacyjny nad Konstytucją.
Zamień to sobie na "Nie używaj słów nieadekwatnych i nazywaj rzeczy po imieniu, bo kiedyś ktoś Cię opluje i jeszcze będziesz musiał ćwierkać, że deszcze pada." Lepiej?
Zsamot pisze: rok temu
to z czego wynika ta autocenzura?
Nie wiem. Ja wywiady czytam bez zrozumienia.
Zsamot pisze: rok temu
Nie zesrałem się, zatem czekam na równie wybitną ripostę.
Niepotrzebnie bierzesz wszystko do siebie. Pierwszy raz ze mną gadasz na forum?
Istnieją ponad 30 lat i w tym czasie wymyślili się na nowo dwa albo i trzy razy. Zmiany wokalistów wychodziły im tylko na dobre. Nagrali kilkanaście płyt i żadna z nich nie jest ewidentną porażką. To dla takich zespołów jak Marduk stworzono określenie „leaders not followers".