Awatar użytkownika
CzłowiekMłot
Moderator globalny
Posty: 1216
Rejestracja: 4 lata temu
Lokalizacja: Poznań

Karl Sanders

CzłowiekMłot 3 tyg. temu

Obrazek

Obrazek

Powstały w 2004 roku projekt poboczny czcigodnego piewcy staroegipskich i ogólnie rzecz biorąc orientalnych klimatów, ale nie na metalowo i brutalnie jak w kapeli matce. Dla tych, co wysoko cenią instrumentalne, akustyczne smaczki pomiędzy napierdalaniem Nile. Wspaniały klimat, świetna muzyka do aromatycznych kąpieli lub tez innych lubieżnych czynności. Są to dźwięki skierowanie niekoniecznie do fanów kultowej już kapeli death metalowej z Greenville.

Skład:
Karl Sanders - Guitars, Bass, Drums, Percussion, Keyboards, Bağlama (2004-present) Nile, ex-Morriah
Mike Breazeale - Vocals, Chants (2004-present)
▼ Byli muzycy
Pete Hammoura - Drums, Percussion ex-Morriah, Psycho Spoon, ex-Enter Self, ex-Nile, ex-The Curbfeelers
Dyskografia:
2004 - Saurian Meditation
2009 - Saurian Exorcisms





MA: https://www.metal-archives.com/bands/Karl_Sanders/26148
BC: https://karlsanders.bandcamp.com/music

Tagi:
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 13669
Rejestracja: 4 lata temu

yog 3 tyg. temu

Dwójka to był dla mnie ogromny zawód po kulcie, jakim darzyłem debiutanckie Saurian Meditation, do tej pory nie polubiłem. Jedyneczka natomiast to mój zdecydowanie ulubiony album autorstwa Karla, niesłychanie klimatyczny babiloński ambiencik, pięknie operujący zwiewną pustynną melodią wprost z listy przebojów dla grzechotników, gromowładnym basem niesionym z głębi monumentalnych świątyń i kaskadowym - na wzór pewnie mitycznych ogrodów Semiramidy - akustycznym plumkankiem, przywodzącym w myśli wijące się w ekstazie ciała kapłanek Ishtar. Muza przez którą mówią wieki, brzmienia wieczne niczym złoto, marmur i lapis lazuli.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
Marduk666
Tormentor
Posty: 1002
Rejestracja: 4 lata temu
Lokalizacja: Jarosław

Marduk666 3 tyg. temu

...i oprócz dwóch/trzech utworów godnych uwagi to nuda niezmierna! Zgodzę się jednak, że następna płyta jest jeszcze gorsza bo nie ma na niej ani jednego utworu, na którym można ucho zawiesić ;) Wolę jednak to bliskowschodnie plumkanie wplecione w death metal jaki jest na pierwszych trzech ewentualnie czterech Nile'ach (potem to też nuda^2) ;)
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 13669
Rejestracja: 4 lata temu

yog 3 tyg. temu

No jeśli ktoś nie przepada za akustycznym, instrumentalnym plumkankiem w klimatach epoki brązu, to faktycznie w może 3 kawałkach wchodzi tu gitara elektryczna i w podobnej ilości jest wokal. A jak już przy tym jesteśmy, to warto zaznaczyć, że w przedostatnim kawałku debiutu, The Forbidden Path Across the Chasm of Self-Realisation, głosu użyczył David Vincent.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
Kozioł
Tormentor
Posty: 747
Rejestracja: 6 mies. temu

Kozioł 3 tyg. temu

yog pisze:
3 tyg. temu
No jeśli ktoś nie przepada za akustycznym, instrumentalnym plumkankiem w klimatach epoki brązu, to faktycznie w może 3 kawałkach wchodzi tu gitara elektryczna i w podobnej ilości jest wokal. A jak już przy tym jesteśmy, to warto zaznaczyć, że w przedostatnim kawałku debiutu, The Forbidden Path Across the Chasm of Self-Realisation, głosu użyczył David Vincent.
Ja bym z chęcią spróbował innego plumkania w klimatach epoki brązu bo Sanders męczy bułę. Co proponujesz?
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 13669
Rejestracja: 4 lata temu

yog 3 tyg. temu

Szczerze powiem, że nie jestem wielkim specjalistą, a Karl Sanders był może po soundtrackach z gier typu Faraon czy Age of Empires pierwszym blisko-wschodnim ambientem, jaki słyszałem, a że lubię klimaty mezopotamskie bardziej od Egipskich, to i projekt leży mi sporo bardziej od Nile. Na forum panowie @Nucleator i @Hajasz parę tematów jak pamiętam założyli o jakichś egipskich, rzymskich etc. ambientach, pewnie i greckie się znajdą, może perskie nawet, ale choć słuchałem kilku, to niestety mi nazwy w znacznej mierze pouciekały. Może taki Heilung to też plumkanko z epoki brązu, w sumie nie wiem, ale chyba jeszcze jest pradawniejsze, tutaj to jednak jakaś cywilizacja jest już, a nie ganianie za jeleniami.

Jeśli chodzi o samo blisko-wschodnie plumkanie to mocno mi się kojarzy z Karlem Ra Al Dee Experience typka z Necros Christos, ale nie jestem pewien o jak dawnej Arabii tamtejsze przygrywanko traktuje. I można by myślę trochę tak przyjąć, że jeśli komuś nie pasują interludia w Necros Christos, to i tu się nie odnajdzie. To jest, mam wrażenie, ich najważniejsze inspiracja, ten pierwszy album Karla Sandersa.

W temacie mogę dodać tyle, że odkąd usłyszałem Saurian Meditation, to się zakochałem bezgranicznie i uważałem tę płytę za jedną ze swoich ulubionych i jeśli mam być szczery przesadnie nie kopałem ostatnio w poszukiwaniu blisko-wschodnich czy mezopotamskich ambientów, a jak katowałem Karla Sandersa to nie bardzo było skąd takiego info wziąć chyba. Niesłychanie mi leżą te tutejsze człapiące wjazdy gitar elektrycznych w tle, chyba tylko w Morbid Angel coś takiego słyszałem.

Także, ja ze swojej strony to mogę zarzucić co najwyżej takiego klasyka epoki brązu - Popol Vuh w ogrodzie Faraona:

Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
CzłowiekMłot
Moderator globalny
Posty: 1216
Rejestracja: 4 lata temu
Lokalizacja: Poznań

CzłowiekMłot 3 tyg. temu

yog pisze:
3 tyg. temu
Dwójka to był dla mnie ogromny zawód po kulcie, jakim darzyłem debiutanckie Saurian Meditation, do tej pory nie polubiłem. Jedyneczka natomiast to mój zdecydowanie ulubiony album autorstwa Karla, niesłychanie klimatyczny babiloński ambiencik, pięknie operujący zwiewną pustynną melodią wprost z listy przebojów dla grzechotników, gromowładnym basem niesionym z głębi monumentalnych świątyń i kaskadowym - na wzór pewnie mitycznych ogrodów Semiramidy - akustycznym plumkankiem, przywodzącym w myśli wijące się w ekstazie ciała kapłanek Ishtar. Muza przez którą mówią wieki, brzmienia wieczne niczym złoto, marmur i lapis lazuli.
Piękne i wzruszające wyznanie wiary w nadludzkie moce i umiejętności kompozytorskie pana Karla S. Pełna zgoda, ale jednak nie, bo przez ściśnięte gardło muszę wykrzyczeć, że z tymi grzechotnika mi to pojechałeś po bandzie. Te wenrze występują w Hameryce. Jak już to gorąca lista przebojów kobr i żmij nieuku!!!


Dla mnie jest to przede wszystkim piękne uzupełnienie tego co zawsze Sanders chciał nagrać osobno bez nieludzkiego napierdolu prosto z krypty. Miła, relaksująca muzyka, może i tła, może i trudno wyłapać jakiś szlagier, ale chyba nie o to tu chodzi. Debiut to tak jakby jeden utwór, a czy ambient, folk czy pseudopostsumeryjskie pierdu pierdu to nie mi oceniać. Grunt, że się podoba 😉

Z dwójką gorzej, nie zapada w pamięć, ale może kiedyś i gdzieś jeszcze się puści te piosenki.

Wróć do „Industrial / Ambient / Electronic”