RottenLife pisze: 8 lat temu
Ja tam wole Sodom od kreatora, Sodom niszczy jak bomba atomowa.
Pioniere pisze: 8 lat temu
Jak dla mnie zawsze najważniejszą kapelą w całym Metalu był i jest Sodom.
Też wolę Sodom, prawie każde wydawnictwo wchodzi gładko (oprócz ostatniej i Masquerade in Blood). Przy Kreatorze mam problemy z każdą płytą wydaną po Cause For Conflict.
Ja od zawsze wolałem Sodom od Kreatora, ale w zasadzie dość długo Kreatora w ogóle nie słuchałem, więc chyba zrobię sobie małe odświeżenie i sprawdzę co obecnie mi bardziej podchodzi
Może to jakaś wierutna bzdura, ale Sodom rzeczywiście łatwiej wchodzi po pierwszych odsłuchach. Bardziej takie pijackie, mniej precyzyjne granie, Kreator ma w sobie coś takiego ze szwajcarskiej sceny trochę... jakbym miał użyć filmowego porównania - Sodom to Full Metal Jacket, a Kreator - Czas Apokalipsy
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Pleasure To Kill to jedna z pierwszych płyt metalowych które kupiłem, więc dla mnie to oczywiste. W dużej mierze mnie to muzycznie ukształtowało. Sodom poznałem niedużo później co prawda, ale jednak to wczesny Kreator wrył się w serduszko. No, ta płyta to był dla mnie wtedy taki mały szok, tym bardziej, że to jeszcze czasy jak o internecie to wiedziałem, że coś takiego istnieje, ale na jakiej zasadzie, to już tak średnio.
Nebiros pisze: 6 lat temuA w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
yog pisze: 8 lat temu
Może to jakaś wierutna bzdura, ale Sodom rzeczywiście łatwiej wchodzi po pierwszych odsłuchach. Bardziej takie pijackie, mniej precyzyjne granie, Kreator ma w sobie coś takiego ze szwajcarskiej sceny trochę...
W sumie też mam takie odczucie. Sodom jest prostszy, bardziej przyziemny - typowy thrash, zaś nad Kreatorem trzeba było się trochę nagłówkować, zwłaszcza przy Coma of Souls i Renewal. Słyszałem jednak, że ludzie nie mają zbyt dobrych opinii o tym drugim (choć przyznam, mnie się nawet spodobał).
Pioniere pisze:A tak poz tym, szatan nie cofnął by czasu
Szatan jest czasem. Przynajmniej wg francuskich awangardzistow
yog pisze:Phil Collins nagrał sławetne bity In the Air Tonight
Jak to idzie?
I Smell Polish cabbage in the air tonight, oh no..
.....
A tak na marginesie to ktora plyta Sodom jest ostrzejsza i bezposredniej podana niz Extreme Aggression? Bo ja widze ta plyte jako spozniony w chuj kontratak na Reign in Blood.
I w sumie dobrze @wiorki kokosowe napisal, ze to juz nie byla totalna brutalizatorka (chociaz mimo wszystko wciaz byla) gdyz w owym czasie ekstremum funcji wyznaczaly np. dwa debiuty (debiut i trve debiut ) Napalm Death itp postepowe extremalia. Mniej wiecej pod koniec lat 80tych zaczelo rozkwitac podziemne kwiaty zla wiec agresywny thrash to praktycznie najlzejszy poczatek rownania.... Co nie zmienia faktu ze lojenie to lojenie.
Ryszard pisze: 8 lat temu
A tak na marginesie to ktora plyta Sodom jest ostrzejsza i bezposredniej podana niz Extreme Aggression?
Kurde, ciężko powiedzieć. Niektórzy wyznaczają na idealnego konkurenta dla Extreme Aggression album Agent Orange. Postawię jednak na Tapping the Vein - brutalny wkurw ze strony chłopaków z Sodomu. Równie spóźniony konkurent dla Extreme Aggression jak podany przez ciebie przykład z Reign in Blood
Ryszard pisze: 8 lat temu
A tak na marginesie to ktora plyta Sodom jest ostrzejsza i bezposredniej podana niz Extreme Aggression? Bo ja widze ta plyte jako spozniony w chuj kontratak na Reign in Blood.
To jest takie Reign in Blood poniekąd, nawet tytułowy kawałek i Angel of Death mają trochę podobieństw - i buldożerowana perka jest i riff nawet podobny przeleci. Tylko jednak nieco delikatniejsza jest to płyta tekstowo, gładsza w solówach itp, bardziej już w stronę progresywniejszych klimatów.
Nie jest to też, mimo nazwy, najcięższy z Kreatorów ;p Ogólnie Kreator raczej też nieco głębsze rozkminy w tekstach miewa od Slayera Dodatkowo od pierwszych słów Extreme Aggression from an extremely insane mind... już jesteś w 100% pewien, że Kreator się z tym nie identyfikuje (nie żebyś ich podejrzewał, że mordowali niewiasty krzycząc Pleasure! to.. KIAAAHL!!!, ale jednak).
Sodom chyba po Persecution Mania już jakiś szczególnie ciężki nie bywał, więcej takiego oktoberfestowego rock n' rollowego groove u nich.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
nazwa sugeruje agresywny i ekstremalny to tez totalna zgoda ze niekoniecznie ciezki. poza tym wydaje mi sie ze slejerzy rowniez nie identyfikowali sie ze swoimi tekstami.
Melodia tu ma niewiele do rzeczy, po prostu łatwiej nagrać nie-melodyjną ekstremę
Całość możesz na luzie nucić z zapalniczką w dłoni. Ostatni Mithras też raczej ekstremalny, a przecież melodyjne to do oporu.
A jak z warstwą liryczną? stanowi o ekstremie? Bo ja np. to zawsze coś tam z tekstów zrozumiem jednak, o ile nie jakieś świniaki śpiewają i nie można wtedy powiedzieć, żeby to nie stanowiło o odbiorze. Idąc dalej bym powiedział, że okładki też trochę stanowią dla mnie element muzyki, bo - o ile trafione - w pewien sposób wprowadzają słuchacza w świat kreowany przez instrumenty. Dlatego bardzo mnie dziwi, że nikt nie uznał, że dodawanie tych dodatków na barbarzyńskie okładki Endless Pain i Pleasure to Kill to absolutnie poroniony pomysł.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Sprostuje. W gruncie rzeczy z ta melodyjnscia to ja tylko thrash mialem na mysli. Ostro, szybko, agresywnie i melodyjnie. Zreszta juz nie pamietam jak napisali w bibly metalu.
Nic w tym nadzwyczajnego. Większość debiutantów zaczynając swe kariery za małolata, miało podobnie i jak nie ktoś z rodziny, to jakiś pełnomocny opiekun, czy też menadżer, który zwęszył na tym jakiś interes, podpisują się na ich kontraktach płytowych. Sam się przy takowych kilkukrotnie podpisałem — ino profit był niewielki, bo kaseta/płyta słabo się sprzedawała.
Nikt nie dał głosu na "Endless Pain", a to chyba mój ulubiony Kreator. Właściwie to zagwozdka wybrać między jedynką a dwójką. Od pewnego czasu po raz kolejny próbuję polubić się z "Terrible Certainty" oraz "Extreme Aggression".
Christhammer pisze: 8 lat temu
Nikt nie dał głosu na "Endless Pain", a to chyba mój ulubiony Kreator. Właściwie to zagwozdka wybrać między jedynką a dwójką. Od pewnego czasu po raz kolejny próbuję polubić się z "Terrible Certainty" oraz "Extreme Aggression".
Też się zastanawiałem, czemu nikt jeszcze nie zagłosował na Endless Pain, płytka jest w pytę
Endless Pain jest w pytę, ale Pleasure to Kill jest jednak, moim zdaniem, sporo lepsze. Bardzo lubię ten rock & rollowy groove debiutu czy wokale Ventora, nawet kiedyś to była pewnie moja ich ulubiona płyta, ale jednak ostatecznie przegrywa pojedynek z monumentem, jakim jest ich drugi album.
Z Terrible Certainty z pierwszej czwórki zeszło mi najdłużej, zanim się bardzo polubiliśmy.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Dosyć tragiczny teledysk do Pleasure to Kill. Jestem sobie wdzięczny, że nie nabyłem tego remastera, jeśli to tak brzmi.
Hehe, kicz pełną gębą. A to, jak kobieta uciekała przed tym mordercą... Geniusz aktorski w całej okazałości...
A nowa płyta to niestety faworyt do mojego prywatnego zestawienia najgorsze płyty 2017. Ja wiem, że to kontynuacja kursu obranego na Phantom Antichrist, ale tam było jednak parę fajnych strzałów jak choćby Civilization Collapse. A tu? Jest niby kilka fajnych riffów, ale co po nich, jak Mille postanowił każdy utwór "uatrakcyjnić" partiami melodyjnymi, które czynią z nich asłuchalną całość. Nawet do fajnie jadącego World War Now, jedynego wartego uwagi kawałka z tego "dzieła", musieli je wsadzić. A Satan is Real to jeden z najgorszych utworów thrashowych, jakie usłyszałem w ciągu ostatnich kilku lat. A teraz na odtrutkę, trzeba debiucik zapuścić- wokale Petrozzy na niej niosą zło.
Ryszard pisze: 6 lat temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha
A Kreator się dziś chwalił, że w amazonowym top metalu 2017 są :v Cały czas nie słuchałem, bo mnie kolejne elementy promocji tego albumu skutecznie odstraszają - czy to teledyski promujące, czy te reedycje (jakie by to mogło być wykurwiste, gdyby nie te remastery/niedojebane okładki to aż żal, bo w ręku piękny ciężar tych winyli czuć), czy też powyższy teledysk kręcony chyba w 5 godzin. Taki jest zjebany, że choć go wrzuciłem na brutalową stronę fejsbukową to ukryłem to chujostwo na osi czasu, bo przypał maksymalny.
Nucleator pisze: 8 lat temu
Ja wiem, że to kontynuacja kursu obranego na Phantom Antichrist, ale tam było jednak parę fajnych strzałów jak choćby Civilization Collapse. A tu? Jest niby kilka fajnych riffów, ale co po nich, jak Mille postanowił każdy utwór "uatrakcyjnić" partiami melodyjnymi, które czynią z nich asłuchalną całość.
Phantom Antichrist było ok, mi się miło tego słuchało. Tytułowy i Civilization Collapse dobre wałki. Wolę raczej od dwóch wcześniejszych Kreatorów.
Wokale na debiucie Ventora też wyjebane, jeśli nie lepsze niż Mille
Destroy their modern metal and bang your fucking head
"Gods of Violence" czy ktos z Was miał stycznosć z czternastym albumem Niemców? Mnie tylko przypadkiem się na YT nawinął obraz do "Satan is real" więc cóż ja mogę napisać po usłyszeniu tylko jednego numeru Klip trochę zjebany, natomiast muzycznie.., hmm zbyt skoczny refren jak dla mnie.
Miałem i daj pan sobie spokój - thrashu tam nie ma, jest melodyjnie pitolenie, ciągnące się czasami do 5 minut. Zapuść lepiej sobie Enemy of God, chyba najlepszy album Kreatora od czasu wydania Extreme Aggression.
Endymion pisze: 8 lat temu
Miałem i daj pan sobie spokój - thrashu tam nie ma, jest melodyjnie pitolenie, ciągnące się czasami do 5 minut. Zapuść lepiej sobie Enemy of God, chyba najlepszy album Kreatora od czasu wydania Extreme Aggression.
Ty tak serio? Słyszałeś Coma of Souls? Nawet Violent Revolution, moim zdaniem, miliard razy jest lepszy od męczenia buły z Enemy of God.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Endymion pisze: 8 lat temu
Miałem i daj pan sobie spokój - thrashu tam nie ma, jest melodyjnie pitolenie, ciągnące się czasami do 5 minut. Zapuść lepiej sobie Enemy of God, chyba najlepszy album Kreatora od czasu wydania Extreme Aggression.
O lol, jeden z najgorszych albumów Stwórcy pełen męczących kompozycji i najgorszy w XXI wieku??? Idź pan z takimi polecankami
yog pisze:
Ty tak serio? Słyszałeś Coma of Souls? Nawet Violent Revolution, moim zdaniem, miliard razy jest lepszy od męczenia buły z Enemy of God.
Coma of Souls bardzo dobra, ale serio Violent Revolution?? Przecież nudne to jak to Enemy of God, może kilka kompozycji wybija się ponad przeciętność. Sam ostatnio najwięcej katuję Endless Pain i Terrible Certainty - jakie są tam zajebiste numery to brak słów. Jak wchodzą gitary w kawałku tytułowym, to sąsiedzi błagają w bloku o litość.
Ryszard pisze: 6 lat temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha
Nikt przecież nie twierdzi, że "Violent Revolution" czy "Enemy of God" można stawiać obok klasyków, które wymieniłeś. Do nich nic nie ma podjazdu i nikt nie stara się tego negować, chodzi zaś o to, że VA i EOG są całkiem dobre, zwłaszcza ten wcześniejszy, a nawet bardzo dobre porównując do "Outcast" i "Endorama", nie wspominając gówna jakie wydał Kreator w tym roku. Najlepszy i wybitny Kreator to od "Endless Pain" do "Coma Of Souls", lata 90-te to totalne przeciętniactwo zwieńczone badziewiem. Po 2000 roku nagrali 3 przyjemne, niezłe albumy, a teraz zaczynają tworzyć jakiś melodyjny, patetyczny i plastikowy MeloThrash.
yog pisze: 6 lat temu
Uważanie Seasons in the Abyss za lepszą od South of Heaven istotnie nie da się wytłumaczyć inaczej, niż kindermetalstwem
To może ja wytłumaczę swoje stanowisko i przy okazji wyjaśnię, dlaczego się mylę.
Moim zdaniem masz na Violent Revolution sycące kawałki następujące: Reconquering the Throne, Violent Revolution (+ fajny intros) i Servant in Heaven, King in Hell, a do tego All of the Same Blood. Second Awakening choć gorsze to też fajne, dobry groove ma ten riff sprzed refrenu. Masakryczne przeboje to są, mają zarówno kreatorowe rwane riffy, jak i hipermelodyjne jazdy (szczególnie solówki/intra), wraca d-beatowa niemalże w niektórych partiach perkusja, bardzo zapamiętywalne, hymniczne wręcz refreny. Praktycznie to zwiastuje taki Blood of the Nations Accept. Niestety brzmienie przytłumione, zapiaszczone niepotrzebnie, jakoś lekko chłopaki w te instrumenty uderzają chyba. Może zaczyna się z tego robić powolutku nieco gimnazjalne granie, ale mi to nie przeszkadza.
edit: zapomniałem dopisać - druga połowa płyty to bieda
Tylko prawda taka, że nie mam tego albumu, a kawałki te znam bardziej z Live Kreation niż wydanego dwa lata wcześniej Violent Revolution. I na tej koncertówce brzmią one wszystkie - co do sztuki - trzysta razy lepiej. Solówki studyjne to jest jakiś żart przy tym, jak dojebane są na Live Kreation. Ta dwupłytowa koncertówka zresztą brzmi ogólnie z kosmosu dosyć, bo nie wiem, czy słyszałem tak zajebiście brzmiący album thrashowy po 2000 roku, jak to. Chyba to podrasowywali w studio, ale wyszło zajebiście. I tam, ten powracający w glorii z okazji powrotu do thrashu Kreator przed tłumami rzeczywiście odzyskuje tron, zgodnie z tytułem pierwszego kawałka Violent Revolution. No ale tam w ogóle na wejściu jest intros jebnięty z podkładem oszalałej publiczności - zanim jeszcze padają pierwsze słowa "Society failed to tolerate me and I have failed to tolerate society" to już podjarka Dla mnie to jest najlepszy moment Kreatora od Coma of Souls, ten live, zapis ich ogólnoświatowego triumfu. Polecam bardzo gorąco:
To Hordes of Chaos było nagrywane na stojaka, bo panowie uznali, że się zasiedzieli i nudy im wychodzą (na Enemy of God chyba w takim razie)?
Przy okazji - Kreator gra w USA trasę jako współ-headliner z... tandararan! Sabatonem!
Destroy their modern metal and bang your fucking head
yog pisze: 8 lat temu
Ty tak serio? Słyszałeś Coma of Souls? Nawet Violent Revolution, moim zdaniem, miliard razy jest lepszy od męczenia buły z Enemy of God.
Napisałem chyba - przezornie, bo zapomniałem o Coma of Souls, choć nie oszukujmy się, po znakomitych poprzedniczkach to już lekki spadek formy. Mniej tu agresji, więcej melodii i heavy metalowej motoryki. Violent Revolution też w porządku, choć na Enemy of God jest porządne IMO jebnięcie w takich kawałkach jak tytułowy, Suicide Terrorist czy Murder Fantasies.
Nucleator pisze:
Coma of Souls bardzo dobra, ale serio Violent Revolution?? Przecież nudne to jak to Enemy of God, może kilka kompozycji wybija się ponad przeciętność. Sam ostatnio najwięcej katuję Endless Pain i Terrible Certainty - jakie są tam zajebiste numery to brak słów. Jak wchodzą gitary w kawałku tytułowym, to sąsiedzi błagają w bloku o litość.
Violent Revolution dobra płyta, to powrót Kreatora do thrashu po tych przygodach z innymi gatunkami metalu. A Terrible to najsłabszy z pierwszej czwórki albumów Kreator, nie wybija tak dobrze zębów jak Pleasure to Kill czy Extreme Aggression.
Endymion pisze: 8 lat temu
A Terrible to najsłabszy z pierwszej czwórki albumów Kreator, nie wybija tak dobrze zębów jak Pleasure to Kill czy Extreme Aggression.
Czyżby ? Chyba kolega dobrze tego albumu nie słuchał bo to istna petarda jest przecież.
Ten pan przekonywał przecież, że na Hardwired Meta nagrała thrash metal, więc takie dziwne opinie spod jego rąk mnie nie dziwią. Ja Pleasure to Kill uwielbiam, ale jak ktoś ma pojęcie i grał na gitarze, to przyzna mi rację, że kompozycje i riffy są lepsze na Terrible Certainty. Przecież As the World Burns, Toxic Trace czy wspominany już przeze mnie kawałek tytułowy mają bardziej złożoną budowę, a przy tym nie utraciły na agresji i bezpośredniości. Tej brutalności to zabrakło trochę na Coma of Souls, ale nie zaliczam to jako wadę, bo to bardzo dobry krążek.
Ryszard pisze: 6 lat temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha
No a co to kurwa jest Hardwired, jak nie thrash metal? Chyba nie heavy albo hard rock?
Terrible Certainty jest trochę mniej przystępny od 3 pozostałych, tzn. ja osobiście się do niego najdłużej z pierwszej piątki przekonywałem Coma of Souls leci w bardziej techniczne i melodyjne granie, ale jak dla mnie wyszło przezajebiście.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Nie czepiać się w wątku Kreator "Hardwired…to Self-Destruct" bo to płyta o parę klas lepsza niż kupa jaką jest to wysrali Niemcy w tym roku... chyba nawet ta poprzednia jest słabsza od ostatniej Mety.
yog pisze: 8 lat temu
Terrible Certainty jest trochę mniej przystępny od 3 pozostałych, tzn. ja osobiście się do niego najdłużej z pierwszej piątki przekonywałem Coma of Souls leci w bardziej techniczne i melodyjne granie, ale jak dla mnie wyszło przezajebiście.
No bo Coma jest lepsza od "Extreme Aggression", a "Terrible Certainty" na pewno nie gorsza.
yog pisze: 6 lat temu
Uważanie Seasons in the Abyss za lepszą od South of Heaven istotnie nie da się wytłumaczyć inaczej, niż kindermetalstwem
yog pisze: 8 lat temu
No a co to kurwa jest Hardwired, jak nie thrash metal? Chyba nie heavy albo hard rock?
Terrible Certainty jest trochę mniej przystępny od 3 pozostałych, tzn. ja osobiście się do niego najdłużej z pierwszej piątki przekonywałem Coma of Souls leci w bardziej techniczne i melodyjne granie, ale jak dla mnie wyszło przezajebiście.
Thrash metal, ale niektorym opornym na fakty nie przetlumaczysz...
Problem Terrible polega na tym, ze znajduja sie na nim takie chocby przecietne kawalki jak One of Us czy Behind the Mirror. Juz bardziej wyrownany byl moim zdaniem Cause for Conflict, ktory moim zdaniem jest mocno niedocenianym krazkiem I nie wiem, czemu zostal zrownany z ziemia.
Cause of Conflict to chyba tylko raz-dwa słyszałem i jak dla mnie to było gorsze niż Outcast i Endorama (a zrównany z ziemią pewnie za brak Ventora został )
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Masz gdzieś linka do tego fejsbunia? Noise po kłótniach z Tomem G. Warriorem trochę średnio wiarygodne jest, ale jestem w stanie uwierzyć, że to decyzja Kreatora, przed koncertami pewnie też się tapetują
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Liny nie mam. Wyczytałem to wszystko na nuclear war now forum. Wystarczy sprawdzic wczorajsza linę do reedek Coroner. Zresztą to nie jest wazne bo daleki jestem od wiary w chcenie czy niechcenie kreatora. Nasi idole to też ludzie wiec mogą miec praktycznie dowolne pomysly, nawet te najdurniejsze. Jak by nie bylo aktualnie i w moim mniemaniu grają bida metal więc i okładki też mogli spierdolic.... albo np nowa metallica haha. Niby powrót do ostrzejszych klimatow no ale wciaz bida w porownaniu z bida slayera czy kreatora. Zatem powrót czy kolejny przykład na durne pomysly idoli?
Endymion pisze: 8 lat temu
Problem Terrible polega na tym, ze znajduja sie na nim takie chocby przecietne kawalki jak One of Us czy Behind the Mirror. Juz bardziej wyrownany byl moim zdaniem Cause for Conflict, ktory moim zdaniem jest mocno niedocenianym krazkiem I nie wiem, czemu zostal zrownany z ziemia.
Dla mnie natomiast Terrible to jeden z najlepszych Kreatorów i spokojnie wstawiam go do top trójki wraz z Pleasure i Extreme.
Zgoda co do Cause for Conflict. Jest to zupełnie przyzwoity album, może nie wybitny ale też nie zasługuje na tak niskie oceny. Kreator nagrał dużo gorsze klopsy w swej karierze.
Mam na CD tylko dwa pierwsze albumy, Endless Pain fajne łupanie, ale rozpierdol jest dopiero na Plesiur. Kop na morde w postaci Ripping Corpse, thrash'n'rollowe Riot of violence i przepierdolisty zamykacz Under the gilotine, w skrócie o tej płycie. Pozostałe dokonania grupy mnie jebią, chociaż pojedyncze kawałki jak Betrayer czy Phobia zarzucę od czasu do czasu.
Endymion pisze: 8 lat temu
Problem Terrible polega na tym, ze znajduja sie na nim takie chocby przecietne kawalki jak One of Us czy Behind the Mirror. Juz bardziej wyrownany byl moim zdaniem Cause for Conflict, ktory moim zdaniem jest mocno niedocenianym krazkiem I nie wiem, czemu zostal zrownany z ziemia.
Dla mnie natomiast Terrible to jeden z najlepszych Kreatorów i spokojnie wstawiam go do top trójki wraz z Pleasure i Extreme.
Zgoda co do Cause for Conflict. Jest to zupełnie przyzwoity album, może nie wybitny ale też nie zasługuje na tak niskie oceny. Kreator nagrał dużo gorsze klopsy w swej karierze.
Terrible to świetny album, inny niż reszta. I za to go cenię. Cause... to perfekcyjna płyta. A juz Isolation i Lost zmiatają.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
yog7 lat temu
Tormentor
Posty: 18170
Rejestracja:9 lat temu
yog
Mille Petrozza zdradził, że planuje nowy album Kreatora na lato 2020 (kurwa jak to brzmi). Ma w planie napisać materiał osobiście i nie delegować do tej roli - jak w przypadku niektórych kawałków z ostatniej płyty - Samiego Yli-Sirniö, drugiego gitarzysty.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Ta płyta powinna się kończyć Under the Guillotine albo od biedy mieć całe Flag of Hate w ramach bonusu
Edit: I w sumie doszli do podobnych wniosków, bo tracklista wygląda tak:
01. Choir Of The Damned
02. Ripping Corpse
03. Death Is Your Saviour
04. Pleasure To Kill
05. Riot Of Violence 06. After The Attack
07. The Pestilence
08. Carrion
09. Command Of The Blade
10. Under The Guillotine
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Pomimo tego, że PTK to jedna z mych ulubionych płyt i na czarnym mam już ją od dawien dawna, to gdyby nie był to format pictrure disc, pewnie dla bonusu bym wziął, a tak się jednak nie skuszę. Nie rozumiem, czemu znowu, podobnie jak w '87 wydali to z tym samym bonusem na PD, a nie na klasycznym winylu?
W ogóle da się jeszcze dostać Pleasure to Kill na cedeku bez tego paskudnego remasteru w normalnych pieniądzach?
A no i dopiero zobaczyłem ten klip do Pleasure to Kill - no kwikłem srogo. Przecież to wygląda jakby zrobił jakiś garażowy zespół nakładem finansowym 200 złotych - i jeszcze ta laska rodem z teledysku disco polo (no i zapikselowany cycek musiał być). Nie wiem co mieli w głowie, żeby tak oszpecić przekultowy wałek.
yog7 lat temu
Tormentor
Posty: 18170
Rejestracja:9 lat temu
yog
Na allegro za 80 zł jest 1998 wydanie Ten teledysk chyba w jeden dzień kręcony, przy czym wieczorem dnia poprzedniego jego autorzy się dowiedzieli, że mają go zrobić, a była niedziela i wszystkie sklepy z aktorami były zamknięte, więc wzięli znajomą kasjerkę, bo i tak nie miała tego dnia nic innego do roboty.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Majac do wyboru Slayer i Kreator, obecnie wybieram Kreator. Slayer sluchalem juz tyle razy, ze kilkuletnia przerwa jest wskazana. Tym bardziej ze ostatnie ich produkcje wialy nuda, a ta ostateczna brzmi dobrze wspierana jedynie przez ich krwawe teledyski. I tym razem, majac juz praktycznie bilet Slayer w reku, nie wyciagnalem portfela i cofnalem sie przed wejsciem do klubu na ich wystep, chociaz podobno maja juz nigdy wiecej nie zagrac.
Z Kreatora, oczywiscie wszystkie klasyki z lat 80-tych, a z nowszych mocno katuje 'Violent Revolution' z 2001, urywa leb, szczegolnie praca gitar i precyzja perkusisty, blastowanie stopami, blachy. 'Gods of Violence' z poprzedniego roku to takie szukanie dziury w dupie po posladach, zamiast przypierdolic konkretnie, Petrozza & Co. kombinowali jak stworzyc nowa formule. Nie do konca mi to wchodzi.