Awatar użytkownika
Nucleator
Moderator globalny
Posty: 1605
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: ŁDZ/Bełchatów

Lääz Rockit

Nucleator 2 lata temu

Obrazek

Obrazek

Dwójka młodych chłopaków z San Francisco w 1982 roku formuje zespół i pod wpływem filmu "Enforcer" z Clintem Eastwoodem nadają mu nazwę Lääz Rockit. Nie zasypiając gruszek w popiele, przystępują do nagrania pierwszego demo Prelude to Death. To okazuje się przepustką do kontraktu z wytwórnią Target, pod egidą której wychodzi debiut City's Gonna Burn.

Album pokazuje mniej znane powszechnie oblicze zespołu. Zamiast ognistego thrashu mamy tu heavy metal okazjonalnie posiłkujący się wpływami speedu. Nie jest to jakiś wybitny album, ale wstydu muzykom na pewno nie przynosi. Najmocniejszym punktem jest wokalista. Michael Coons dysponuje mocnym głosem, a jego melodyjna barwa idealnie pasuje do heavymetalowego sznytu kompozycji. Te są na ogół utrzymane w średnich tempach, z rzadka wrzucając wyższy bieg, czego koronnym przykładem jest Take No Prisoners. Podekscytowani niczym modelki przed wylotem do szejków do Dubaju muzycy zderzyli się ze słabymi wynikami sprzedaży ich albumu i być może to zadecydowało o kształcie, jaki przybrał druga płyta.

No właśnie, No Stranger to Danger okazał się zwrotem w kierunku melodyjnego heavy, a nawet glamu a la Motley Crue czy innego gówna. Rozprysła się gdzieś ta zadziorność i energia, która ratowała debiut - zamiast tego mamy nudne, szybko wypadające z głowy rzępolenie. Być może jednak ta wolta przyczyniła się do zainteresowania ze strony Roadrunner i tak fani Eastwooda trafili do nowojorskiej wytwórni, dla której w 1987 roku wydali Know Your Enemy z fajnym koleżką a la Rambo na okładce.

Sam album to już kawał thrashowej jazdy, albo jakby to ujęli dwaj chłopcy w okularach: "Jazda, jazda, jazda, jazda". Od muzyków aż kipi energia, a każdy utwór to pocisk w ryj niczym od niemieckiego Tygrysa. Czy to w uzbrojonym w rozrywające niczym piła mechaniczna Leatherface'a riffy Last Breath, czy w pięknej półballadzie Most Dangerous Game Lääz Rockit nie bierze jeńców i nie pozwala na złapanie oddechu. Basik pięknie pulsuje, nadając utworom potrzebnego ciężaru, a Michael za mikrofonem przechodzi samego siebie, brzmiąc niekiedy jak Bobby Blitz z Overkill, a niekiedy jak David Wayne. Gitarzyści nie ustępują reszcie, serwując smaczne solówki i moshogenne riffy. Płyta odniosła sukces, recenzje były bardzo pozytywne, co zaskutkowało znaczącym wzrostem popularności. Nagrali nawet fajny utwór do filmu Teksańska masakra piłą mechaniczną III.

Każdy podrywacz wie, że jak już się powiedziało A, to nie można zwlekać i należy powiedzieć B. Coonsa i reszty w akcji nie widziałem, ale owe powiedzonko znali. W rezultacie 2 lata po wydaniu Know Your Enemy ukazał się Annihilation Principle. Ozdobiony po raz kolejny kolorową, absurdalną okładką, okazał się granatem dewastującym wszystko w promieniu kilometra. Od pierwszych dźwięków otwierającego Fire In the Hole dostajemy oszałamiający koktajl agresji, żywiołowości i melodyjności. Ponownie praca gitar stoi na wysokim poziomie - riffy w takim choćby Bad Blood czy Mob Justice to czyste thrashowe złoto. Muzycy nie zapominają jednak o heavy metalowych inklinacjach, które słychać w balladowych momentach albumu (The Omen). Ponadto jako przerywnik świetny cover Dead Kennedys Holiday in Cambodia, który świetnie zgrywa się z militarnymi lirykami autorskich kompozycji. Całość świetnie brzmi i powinna być puszczana po kilka godzin dziennie takim Gama Bombom i innym Warbringerom, których płyty brzmią jak karykatury tak zacnego gatunku, jakim jest thrash.

By zachować wydawnicze tempo, zespół wypuszcza w 1991 roku Nothing'$ Sacred, kolejny cuchnący prochem wypiek. I ponownie był to przy tym wypiek zabójczy jak seria z M14. Brzmienie jest w porównaniu do poprzedniczek cięższe, a utwory zdecydowanie bardziej naładowane agresją i furią. Wiosłowi po prostu torpedują riffami niczym U-20 pod komendą Waltera Schwiegera, niekiedy dociskając gaz do dechy jak w ultra szybkim Curiosity Kills. Coons po raz kolejny udowodnił, że wokalistą jest wybornym. Recenzenci piali z zachwytu podobnie jak fani, zespół zaczął jeździć w długie trasy koncertowe, trafiając po raz pierwszy do Japonii, gdzie nagrali koncertówkę Taste of Rebellion: Live in Citta. Tempa nie wytrzymali jednak muzycy - doszło do sporych roszad personalnych i w efekcie cały zespół przestał istnieć.

Nie było to jednak ostatnie słowo od ekipy z Oakland, gdyż w 2008 roku ukazał się jeszcze Left for Dead. I był to powrót niezły, jednak ogólne wrażenie mocno zepsuło brzmienie krążka. No pasuje ono bardziej do jakiś metalcore'owych gówien pokroju Trivium, nie thrashowej armady, ponadto bębny są zdecydowanie za głośno i za bardzo wysuwają się na pierwszy plan. No za taką fuszerę to muzycy powinni zaserwować akustykowi "Atak wściekłego topora". Bo same kompozycje są fajne, gitarzyści nie zapomnieli, jak napisać kopiące dupska riffy, co słychać na przykład w Turnoil czy Brain Washed. Od tamtej pory o grupie jest podejrzanie cicho i widoków na kolejnego długograja niestety brak.

Dyskografia:
1983 - Prelude to Death [demo]
1984 - City's Gonna Burn
1985 - No Stranger to Danger
1987 - Know Your Enemy
1988 - European Meltdown [video]
1989 - Leatherface [single]
1989 - Annihilation Principle
1990 - Holiday in Cambodia [single]
1991 - Nothing$ $acred
1992 - Taste of Rebellion - Live in Citta [live]
1992 - Taste of Rebellion - Live in Citta [video]
2006 - Live Untold [video]
2008 - Left for Dead

Skład:
Aaron Jellum - Guitars (1982-1992, 2005-?) Warning S.F., ex-Gack
Phil Kettner - Guitars (1982-1989, 2005-?)
Michael Coons - Vocals (1982-1992, 2005-?) ex-Gack
Willy Lange - Bass (1983-1990, 2005-?) Dublin Death Patrol, ex-Diamond, ex-Rampage
Sky Harris - Drums (2007-?)
▼ Byli muzycy
Craig Behrhorst - Guitars Ruffians, ex-Dusty Skull, ex-Two-Bit Thief
Ken Savich - Guitars ex-Sindrome
Dave Starr - Bass (1982-1983) WildeStarr, ex-Chastain, ex-Vicious Rumors
Victor Agnello (R.I.P. 2014) - Drums (1983-1989, 2005-2006)
Sven Soderlund - Drums (1989-1990) Mercenary, Midnight Chaser, ex-Hellhunter, ex-Mordred, ex-Heathen (live), ex-Extermination, ex-Morticious, ex-Multiply
Jeff Weller - Guitars (1989-1990)
Jon Torres - Bass (1990) (R.I.P. 2013) ex-I4NI, ex-Pleasure and Pain, ex-Angel Witch, ex-Heathen, ex-Slough Feg, ex-Ulysses Siren, ex-Warning S.F., ex-Repulsa
Scott Dominguez - Bass (1991-1992) ex-Gack
Dave Chavarri - Drums (1991-1992) ex-Gothic Slam, ex-Stryker, Ill Niño, Terror Universal, ex-M.O.D., ex-Merauder, ex-Pro-Pain, ex-Cry for Liberty
Scott Lee Sargeant - Guitars (1991-1992) ex-Gack, ex-Killing Culture, ex-M.O.D., ex-Skinlab, ex-Wrekking Machine, ex-Anthem



MA: https://www.metal-archives.com/bands/L% ... ockit/1035
Ryszard pisze:
rok temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha

Tagi:
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 12754
Rejestracja: 4 lata temu

yog 2 lata temu

Jakoś w życiu nie zasiadłem i w skupieniu nie przesłuchałem ich albumu. Ta nazwa, w połączeniu z okładkami zawsze mi wyglądała na coś, co nie jest dobre, więc próbuje być zabawne i...

Mam nadzieję oczywiście, że się mylę :)
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Rattlehead
Moderator globalny
Posty: 142
Rejestracja: 4 lata temu

Rattlehead 2 lata temu

yog pisze:
2 lata temu
Jakoś w życiu nie zasiadłem i w skupieniu nie przesłuchałem ich albumu. Ta nazwa, w połączeniu z okładkami zawsze mi wyglądała na coś, co nie jest dobre, więc próbuje być zabawne i...

Mam nadzieję oczywiście, że się mylę :)
Naprawdę warto poświęcić trochę czasu na poznanie Laaz Rockit. Polecam coś z tercetu: Know Your Enemy, Annihilation Principle, Nothings Sacred.

Wszystkie te płyty powstały w okresie gdy zespół grał już czysty thrash metal ,choć ta pierwsza ma jeszcze naleciałości power/speed metalu co czyni ją szybszą i bardziej melodyjną ale posiadającą już odpowiedni ciężar. Pozostałe dwie to klasyczny thrash w swojej najczystszej postaci w stylu Testament ( muzycy obydwu kapel byli bardzo zaprzyjaźnieni i często wspólnie koncertowali) czy Heathen.

Dla mnie to bardzo niedoceniona i niesłusznie trochę zapomniana kapela która jakoś nigdy nie miała szczęścia do wytwórni, promocji itp.

P.S. @Nucleator dzięki za utworzenie wątku

Wróć do „Thrash Metal”