Awatar użytkownika
Nucleator
Moderator globalny
Posty: 1605
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: ŁDZ/Bełchatów

E-X-E

Nucleator 2 lata temu

Obrazek

Obrazek

E-X-E to kolejny przykład grupy, która za bardzo ociągała się z wydaniem debiutanckiej płyty, wskutek czego plany podboju metalowego świata stały się równie realne co trybunał stanu dla Donalda Tuska. Goście sformowali się w 1984 roku pod nazwą Executioner - oryginalnością ona nie grzeszyła, zresztą pod tym samym mianem działali choćby pewni bracia Tardy. No więc zmienili na E-X-E, jednak musiały upłynąć 2 długie lata, by wytwórnia Shatter Records zaoferowała im kontrakt. Rezultatem był wydany rok później Stricken by Might.

Płyta niestety dziś kompletnie zapomniana, na dźwięk której młodzi adepci thrash metalu z naszywkami Municipal Waste i Gama Bomb stoją wryci niczym nastolatek przed nagą pięknością liceum. A szkoda, bo mieszanka thrashu, speed i szczypty rasowego heavy proponowana przez muzyków jest wybuchowa niczym karbid i zabójcza jak denaturat dla zdrowych oczu. Malkontenci co prawda od razu przyczepią się do brzmienia, które jest dość surowa, jednak olejcie ich - to nie jest poziom debiutu Living Death, tu to brzmienie nadaje utworom dodatkowego kopa. A te są jak seria z ostrej amunicji - mamy więc bezlitosne thrashowe strzały jak Fatally Wounded, otwierający całość Slaughter Disorder, Seek and Destroy czy Crib Death, a w chwilach przeładowania magazynku E-X-E pieści żołądek heavymetalowymi szlagierami takimi jak Martial Law czy Metal Hell.

Pod szyldem bohaterów tematu ukazało się jeszcze płyciwo Sicker Than I Thought! zwane. Tu już akcenty zostały zdecydowanie przesunięte w stronę thrashu, a nowy wokalista śpiewa w stylu Davida White'a z Heathen. Nic to jednak nie pomogło, bo muzyka na tym albumie proponowana jest przeciętna i z niezwykłością ma tyle wspólnego co wyrywanie zęba z rozrywką. Jest parę fajnych momentów jak kojarzące się z Vio-Lence No One To Pray To czy wściekłe Chamber of Sorrow, ale to i tak ginie w morzu nijakości.

W owych wodach żywota dokonała też grupa, która po tej wpadce się nie pozbierała. A, jest niby jakaś EPka, ale to już syf jakich mało, więc nie będę marnował klawiatury w moim laptopie na to gówno. Zamiast tego lepiej sobie odpalić mocny debiut.

Dyskografia:
1987 - Stricken by Might
1990 - Sicker Than I Thought!
2015 - Anti​-​Hero of a Thousand Faces [EP]




Skład:
Rui Tavora - Guitars (1984-1991, 2015-present)
Adam Marigliano - Guitars (1984-1991, 2015-present)
Tony Leone - Drums (2015-present)
PJ Griffith - Vocals (2015-present)
▼ Byli muzycy
R.H. Boeckel - Bass (1984-1989) Bile
Charles Lopez - Drums (1984-1989) ex-Vasaria
Joseph Palma - Vocals (1984-1989)
Gus Silva - Bass (1989-1990)
Billy Gerdes - Drums (1989-1991)
Tommy Lee Haley - Vocals (1989-1991)
Rob - Bass (1990-1991)
MA: https://www.metal-archives.com/bands/E-X-E/1528
BC: https://e-x-e.bandcamp.com/music
Ryszard pisze:
rok temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha

Tagi:
Rattlehead
Moderator globalny
Posty: 142
Rejestracja: 4 lata temu

Rattlehead 2 lata temu

Co do charakterystyki samej kapeli i muzyki właściwie nie ma co dodać. @Nucleator wszystko znakomicie opisał.

Faktycznie E-X-E to bardzo zapomniany i undergroundowy zespół. Osobiście poznałem go całkiem niedawno, już w XXI wieku . W czasach mojej młodości która szczęśliwie zbiegła się z czasem thrashowego boomu nie udało mi się poznać ich twórczości.

Przypuszczam, że MG, Barony, Takty i i inni krajowi napierdalacze kasetowych piratów nie przegrali żadnej z ich płyt w Polsce. To także świadczy o tym jak głęboko schowana kapelą było E-X-E. A szkoda bo to dobry kawał traszowej muzy i warto znać.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 12752
Rejestracja: 4 lata temu

yog 2 lata temu

Bardzo zacnie, żeś @Nucleatorze założył temat i miałem okazję się zapoznać.

Debiut - Stricken by Might - to dostarczający sporo radochy siarczysty thrasho-speed w guście pierwszego Slayera zmieszanego ze szczyptą Overkilla, a może nawet i pierwszego Kata. Riffowanie skłaniające do headbaningu ku chwale rogatego przerywane ciut mniej agresywnymi kawałkami, jak Metal Hell i elementami amerykańskiego powera.

Na dwójce - Sicker Than I Thought! - już niestety panowie poszli bardziej w stronę anthraxowych groove-refreników i overkillowania tracąc swój pierwotny charakter, zamiast piwnicy i siarki są krótkie spodenki i czapki z daszkiem.
Destroy their modern metal and bang your fucking head

Wróć do „Thrash Metal”