Awatar użytkownika
Nucleator
Moderator globalny
Posty: 1647
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: ŁDZ/Bełchatów

Sacrifice

Nucleator 2 lata temu

Obrazek

Obrazek

W tym samym roku, w którym na świat przyszły zwiastujące "nowe" w ciężkiej muzyce albumy Kill'em All i Show no Mercy, kanadyjskie Toronto powiło kapelę Sacrifice.

Musiały jednak minąć niespełna 2 lata, by świat usłyszał piorunujący debiut Torment in Fire. Z jednej strony produkcja była fatalna, a instrumenty niejednokrotnie zlewały się w bezkształtną papkę dla uszu. Z drugiej jednak z utworów słychać było nieokrzesaną agresję i dzicz, podszytą wulgarnymi wokalizami Roba Urbinatiego utrzymanymi w duchu Cronosa, Schmiera i Jeffa Becerry. Kompozycje leją po pośladach niemiłosiernie, przywołując miłe reminiscencje Darkness Descends.

Prawdziwą petardą okazało się drugie wydawnictwo, Forward to Termination. Płyta opakowana w znakomite, gryzące riffy, fantastycznie partie instrumentalistów i dojrzałe aranżacje zawartych na niej kompozycji. Po każdym numerze w głowie zostaje jakiś riff, solówka czy zaskakujący break. Album nie jest takim nieokrzesanym strzałem jak debiut, zamiast tego jednak mamy okaleczanie ciała z chirurgiczną precyzją.

Soldiers of Misfortune, trzeci długograj, wyszedł na światło dzienne w 1990 roku. I jest on kolejnym dowodem potwierdzającym, że Sacrifice wie, co chce grać i jak to robić. Osobiście lubię go sobie puszczać podczas czytania książek psychologicznych, gdyż bije z niego taki chłodny, a zarazem nastrojowy klimat. Tytułowy kawałek z mrocznych intrem idealnie pasowałby do jakiegoś thrillera o mordercy czającym się po zmroku w miejskich zaułkach, a zamykający całość Truth (After the Rain) zaczyna się znakomitymi melodiami. Fantastyczną pracę wykonał na albumie perkmen, który jest bezbłędny, a jego partie intensywne i nienagannie techniczne. Gitarzyści nie zostają w tyle, serwując znakomite solówki i moshogenne riffy. W odróżnieniu od poprzednich albumów w ich zagrywkach pojawiło się więcej technicznego sznytu.

Tuż przed rozpadem grupa zdążyła jeszcze wypuścić znakomite Apocalypse Inside. Chłopaki z kraju słonecznej seks bomby nasłuchali się Coroner, gdyż w ich muzyce pojawiło się jeszcze więcej frapujących rozwiązań i nieoczywistych zagrywek. Pojawiają się nawet grooviaste rozwiązania jak we wstępie do Ruins of the Old, ale na szczęście nie brakuje tu też ognistego thrashu. Riffy to poezja, te zaciągane zagrywki w Beneath What You See to mistrzostwo świata. Z ciężkim klimatem niczym z zakładu dla umysłowo chorych korespondują mocne liryki o wewnętrznych demonach i przeciwnościach losu spotykających nas na każdym kroku.

Mimo znakomitych wydawnictw jednak grupa nie zdobyła szerszego rozgłosu i Sacrifice zmarł na długie 13 lat. Do żywych wrócili w 2006 roku, a 4 lata później wypuścili powrotny longplay The Ones I Condemn. Okładkę zajebaną z Gabriel od Believer pominę milczeniem i skupię się na muzyce. Bo Sacrifice nie zapomniał, jak łoić dupska w świetnym stylu. Płyta aż ocieka wysokooktanowym thrashem okazjonalnie zasilanym death metalowymi alkanami. Utwory cykają jak trzeba, zachwycają skondensowanym ładunkiem brutalności i wysokiej jakości aranżacjami, obleczone w brzmienie tłuste jak dupsko Kim Kardashian.

Jednak, jak na złość, od tamtej pory Rob i spółka nic nie wypuścili nowego i raczej na zmianę w materii też się nie zanosi.

Skład:
Scott Watts - Bass (1983-1993, 2006-present) Codex: Factoria
Rob Urbinati - Guitars (1983-1993, 2006-present), Vocals (1985-1993, 2006-present) Interzone, ex-Tenet, ex-War Amp
Joe Rico - Guitars (1983-1993, 2006-present)
Gus Pynn - Drums (1985-1990, 2006-present) ex-The 3Tards
▼ Byli muzycy
Andrew Banks - Drums (1983)
Craig Boyle - Drums (1983-1985) ex-Lethal Presence
John Baldy - Vocals (1984-1985)
Ernie Fletch - Drums (1985)
Michael Rosenthal - Drums (1990-1991, 1991-1993) ex-Dark Legion
Kevin Wimberley - Bass (1993) Interzone, ex-Entropy
▼ Muzycy koncertowi
Glen Drover - Guitars (lead) Castrofate, Eidolon, Hollentor, ex-Glen Drover, ex-King Diamond, ex-Megadeth, ex-Testament (live), ex-Queensrÿche

Darren Foster - Drums (1991)
Dyskografia:
1984 - Rehearsal [demo]
1985 - Rehearsal #2 [demo]
1985 - The Exorcism [demo]
1985 - Torment in Fire
1987 - Demo 1987 [demo]
1987 - Forward to Termination
1989 - 1989 - Demo [demo]
1990 - Soldiers of Misfortune
1993 - Apocalypse Inside
2006 - 198666 [kompilacja]
2009 - The Ones I Condemn
2009 - Anthem [single]
2010 - Sacrifice / Propagandhi [split]
2012 - Re-Animated [video]




MA: https://www.metal-archives.com/bands/Sacrifice/462
BC: https://cycloneempire.bandcamp.com/music
Ryszard pisze:
2 lata temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha

Tagi:
Awatar użytkownika
Nucleator
Moderator globalny
Posty: 1647
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: ŁDZ/Bełchatów

Nucleator miesiąc temu

Ożesz kurwa, oni jeszcze żyją! Nowy album w tym roku!


Ryszard pisze:
2 lata temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha
Awatar użytkownika
hellpanzer
Posty: 39
Rejestracja: miesiąc temu

hellpanzer 3 tyg. temu

Nie wiem jakim cudem, ale Sacrifice był jednym z pierwszych thrashowych zespołów które poznałem, wyprzedzając między innymi slayera czy sodom. Do tej pory uwielbiam Soldiers of Misfortune, ale pozostałe ich płyty dla mnie nie istnieją, bo poza mocno średnim The ones I Condemn nie mialem okazji sie z nimi zaznajomić.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 13341
Rejestracja: 4 lata temu

yog 3 tyg. temu

Pozostałymi na pewno się nie zawiedziesz, u Sacrifice nie ma lipy. Ostatni album niestety boleśnie cierpi na plastikową produkcję, czego z oczywistych względów wcześniejszym udało się uniknąć i jest to należyta dawka rasowo, po kanadyjsku naspeedowanego thrashu.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
HUMAN
Tormentor
Posty: 1096
Rejestracja: 4 lata temu

HUMAN 3 tyg. temu

Cały czas ten sam skład czy coś mi umknęło, muszę ostatni album pożyczyć i posłuchać ponownie. To brzmienie tak bardzo plastikowe nie było, ogólnie w Ich stylu może produkcyjnie trochę przekombinowane w studio jak już. Tak zapamiętałem ostatniego pełniaka, 3-4 utwory odstawały in plus bardzo dobre, ciekaw riffy i bass.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 13341
Rejestracja: 4 lata temu

yog 3 tyg. temu

No jakoś przesadnie to chyba nie, ale jest tam taka moim zdaniem średnio pasująca do grania Sacrifice nowoczesna produkcja. Taki bardziej ówczesny standard, niż że jakoś wybitnie plastikowo. Skład jest ten sam na wszystkich 5 albumach z wyjątkiem czwartego Apocalypse Inside, na którym zabrakło Gusa Pynna za perką.
Destroy their modern metal and bang your fucking head

Wróć do „Thrash Metal”