Awatar użytkownika
Nucleator
Moderator globalny
Posty: 1604
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: ŁDZ/Bełchatów

Grinder

Nucleator 2 lata temu

Obrazek

Obrazek

Kolejna zapomniana perełka ze Szwabii. Grinder został powołany do życia w 1984 roku i w ciągu swojego 7-letniego żywota wypuścił ze swoich trzewi 3 płytki z zajebistym thrashem, który o dziwo nie przypominał kultowych pozycji od Sodom czy Kreator.

Pierwszą z nich było Dawn for the Living, które brzmieniem materiału nasuwało skojarzenia z Violent Force czy Exumer. Zdecydowanie więcej czuć tu jednak ducha słonecznego Bay Area - bije on przede wszystkim z gitarowych riffów, ale i wokal nasuwa skojarzenia - Adrian Hahn śpiewa melodyjnie, a zarazem agresywnie. Utwory są ciekawie zaaranżowane - są i marszowe riffy jak w utworze tytułowym, są i melodie pod Iron Maiden w Frenzied Hatred, są wreszcie szybkie petardy pokroju Traitor.

Niewiele ustępował mu drugi album Dead End, który rozwinął brzmienie zespołu - było ono "cieplejsze" i nie waliło tak siarczyście po policzkach, coś w rodzaju dwóch pierwszych albumów Flotsam and Jetsam. Na uwagę zasługuje przede wszystkim wyeksponowany bas, który jest nieodłącznym elementem każdej kompozycji. Wspomniałem o Flotsam - no właśnie, Adrian Kura śpiewa identycznie jak gardłowy zespołu z Arizony. W odróżnieniu jednak od Amerykańców Grinder kopie dupsko znakomitą pracą gitar - riffy w Agent Orange czy testamentowym Total Control to jebane mistrzostwo, chylę czoła. Osobiście gryzie mnie tylko ostatni numer, stylizowany na jakieś rockabilly czy inne gówno - Train Raid. Kojarzy mi się z Anthrax, a przy słuchaniu od razu w myślach widzę Scotta Iana i resztę zespołu w spodenkach, pajacujących z oklejonymi chujowymi naklejkami gitarami... Brr, pomijając jednak ten nieśmieszny niczym kolejna prowokacja Nergala "dowcip", całość wypada naprawdę przekonująco.

Ostatnie Nothing is Sacred, zwiastował niestety koniec żywota tego zacnego ansamblu. No niestety, piosenki zawarte na tym albumie mają się do tych z poprzednich studyjniaków tak jak Mgła do Burzum. Czyli szkoda nawet porównywać. Z jednej strony są fajne fragmenty, gdzie młócka idzie w najlepsze niczym na wiejskim podwórku po sianokosach, a z drugiej są jakieś skręty w stronę funku i wygłupów a la Anthrax. Na dodatek nie popisał się gość od hebli, czyniąc z gitar taką zamulastą papkę.

I tak oto dokonało się: zaraz po premierze albumu Grinder umarł. I mimo jakichś podrygów nie podniósł już się, odpływając w zaświaty.

Skład:
Andy Ergün - Guitars (?-1992) ex-Nemesis (live), ex-Rawboned
Lario Teklic (R.I.P.) - Guitars (?-1992)
Adrian Hahn - Vocals, Bass (1984-1992) ex-Capricorn, ex-Nemesis, ex-X-Mas Project
Stefan Arnold - Drums (1987-1992) ex-Capricorn, ex-Wallop, ex-X-Mas Project, ex-Grave Digger
▼ Byli muzycy
David Hofmann - Guitars ex-Capricorn, ex-X-Mas Project, ex-Rawboned
Shellshock - Drums (1985-1987)
Andi Reichert - Bass (1991)
Dyskografia:
1985 - Scared to Death [demo]
1987 - Sirens [demo]
1988 - Dawn for the Living
1989 - Dead End
1989 - Just Another Scar [single]
1990 - The 1st EP [EP]
1991 - Nothing Is Sacred



MA: https://www.metal-archives.com/bands/Grinder/939
BC: https://tribunalrecords.bandcamp.com/music
Ryszard pisze:
rok temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha

Tagi:
Awatar użytkownika
Pioniere
Moderator globalny
Posty: 2661
Rejestracja: 4 lata temu

Pioniere 2 lata temu

Wcale nie taka zapomniana skoro niedawno (trzy lata temu) wyszło wznowienie oraz funkcjonuje zakup rozszerzonej wersji digital z BC.

Wróć do „Thrash Metal”