Industrial Hip-Hop z mocnymi wpływami elektroniki. Co tu dużo mówić, klasyczny kapel, takie płytki jak From Filthy Tongue of Gods and Griots czy Absence to absolutne ciosy, zostawiające konkurencję daleko z tyłu. Jedynie Death Grips im dorównuje, no ale oni byli kontynuatorami ich myśli i rozwinęli się w innym kierunku.
Nagrali fantastyczne kolabo z Techno Animal z dwoma kawałkami i dwoma remiksami tychże. Tak na przemian, na dwóch stronach albumu.
Dla mnie oni zawsze robili cienki hip hop. MC Dalek ma po prostu słabe flow, a Mike Manteca robi zbyt powtarzalne beaty, bardzo mała różnorodność w brzmieniu.
Porównywanie ich z Death Grips powinno być traktowane jako nieporozumienie. Zero podobieństwa w muzyce obydwu grup. Prawda jest taka, że Dalekowi znacznie bliżej do Public Enemy niż do DG.
"Jeżeli black metalowcy są ludźmi, to karaluchy również nimi są"
Derelict pisze: 3 lata temu
Dla mnie oni zawsze robili cienki hip hop. MC Dalek ma po prostu słabe flow, a Mike Manteca robi zbyt powtarzalne beaty, bardzo mała różnorodność w brzmieniu.
Jakbym chciał dobrego flow to włączyłbym Rakima. MC Dalek brzmi jak uliczny kaznodzieja, co doskonale pasuje do podkładów. To nie jest muzyka do skakania. Ja w nich widzę kontynuatorów Tackhead i Beatnigs z dodatkiem MBV.
Death Grips po prostu nie trawię. Mixtape był znośny, bo sample mieli przyzwoite.
Dälek wraca z nowym materiałem. Album "Brilliance of a Falling Moon" ukaże się się 27 marca , a na przedsmak całości można już posłuchać pierwszego singla "Better Than".
Absence to przepotężna płyta. Industrialny, odhumanizowany hip-hop wymieszany z noisem, ambientem i shoegaze. Czyli rap dla metalowców i punków. Jak komuś siadło Techno Animal to tutaj będzie mieć bardzo przyjemne doznania.
I sprawdza się to wyśmienicie. Wokale w stylu ulicznego kaznodziei na tle zniekształconych, zurbanizowanych wariacji na temat Loveless MBV i Einstürzende Neubauten. Jak wiadomo hip hop to gatunek liryczny, ale tutaj pierwszą rolę gra jednak klimat i hałasowanie w tle.
Często wracam także do "Abandoned Language", które jest trochę bardziej czyste i uporządkowane, ale dalej słychać nietuzinkowość.
Fajne było jeszcze "Abandoned Language" ale tam to już raczej bez większych uniesień, bardzo przyjemna płyta.
Grali w tym roku na Roadburnie, ale niestety w tym samym czasie co Boris, więc dane było mi ich zobaczyć.
Screaming Into The Blackness, Needing No God But Himself
Beneath the Veil of Sanity Beats the Throbbing Process of Decay
"ja pierdolę przeczytałem cały temat Kid Rock i muszę się napić"