Voice of America 2x45
Crackdown Micro-Phonies
Shadow of Fear
Zgodzę się. Red Mecca jest przereklamowana.
Kiedyś, gdzieś tam John Balance stwierdził, że Cabaret Voltaire to w sumie The Seeds z elektroniką. Powiedział to jako komplement, ale też jako odróżnienie ich od "industrialnego industrialu". W sumie miał rację, nagrali nawet cover The Seeds.
Ciekawe ciekawe z tym nieindustrialnym industrialem, coś w tym jest, chociaż początki początków, te wszystkie zgrzyty, szumy wszelakie, jakieś dziwaczne odgłosy to takie bardzo miejskie, fabryczne, no ale później to już jak dla mnie cudeńka w większości. Piękny rozwój, a taki The Crackdown, jak ktoś poznał, to może darować sobie Depeche Mode, na tym albumie po prostu jest wszystko lepiej i w dodatku skondensowane w 40-u minutach; klasyka mrocznego, bujającego dance.
Ostatnia płyta, nagrana samodzielnie przez Kirka jest też zajebista, niedawno zamówiona, dołączy do kilku dumnych placuszków na półce.