Mało zbadany gatunek przez mię. Znam tylko supersztosowe Sly and The Family Stone ale to bardziej psychodeliczna odmiana gatunku. Za to jaka! Szczególnie album Life cudownie taneczny. Sam miód. Bardziej chodzę po soulfunku typu James Brown czy Parliament ale to oddzielne tematy są.
Ciekawymi albumami ocierającymi się o soul są Afreaka! Demon Fuzz czy Gris-GrisDr. John, the Night Tripper. Tylko tam już spora mieszanina z jakimś rockiem jazz-rockiem czy funkiem a nawet bluesem.
Soul, jako gatunek muzyczny, to trochę naciągany twór. Bo cóż to jest? Blues, pieśni gospel wrzucone do wspólnego kociołka. Soul, to uduchowienie i spokój, religijna otoczka często. Tymczasem taki jebaka i hulaka, James Brown ma w swym repertuarze numery mogące uchodzić za soul. Hunter gra ponoć soul metal, Grubas Cavalera założył Soulfly i tam poza napierdolem, sporo indiańskiej duchowości w instrumentalach eponimicznych np. Soul to piosenki Sade, albo ballady Edyty Górniak, też mocno wierzącej.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem