
Kierwa od kawałka Killers poprzez Prodigal Son a na Purgatory kończąc to jebane trzy hitciory z rzędu. Jak ktoś tam nie słyszy hitów to ma zerwany gwint od dziesięcioleci.Blind pisze: rok temu @Hajasz
No co czytam to rzekomo znacznie słabszy od debiutu. Może nie tyle niepopularny, co nie ma tam takiego hitu
Z DoD się zgodzę album bez historii i wyrazu ale już Matter ooo co to to nie. Wyjebisty album, co tam się kierwa dzieje na strunach to aż strach pomyśleć. Bezapelacyjnie najlepszy kolos ajronów.
No to mnie mega zaskoczyłeś, też uwielbiam ten album. W sumie to taki pierwszy, w którym ten ich styl wchodzi w te gigantyczne utwory, nie w postaci jednego czy dwóch, a w zasadzie wszystkie są takie. Dla mnie najsłabszy jest chyba na dziś "The Final Frontier", pomimo że dwa ostatnie kawałki uwielbiam, to reszta.....a zwłaszcza intro (to jest dopiero kiepskie) jest poniżej ich średniego nawet poziomu. Później różnie to bywało, ale za "Senjutsu" stanę murem, bo uważam że najbliżej mu z poprzednich płyt do "A Matter of Life and Death".Hajasz pisze: rok temuZ DoD się zgodzę album bez historii i wyrazu ale już Matter ooo co to to nie. Wyjebisty album, co tam się kierwa dzieje na strunach to aż strach pomyśleć. Bezapelacyjnie najlepszy kolos ajronów.

Strusie nie chowają głowy w piasek (na ile mi wiadomo).

No i witamkurz pisze: rok temu Słucham Senjutsu po paru latach od premiery i jestem zaskoczony jak dobra i dojrzała jest to płytka. Broni się i nie odcina kuponów od poprzednich.



Blasqu komu ty to tłumaczysz? Jeden jest fanem cukierkowego grania a drugi podziwia aktora, który zrobił z siebie debila na cały kraj.brzask pisze: rok temu 'Średni' to może on jest dla kogoś nielubiącego dłuższych i bardziej złożonych kompozycji?
Dla mnie to album wybitny i najlepszy jeśli chodzi o okres od Brave New World włącznie .. a patrząc na całość dyskografii to spokojnie pierwsza piątka.
Bardzo równy bez slabszych kawałków, wirtuozerka pełną gębą i instrumentalnie i wokalnie.
No i nagrać taką płytę po czterdziestu latach!?
Tak. To znaczy kocham tak samo jak Dickinsona. Przyznam, że nie interesowało mnie, co nagrywał po Ironach, ale za te dwie, legendarne płyty szacunek ma na wieki. Najgorsza jest myśl, że tak już właśnie bohaterowie, idole dzieciństwa będą coraz częściej odchodzić.Zsamot pisze: rok temu W sumie smutny finał niepokornego faceta... Jego głos na Killers to jedne z najlepszych momentów Irons w ogóle.