Podobno amerykańska odpowiedź na The Chemical Brothers. Niech sobie będzie.
Nie ma tylu hitów co The Prodigy lub wspomniane CB, ale dysko równe, według mnie poniżej 7/8 nie schodzi.
Pierwszy i ostatni album, moje ulubione.
Znam trzy pierwsze pełniaki i faktycznie dobre/bardzo dobre granie w klimatach big beat czy breakbeat. Owszem porównania z Chemical Brothers jak najbardziej zasadne, The Prodigy także aczkolwiek w obu przypadkach myślę że faktycznie brytole mają więcej hitów.
Wierzę, że przyjdzie czas żeby sprawdzić coś więcej, bo skolejkowane jest np. ich soundtrack do fajnego filmu jakim jest "London", a także pełniak "The Trip Out" z 2022 r.
Niestety, od pewnego czasu to już nie duet, a projekt solowy. Debiut Vegas najlepszy. Energiczny, acidujący, zapętlający się breakbeat. Później Legion of Boom z 2004. Jak ktoś grał kiedyś w pierwszego Splinter Cella, to powinien kojarzyć jeden z ich największych hiciorów Name of the Game, bo był wykorzystany w intrze do tej gry.
Derelict pisze: 2 lata temu
Debiut Vegas najlepszy.
Ostatnia równie dobra.
Moim zdaniem bardzo równe dysko, poniżej pewnego pułapu jakościowego nie schodzą. Może nie ma tam jakiś super hitów zawartych, ale albumy wyprodukowane świetnie i z pomysłem.
"Jeżeli black metalowcy są ludźmi, to karaluchy również nimi są"
Derelict pisze: 2 lata temu
Moim zdaniem bardzo równe dysko, poniżej pewnego pułapu jakościowego nie schodzą. Może nie ma tam jakiś super hitów zawartych, ale albumy wyprodukowane świetnie i z pomysłem.