No to cóż powiedzieć. Jeśli o Sabbat chodzi, to mogę się tylko podpisać pod powyższym. Najlepszy koncert drugiego dnia. Zajebiście żywiołowy, zajebiście brzmiący i z zajebistą setlistą recital. Czy lepiej niż w Katowicach to nie wiem, ale na pewno porównywalnie. Hiciory nowsze, hiciory starsze, hiciory środkowe
Dnia pierwszego koncertem dnia był dla mnie Metalucifer. Tutaj zdecydowanie powiem, że podobał mi się bardziej niż ten z Wawy sprzed dwóch lat. To znaczy nie to, że tamtem mi nie pasował, ale tutaj jednak zabawa weszła na jeszcze wyższy poziom obrotów. warriors Warriors WARRIORS WARRIORS!!! WARRIORS!!!!!!11RAJD ON DE SZERIJOOTS!!!!
Bardzo, ale to bardzo dobry występ dojebało też Necrodeath. Tych to znałem jedynie z nazwy i wielkich oczekiwań nie miałem, a tymczasem przekonkretny szoł, ukoronowany klasyką metalu. Bestial Raids również dojebane, ale tutaj to w sumie zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Aha, zaskoczeniem festu okazało się High Warden. Co tam zaskoczeniem, to wręcz czołówka tegorocznej Silesii, chociaż grali o 16 i w pełnym słońcu. Ale ich candlemassowy doom zaorał mnie przeokrutnie. Nic, tylko napisać uśmiechniętą emotkę i zapowiedzieć, że "będzie słuchane".
Speedslut z młodym Mustainem na wokalu bardzo pozytywne zaskoczenie, nie znałem, a bawiłem się wybornie. Venefixion oraz Sodomizer podobnie. Countess fajnie. ALE tutaj jak minął pierwszy entuzjazm, że łoooo, Kantes na scenie, łooo, idę w młyn, to okazało się, że w sumie spoko i to tyle. Witch Cross takie tam, dziadzia rock

Onslaught całkiem do rzeczy, ale nie zdążyłem na
Termonuklearną Dewastajcę Planety Ziemia i tak trochę się wkurwiłem, co rzutowało na odbiór skądinąd niezłego recitalu. Sextrash może być, ale trochę tak jak z Countess. Może jakbym się oszukiwał, że słucham od lat, mam na winylu i w ogóle spełniłem marzenie oglądania ich, to byłoby lepiej?
Aaaa, i wisienka na torcie w postaci Impurity. Dawno tak pokracznego i krzywego gigu nie widziałem, a jeszcze dawniej nie widziałem tak pokracznego i krzywego gigu, który byłby tak zajebiaszczy. Poważnie, słyszałem jakieś głosy melomanów, którzy narzekali, ale mnie się podobało w chuj, mimo ogólnego wypompowania. Ciekawe czy Paul Ledney podpierdolił stylówę od wokala
Towarzysko jak zawsze, jak co roku. Powiedzieć, że wybornie, to nic nie powiedzieć. Na polu oczywiście byliśmy pierwsi, a max drudzy już w czwartek w południe. I zaczęło się zjeżdżać sprawdzone towarzystwo, znane i mnie znane ekipy, zaczęła się smażyć kiełbasa, lać piwko i wódeczka. Konie kraść z tymi wszystkimi ludźmi. Hails & ave!