Lubię zbierać płyty zespołów, które znam od małego. Ale z nimi mi to wisi.
W podstawówce i szkole średniej wydawali się dużym bandem. Potem zrozumiałem, ze są przeciętni.
Mam Moonlight - Act III w winylowej reedycji XUL z 2014 i to mi wystarczy. Ot, mix blacku z doomem przyprawiony wspomnieniem młodości + ładna okładka.
Szajtan pisze: 10 mies. temu
Nowy kawałek przywołuje ducha najlepszych bluźnierstw Christ Agony z dawnych lat. Jestem na tak i czekam niecierpliwie na całość...
Mocno odwlekałem konfrontację z tym albumem... Najzwyczajniej w świecie bojąc się konfrontacji .
Tymczasem od pierwszych nut czuć, że Cezar mocno się do tej płyty przygotował. Masa melancholii i tej unikatowej nostalgii. Nie wiem, czy to nie będzie najciekawsza płyta, nie licząc kanonu.
Piękny powrót. Szczerze polecam.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
To fakt, praktycznie nie czuć tak długiej przerwy od ostatniego wydawnictwa. Po prostu z głośników sączy się unikatowa muzyka spod szyldu Christ Agony, dobra muzyka.
Wg mnie piękny powrót po różnych mniej lub bardziej zbędnych zdarzeniach. Najważniejsze, że zaiste wart każdej minuty album wydał, liczę, że ich na żywo zobaczę. Kto tam jest w składzie koncertowym?
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Bardzo podoba mi się ta nowa płyta, każdy utwór opowiada własną historię, Cezar ma rękę do takiej mrocznej, sentymentalnej, rytualnej atmosfery. W sobotę grali w okolicy to się wybrałem, Vitur i Tenebris dobre występy, ale Christ Agony rozpętali huragan w tym małym klubie, zero zamulania wszystkie numery odegrane szybciej, mocniej i ciężej (z czego połowa z Moonlight), dla Cezara to się czas chyba zatrzymał, takiej energii to niejeden 20 latek mógłby pozazdrościć.
Koncertu zazdroszczę, zaś płyta jest rewelacyjna. I cieszę się, że Cezar z ekipą tak pięknie wrócili. Dawno tak dobrze mi się nie słuchało kapeli z dużym stażem. Ciekawa i dojrzała płyta. Pełna napomknięć, inspiracji przeszłością, ale bez nachalnego grania na sentymentach.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Zgadza się, mimo że można ją postawić obok dwóch pierwszych to jednak jest inaczej, mnie to momentami kojarzy się nawet z Elizium Fields of the Nephilim
Znam dobrze tylko projekt lidera.: The Nefilim, płyta Zoon. Genialna. Kojarzysz?
Swoją drogą jak się zapatrujesz na projekt Cezara? Tez jest tam sporo dobrej muzyki.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Oczywiście, Zoon cd na półce, a na kasecie odkąd wyszedł. Uwielbiam.
Faustus też mi się podoba, czy to kontynuacja Darkside? Chyba nie, choć kilka nawiązań jest, gotycka mroczna atmosfera, szczątkowa elektronika, mieszane wokale.. Cieszy dobra forma Cezara bo Christ Agony w okolicach podstawówki był dla mnie bardzo ważnym zespołem, momentami zdecydowanie najważniejszym, gdy w 1996 kupiłem Moonlight na kasecie wydane przez Croon Records to kompletnie ześwirowałem.
Nadrabiam odpuszczoną na całe lata drugą połowę dyskografii ChA, cokolwiek by nie mówić o Cezarze (a ja nic nie mówię, nie byłem, nie widziałem, plotki mam w dupie, a i też nie jestem Matką Teresą żeby się martwić o cały świat) to muzyk jest świetny, a miejscami genialny, wokalista w sumie też, w tych jego śpiewach/rykach/krzykach czuć jakiś autentyczny obłęd.
Z trzech płyt wydanych po sobie najbardziej dziś podoba mi się Nocturn, krojone mięso od początku do końca, jest ciężko i mocno, ze szczyptą klimatu znanego z Moonlight, do tego świetna perkusja, Inferno i Frost to chyba obecnie moi ulubieni perkusiści black metalowi, w tej jego grze jest taki naturalny feeling, jakby gwizdał albo sobie coś nucił, a nie tłukł w te gary, jakkolwiek głupio by ta teoria nie brzmiała.
Dalej Legacy, której klimat trochę bardziej mi pasuje, jest sentymentalnie, melodyjnie i nastrojowo, ale z drugiej strony brzmi to bardzo chorobliwo, jak jakieś pomieszanie zmysłów.
Na trzecim miejscu, ciut niżej, Condemnation, to chyba najbardziej rozbudowana płyta, z rewelacyjnym utworem pierwszym, gdzie w charakterystyczny styl, melodie, akustyki jest wbity ten mechaniczny, industrialny riff, palce lizać
Nie jestem jakimś wielkim fanem melodyjnego metalu, ale ChA to wyjątek, i co najważniejsze na każdej płycie słychać że nie jest to zwykłe odcinanie kuponów, a włożono masę serca.
Po latach wracam też powoli do Moon, zobaczymy co z tego będzie, jedynka z tym plastikowym, syntetycznym brzmieniem i tym wydzierającym się na zewnątrz automatem ma jakiś urok. Z dwójką trochę gorzej bo dziś ciężko już mi się przekonać do takiego black metalu gonionego przez klawisze. Z trójką mam dobre wspomnienia, gdzie poszli mocniej w stronę death metalu, a przynajmniej tak to zapamiętałem.
Dobrze zapowiada się też Khorumi, zapach lasu i gnijącego torfowiska aż szczypie w oczy. No, to na chwilę obecną byłoby tyle, i szkoda tylko że nie jest jesień, ChA do jesieni pasuje najlepiej.
Bardzo ciekawa analiza. Zasadniczo mógłbym się tylko pod tymi słowami się podpisać.
Może słabą promocję miały te trzy albumy, mimo to czas obszedł się z nimi wybitnie dobrze i nie czuć, że to "dawne" płyty. Co by nie mówić ten specyficzny sznyt Cezara zawsze czuć. A wokal rzeczywiście jest zawsze in plus. Pełen uczuć, a nie zwykłe darcie.
Frost czy Inferno swoje już udowodnili, teraz, nawet czytając tylko ich wywiady, widać, że po prostu lubią to, mają pomysły, nie czują potrzeby ścigania się z kimkolwiek.
Moon zawsze lubiłem najbardziej dwójkę. Swoją drogą dawno też tego nie słuchałem. Taki polski Limbonic Art. Oczywiście to tylko żart ;-)Trójka wyszła jakoś w takim momencie, że mi przemknęła bez emocji. Stanowczo muszę do niej wrócić.
Ja jestem fanem melodyjnego metalu. Muzyka bez melodii mnie nudzi.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.